Навигация

Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieJakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:03
Moskwa, stare mieszkanie Anny, marzec 1996

Wszędzie tykały zegarki, choć Anna nie wiedziała - jest wcześnie rano, czy późny wieczór. Wie tylko, że jeden z miliona czasomierzy pochowanych w pokoju wypadł z rytmu i jeden niepokorny sekundnik wystukiwał własną melodię. Po kolacji odnajdzie go w tym bałaganie i doprowadzi do porządku.
Na kolację jest odgrzewana zapiekanka z grzybami, Anna grzebie widelcem wprost w jeszcze gorącej brytfannie, pochylona nad jedną z otwartych książek, które dawno już wzięły stół we władanie. Stół zresztą, podobnie jak reszta mieszkania i podobnie jak całe życie Anny w ostatnich dniach, było w opłakanym stanie i wyglądało, jakby przeszło w nim destrukcyjne tornado. Huragan Anna.
Łóżka nie było widać spod stosów ubrań, tych, które czekały na swoją kolej do prania i tych jeszcze całkiem nowych, niewyjętych z papierowych torem z logiem Gostyinego Dvoru. Czego innego można się spodziewać po bogatej pannie jak impulsywnych zakupów w ciężkich chwilach. Ani mieszkanie, ani Ania, w starych ciuchach i turbanie z ręcznika na głowie nie nadawały się do wyjścia na ludzki widok; dziewczyna wzięła tydzień wolnego od pracy w szkole, by odetchnąć.
Sama na siebie ściągnęła to wszystko; starcie z krnąbrnym uczniem zasłaniającym się wpływami bogatego ojca, przesłuchanie przez milicjantów, gdy wzięła na siebie winę za nielegalną nieobecność innego młodzika poza szkołą. A na dodatek czekała ją wizytacja wspomnianego ojczulka i generalna recenzja pracy dyplomowej.
- Pieprzyć to. - mruknęła nad niedojedzoną zapiekanką i machnięciem różdżki otworzyła butelkę wina. Halićek coś wspominał, że tędy wiedzie droga do alkoholizmu, ale jeszcze Halićka jej w tym bajzlu potrzeba. Jego też pieprzyć.
Nie kłopotała się szukaniem kieliszka, wino wylądowało w kubku. Wzięła inną książkę, jakieś marne powieścidło, które przysłała jej ostatnio mama i zabrała się za jedzenie z nieco większym entuzjazmem. Na dzwonek do drzwi zareagowała zbolałym jękiem.
- Nie, dziękuję! - wrzasnęła, chcąc przepędzić akwizytorów i harcerki sprzedające miętowe ciasteczka.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:04
Dryń-dryń.
Konstanty doskonale pamięta, gdzie mieszka Anna. Przynajmniej nic mu nie wiadomo o tym, aby zmieniła adres. Ale takich rzeczy się nie zapomina – jeszcze przeszło dwa lata temu był przecież częstym bywalcem w tym miejscu. Jak na niego, bo już wtedy Wroński był pochłonięty pracą uzdrowiciela i badaniami nad magicznymi gatunkami zwierząt. Teraz wrócił, choć jeszcze nikomu oficjalnie nie obwieścił swojego przyjazdu do Petersburgu. Oprócz ciotki, ale ona kryła go przez ostatnie miesiące. W końcu dobrze wiedziała o jego miejscu zamieszkania – nie raz i nie dwa zdążyła go odwiedzić we Włoszech. Wszyscy więc myśleli, że Konstanty przepadł jak kamień w wodę, co w rzeczywistości nie było prawdą. Pod innym imieniem i nazwiskiem, całkowicie oddając się temu, co kocha, wiódł nowe życie w Palermo. Niedawno jednak zatęsknił za swoim rodzimym krajem, gdzieś odezwało się w nim nawet sumienie, że przecież zostawił cały swój dorobek, rodzinę i narzeczoną. To przecież o nią się teraz rozchodzi.
U jej drzwi cierpliwie stoi on. Ma lekko za długie włosy, dwutygodniowy zarost, nonszalancko zapiętą koszulę i pachnie drogimi, niezwykle intensywnymi perfumami. Nieznacznie opiera się o framugę, w ręku trzymając bukiet pięknych róż, choć wie, że to tylko kwiaty, które nic nie znaczą i nie zwrócą mu narzeczonej. Dryń-dryń. Dzwoni dalej, nie poddaje się, przecież jest pewien, że Anna jest w środku. Dosłownie przed chwilą słyszał jej głos. Był taki, jak go zapamiętał – łagodny i kojący. Konstanty czuje się teraz jak nastolatek, więc z podekscytowaniem uśmiecha się w duchu, a na zewnątrz przybiera poważny wyraz twarzy. To przecież ważny dla niego moment, a Wroński nie ma pojęcia, jak też zareaguje Anna.
Otworzysz?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:14
Czy otworzysz? Jeszcze niech mi tu, kurwa, zacznie grać ta piosenka z M jak Miłość, to już w ogóle będzie super. Anna potknęła się w drodze do drzwi o Iliadę, czy tam Eneidę, jeszcze pogarszając kondycję wysłużonego tomu. Spomiędzy stron wystawały liście urwane z paprotki i papierki po słodyczach znaczące co lepsze fragmenty poematu. To chyba jednak Eneida.
Otworzyła drzwi, wystawiając przez szparę tylko mokrą głowę. W przypływie próżności pomyślała, by choć zdjąć z włosów ręcznik i okazać gościowi swoją wspaniałą grzywę. Skołtunioną i kapiącą smętnie na podłogę, ale zawsze to grzywa. Jak u dzikiego zwierzęcia. Niech się boją.
Spodziewała się zobaczyć co najwyżej sąsiada z naprzeciwka, znowu wściekającego się, że zatkała odpływ z prysznica. Ma już serdecznie dosyć tego flejtucha i przysięgła sobie wynieść się z maleńkiego mieszkania jak tylko znajdzie pracę płatną lepiej niż praktykantka w szkole.
Zamiast jednak ona powitać kogokolwiek, to ją powitał na korytarzu obezwładniający aromat mięskiego mężczyzny. Chyba naprawdę wczuwał się w rolę nastolatka, skoro od ilości pachnidła nieliczne o tej porze roku muchy padały na ziemię jak... cóż, jak muchy właśnie.
A od oparów chyba też chłopaka nieźle trzepnęło, skoro jej głos wydał się mu kojący i spokojny.
Widząc taki oto okaz na swoim progu, Anna zapragnęła zapaść się pod ziemię. A rozpoznawszy w owym okazie swojego marnotrawnego lubego, dosłownie zakryła twarz dłonią.
- Co ty tu robisz? - zareagowała na wpół z gniewem a na wpół z panicznym strachem, jakby zobaczyła ducha. Równie dobrze mógłby przecież od miesięcy już leżeć martwy gdzieś na małym podmiejskim cmentarzu setki tysięcy kilometrów stąd. Nikt nie wiedział, co się z nim działo przez dwa lata, prasa spekulowała na ten temat, a jego własna matka musiała w tych spekulacjach uczestniczyć jako niepoinformowany widz.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:16
Dryń-dryń.
Ostatni raz. Konstanty już myśli, że nikt mu nie otworzy, ale nie zamierza się poddawać. Czeka cierpliwie, przez drzwi słysząc dziwne odgłosy, jednak wierzy, że zaraz oto wyjdzie jego Anna i… No właśnie, Wroński nie potrafi przewidzieć jej reakcji. W głowie ma kilka scenariuszy, jak to wszystko mogłoby wyglądać, ale spodziewa się, że niewiele będą miały wspólnego z rzeczywistością. Są zbyt optymistyczne, a Konstanty przecież zachował się jak ostatni frajer, zostawiając swoją narzeczoną na całe dwa lata. Bo przecież powinien odpisać na listy od Anny, gdy był wtedy w słonecznej Grecji. Tam wówczas od kilku miesięcy pracował nad nowo odkrytymi chorobami zakaźnymi, a potem niespodziewanie przepadł jak kamień w wodę. Ślady urwały się w Olimpii, na zachodnim Peloponezie. Tam po raz ostatni zameldował się w hotelu jako Konstanty Wroński. Nie planował tego. To przyszło tak nagle, jak grom z jasnego nieba, że przecież mógłby zacząć wszystko od nowa, nie mówiąc nic nikomu. Gdzieś tam we Włoszech, z którymi był związany. Tam nikt by go nie znalazł, a już na pewno nie Starszyzna. Czytał jednak rosyjskie gazety, które co jakiś czas dostawał pocztą, te artykuły na jego temat, wywiady zrozpaczonej matki i domniemywania magicznych mediów. Wtedy nie mógł wrócić. W ogóle nie chciał tego robić, ale to się zmieniło. Stoi więc tu oto przed tobą on, w całej swojej krasie. To nie żaden duch, Anno. To tylko twój zaginiony Konstanty Wroński, marnotrawny narzeczony. Trochę inny, lecz wciąż ten sam.
- Wróciłem – odpowiada krótko i zwięźle lekko zachrypniętym głosem, gdy na jego drodze nieoczekiwanie pojawia się Anna. Lustruje ją uważnie, trochę w środku bawi go jak teraz wygląda, ale próbuje zachować powagę sytuacji. Chrząka cicho pod nosem, po czym pyta całkiem poważnie: – Nie cieszysz się? – Unosi prawą brew i dłonie, by wręczyć narzeczonej bukiet kwiatów, nawet na moment nie spuszczając z niej wzroku. Skoro Konstanty wywrócił jej życie do góry nogami, to pewnie znowu to uczynił. Ale to już ostatni raz. Tylko przyjmij go, Aniu. On jest tutaj teraz dla ciebie. Przecież wszystko zrozumiał.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:18
W głowie Ani działy się dziwne rzeczy. Przez dwa lata, dwa lata, które przeżyła w spokoju, zmieniając ciągłe wizyty Konstantego w kolejne wspomnienia, stworzyła sobie z niego dziwne stworzenie, które miejsce ma w niebycie niezrealizowanych jeszcze planów. Łatwo było przekonać siebie samą, że już nie wróci. Łatwiej niż jego zdruzgotaną matkę i zrezygnowanego ojca, zszokowanych krewniaków i krewką babkę, nestorkę rodu, która nabrała podejrzanie sporo sympatii do Anny. A jednak, mimo pewności, że zniknął na dobre, Anna czekała na niego. Tak jak czeka się na koniec świata: w strachu, czy zdąży przeżyć życie tak jak chce, zanim dopadnie ją on, koszmar, który przerażał ją już od tak dawna, że nie wiedziała już nawet, dlaczego.
Tak, zmienił się. Anna obserwowała go czujnie, może w nadziei, że zaraz zmieni się w jednego z jej znajomych i wykrzyczy w twarz: Niespodzianka! Wyglądał doroślej, pewniej. Zdecydowanie, zdecydowanie lepiej niż kiedy widziała go ostatnio. Kiedy to było? Prawie trzy lata temu, na przyjęciu z okazji sześćdziesiątych piątych urodzin jego matki. Czuła wtedy, że każdy kęs wspaniałej kolacji stawał jej kołkiem w gardle, a każdy uścisk, którym Konstanty na pokaz znaczył jej dłoń ciążył jak kowadło. Trzy lata, a pamiętała jakby to było wczoraj.
Bez słowa, kręcąc jedynie głową wycofała się z powrotem do mieszkania.
Nie cieszysz się? Jak możesz, Aniu, słyszysz przecież, że jest tu dla ciebie. Teraz. Bez słowa wyjaśnienia, nawet bez pieprzonego dzień dobry. Albo dobry wieczór, nadal nie wiedziała, która w zasadzie godzina.
- Cieszę się? A jak myślisz? - zapytała chłodno. Nie zamknęła mu drzwi przed nosem, zostawiła uchylone, by sprawdzić, czy ma czelność wejść tu tak, jak zawsze wchodził. Jak do siebie, choć nigdy specjalnie się nie starał, by zasłużyć na podobny przywilej.
Oczywiście, że wlazł. Może nie zmienił się jednak aż tak bardzo. Nie przyjęła od niego kwiatów, nie odegrała scenki z wąchaniem kwiatków od ukochanego. Nie pamiętał nawet, że nie lubi róż.
- Wróciłem. - przedrzeźnia go, rozdrażniona. Jednocześnie macha różdżką jak wściekła, próbując uporządkować wnętrze pokoju. Ciepłe powietrze napływające nagle ze wszystkich stron szybko wysuszyło jej włosy i w nadało odpowiedni kierunek szybującym we wszystkie strony naczyniom, ubraniom i książkom. W locie chwyciła jakiś sweter i parę dżinsów, w które przebrała się w kuchni, z dala od jego maślanych - na pokaz, jak była przekonana - oczu.
- I co teraz? Chcesz bawić się w dom?
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:19
Wroński doskonale pamięta sześćdziesiąte piąte urodziny swojej matki. Choć nie, to za dużo powiedziane – upił się, ledwo trzymał się na nogach, plotąc trzy po trzy. Nie należy do tajemnic, że Konstanty nigdy nie należał do najmocniejszych zawodników w kwestiach alkoholowych, jednak tego wieczoru widział Annę po raz ostatni. Pamięta też, że udawał – jakim jest wspaniałym i czułym narzeczonym, przecież Lefèvre lepiej trafić nie mogła. A to tylko na pokaz. W końcu nigdy nie było między nimi dobrze. Nie dogadywali się, a przynajmniej nie było starań, aby coś z tym zrobić; w dodatku ani Konstanty, ani Anna nie mieli odwagi tego zakończyć. Wtedy nie widział innego wyjścia jak tylko uciec – by zobaczyć, że można inaczej; by zrozumieć swoje błędy, które Wroński teraz chce naprawiać. Jeśli tylko mu na to pozwoli. Teraz wie, że Anna była zawsze, tylko on jej nigdy nie zauważał. Wchodzi więc do środka, nie zastanawiając się nawet nad tym, czy to właściwe. Trochę czuje się tutaj jak u siebie, choć pewnie nie powinno tak być. Zamyka za sobą drzwi, wchodząc do salonu i zatrzymując się w jego progu. Cierpliwie czeka aż Anna uporządkuje zaklęciami wnętrze pokoju, mimo że wcale nie musi tego dla niego robić.
-  Popełniłem ogromny błąd i tego żałuję – zaczyna ze skruchą w głosie, spodziewając się, że zaraz może od niej oberwać. Jest jednak przygotowany na każdy, nawet najgorszy scenariusz, gdyż Konstanty zdążył oswoić się z myślą, iż może nie być łatwo. – Wróciłem tu po to, by wszystko naprawić – dokańcza Konstanty, kładąc kwiaty na stoliku i niespodziewanie przypominając sobie, że Anna nie znosi czerwonych róż. Wzdycha ciężko pod nosem, mając wielką ochotę uderzyć się w twarz za to nieszczęsne faux pas. – Pomalutku, krok po kroku. – Przecież nie od razu Rzym zbudowano, będzie na to potrzeba czasu i cierpliwości, jednak Wroński chciałby zacząć wszystko od nowa. Czyż nie zasługuje na drugą szansę? Spogląda jeszcze na krzątającą się po pokoju Annę, po czym krzyżuje ręce na klatce piersiowej. Zdaje się, że nic się tutaj nie zmieniło. No, może przybyło trochę nowych książek na regałach.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:21
Od razu lepiej. Porządku wciąż brakuje w pokoiku, ale przynajmniej na stole jest teraz dość miejsca, by miał gdzie te swoje kwiatki położyć. Zbyt wiele się tu nie zmieniło, bo Anna nie miała czasu. Nie czekała na niego z założonymi rękami i rzewnym płaczem - nie zasłużył sobie na podobne skutki.
Żeby tamte urodziny to był pierwszy raz, gdy nie umiał zapanować nad sobą - zrozumiałaby. Gdyby jubilatem był jakiś przymusowy znajomy, odległy krewny - kto wie, może zachowałaby się podobnie, piła zbyt dużo, by choć nie milczeć przez cały wieczór jak ostatni mruk. Ale nie mogła pojąć, ani teraz ani wtedy, dlaczego zachował się w tak niewytłumaczalny sposób w rodzinnym domu. Jej obecność nie mogła być tego przyczyną - znają się w końcu ponad dwadzieścia lat i o ile nigdy nie było między nimi uczuć cieplejszych niż zwykła ludzka życzliwość, z jaką traktuje się sąsiadkę piętro niżej, to jedno jest pewne - zdążyli się do siebie przyzwyczaić. Przez te wszystkie letnie miesiące nauczyli się prowadzić swoje życia i sprawy w jednym miejscu, lecz osobno.
Żeby jednak sprawiedliwości stało się zadość, Anna niewiele też zastanawiała się nad motywami zachowania Konstantego. Dlatego jeśli czekał na dość oczywiste pytanie: gdzie byłeś, jeszcze sobie poczeka.
- Nie - zaczęła. Nie ma czego naprawiać? Nie tylko ty robiłeś błędy? Nie rób sobie żartów? Sama nie wie, co chce powiedzieć. Nie można wymagać od człowieka, by składnie i precyzyjnie reagował na zmiany sytuacji, której nigdy nawet nie rozważał jako możliwość. Anna i tak pozostawała zadziwiająco spokojna. - Chcesz kawy?
Obracając siebie i temat o sto osiemdziesiąt stopni skierowała kroki do kuchni wstawić wodę. Wróciła z talerzykiem kokosowych ciastek i niepewną miną; zmarszczony nos zwiastował burzę.
- I jak sobie to wyobrażasz?
Jest to jednak burza, która zbiera się powoli. Na razie nad Konstantym wiszą tylko czarne chmury.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:22
Już nie chce mu się dłużej czekać w progu tego pomieszczenia, ile można czekać, więc siada wygodnie na skórzanym fotelu, uważnym wzorkiem wodząc za biegającą po pokoiku Anną. Trochę jest zawiedziony jej negatywną reakcją, ale przecież nie może się poddawać, skoro zdecydował się na dobre wrócić do Petersburga. Bo wiesz, jego naprawdę dużo kosztowało to, by zebrać się w sobie, dojść do pewnych bardzo potrzebnych wniosków i zamieszkać po raz kolejny w Rosji, gdzie wszyscy myśleli, że Konstanty od dwóch lat nie żyje. Za bardzo przyzwyczaił się do tego, co udało mu się pozyskać we Włoszech, lecz sęk w tym, że w pewnym momencie zwyczajnie zaczęło mu brakować właśnie ciebie. Jeszcze nie wie czy to jakieś dziwne przyzwyczajenie, czy prawdziwa miłość, ale nie mógł dłużej wytrzymać w Palermo, więc oto i on, Konstanty Wroński, w twoim moskiewskim mieszkaniu. Żywy, nie martwy.
- Tak, kawy. Poproszę – odpowiada automatycznie, uśmiechając się lekko do Lefèvre. Tak, Aniu, przynieś mu kawy, przecież dobrze wiesz, jaką lubi najbardziej. Czarna bez mleka. To się akurat nie zmieniło. Pytasz, jak sobie to wszystko wyobraża? Dla niego najłatwiej byłoby, gdybyś na wejściu rzuciła mu się w ramiona, ale Wroński zdaje sobie sprawę, że w tym momencie to niewykonalne. Tak naprawdę nie ma konkretnej wizji, jak to wszystko mogłoby wyglądać, bo cholernie ciężko jest mu przewidzieć zachowanie swojej porzuconej narzeczonej. Anna ma jednak prawo być na niego zła. Zasłużył na to i musi się z tym pogodzić, choć nie jest przyzwyczajony do faktu, że wina leży po jego stronie. – Tak szczerze teraz, Aniu. Nie widzisz już nas? Tyle lat byliśmy razem, a ty chcesz to przekreślić? – Konstanty wie, że nigdy między nimi nie było najlepiej; sam reaguje teraz dość impulsywnie i pretensjonalnie, bo przecież nie wyobraża sobie, iż mogłaby go odprawić z kwitkiem. Ale jak to?


Ostatnio zmieniony przez Konstanty Wroński dnia Pią 16 Cze 2017, 18:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:25
A może jednak burza przejdzie bokiem? Ludzie często tak mówią, gdy trwa piękny letni dzień i wszyscy chcą się nim cieszyć. Aniu, co ty powiesz? Czy twoje życie zanim wrócił było jak słoneczny dzień, jak wypad na plażę sierpniowym popołudniem?
Nie chcesz się do tego przyznać, ani jemu ani sobie, ale odpowiedź na te pytania brzmi: nie. Owszem, cieszyłaś się małymi codziennymi uciechami, smuciłaś codziennymi smutkami, ale nie było pamiętnych upałów, nie było śnieżycy. Była wiosna, albo jesień, dzień, w którym pogoda nie jest jasna, nie jest ani za ciepło ani za zimno, a ciemno nie robi się też wcześniej ani później niż powinno.
Anna Lefèvre żyje życiem, którego nie można w mocnych słowach opisać. Nawet wydarzenia, których nie planowała i kłótnie, które nią wstrząsnęły sprawiały wrażenie wyreżyserowanych, jakby wstała rano i postanowiła: dzisiaj zrobię coś niespodziewanego.
Dzisiaj to akurat Konstanty zrobił coś niespodziewanego za nią. I, jak się okazuje, dla niej, bo przecież namyślając się nad odpowiedzią dla niego, doszła do dziwnego wniosku.
Nie ucieszyła się na jego widok, nie padła w jego Wrońskie ramiona, a brodatej twarzy nie obsypała pocałunkami. Ale jednocześnie jakby jej ulżyło.
Nie zasłużył, by za nim tęskniła filmowym pragnieniem. Nie dla nich reinterpretacja rzewnych scen z Casablanki. Po prostu się przyzwyczaili.
Proszę, twoja kawa. Czarna, bo Anna pamięta. Nie żeby się przechwalać, że była lepszą narzeczoną niż on; pamiętanie to jej zmora.
Zasłużył, by wydrzeć się na niego jeszcze raz. Żeby wyrzucić go za drzwi, a przedtem zlać po łbie bukiecikiem, który przyniósł. Ale Anna po tylu koszmarnych dniach nie ma już siły na gniew.
- Zegarek ci stanął, daj. - wyciągnęła rękę i przysiadła na drugim masywnym podłokietniku fotela. Szalenie lubi ten fotel, lubi w nim siadać z książką i przeżywać powieściowe tęsknoty. Nie za nim, ale przecież tęskni. Od dawna tęskni, by mieć i swoją historię. Jeśli do partnerowania przypadła jej w udziale wybuchowa mieszanka genów polskich i włoskich, a wszystko przyprawione błękitną krwią, cóż robić.
- Zostaniesz? W Petersburgu, zostaniesz już?
Proszę, oto twoja szansa, pewnie szybciej niż się spodziewałeś, co? Korzystaj, chłopaku.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 01:26
Nie zasłużył na filmowe zakończenie rodem z taniej komedii romantycznej, ale to przecież wcale nie musi być ostateczny koniec, lecz nowy rozdział w ich życiu. Bo przecież nie ma sensu wracać do tego, co było. Konstanty raczej nie lubi żyć przeszłością, nigdy nie był też szczególnie sentymentalny, ale męczyło go to czasem w nocy, że tak wiele spraw zostało niezamkniętych i niewyjaśnionych – jak właśnie ta z Anną. Żałuje, że nie napisał ani jednego listu; że przez ten czas ani razu nie pojawił się w Rosji, choć doskonale znał jej adres. Niekiedy pytał jednak swojego cichego informatora, czy wszystko w porządku u Anny, za każdym razem bojąc się, że w końcu usłyszy coś, czego nie będzie chciał wiedzieć. Zastanawiał się, czy znalazła sobie kogoś innego, mając nadzieję, że wciąż jest sama. Ale wtedy nie wiadomo, czy podjąłby decyzję o powrocie; zapewne Wroński zostałby dalej w Palermo, skupiając się na pracy. Jego życie zawodowe nabrało już tempa, a teraz będzie musiał niemal wszystko  zaczynać od początku.
- Proszę – mówi spokojnym głosem, wyciągając prawą rękę, na której ma zegarek. Nosi go cały czas, to w końcu prezent od ciebie, Anno. Jeden z tych cennych przedmiotów przypominających o twoim istnieniu. – Tak, w Petersburgu – dodaje po chwili. Zostanie na stałe. Kupił nowe mieszkanie w centrum miasta i nie zamierza nigdzie się wybierać. Nie chce raczej wracać do Kaliningradu; nie na rękę mu siedzieć z rodziną pod jednym dachem. Potrzebuje spokoju, choć wie, że teraz nie będzie go miał. Bo przecież wielka sensacja, że Konstanty wrócił. Ale jeszcze nie teraz, wieść się nie rozeszła, choć pewnie tak się stanie, gdy tylko pojawi się na tegorocznym zjeździe w Pałacu Sprawiedliwości. Chce tam zabrać Annę, ale nie zamierza jej jeszcze tego proponować. To za szybko. Mimo to korci go, by właśnie to zrobić. Może nie byłby to najgorszy pomysł? – Kupiłem kilka dni temu mieszkanie z widokiem na Teatr Opery i Baletu – opowiada po namyśle, kiwając głową w podzięce za pomoc z zegarkiem.


Ostatnio zmieniony przez Konstanty Wroński dnia Sro 28 Cze 2017, 12:31, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 16 Cze 2017, 17:40
Mamy tylko to, co było. Historia ma dla Anny, co nie powinno wcale dziwić, największe znaczenie. Ma dopiero dwadzieścia pięć lat, szmat życia jeszcze przed nią (nimi?), nieograniczone możliwości, a większość ze swojego czasu spędza rozmyślając nad przeszłością. Swoją, świata. Dwadzieścia pięć lat, wygląda na niecałe dwie dychy, a mentalność siedemdziesięciolatki. Jesteś pewien, Konstanty, że do czegoś takiego chcesz wrócić teraz, kiedy już widziałeś cały świat i znasz inne życie? Z drugiej strony, chcesz przecież spokoju, a to Anna może zagwarantować od razu i to z pewnością.
Może przyda jej się afera. Odwróciłaby jej uwagę od siebie samej, od małych porażek, które w jej oczach urastają do prawdziwych dramatów. Przyda jej się zmiana, która wyrwie z tego bezruchu. Nawet wskazówki się nie ruszają w jej rękach, czas staje i dziwi się, skąd się wzięła ta nuda.
Pamięta, gdy kupowała ten zegarek. Okazją były dwudzieste pierwsze urodziny Konstantego. Wcześniej kupiła ojcu identyczny. Może to był moment, w którym ostatecznie przyjęła go w grono mężczyzn swojego życia? Może został do niego przyjęty bez jej udziału, kiedy dobito targu.
Szybko i wprawnie rozłożyła mechanizm. Jedna z maleńkich zębatek zaklinowała się.
- Gdzie ty właściwie byłeś przez ten czas? - zapytała niby od niechcenia nie podnosząc wzroku znad zegarka. Szybko się poddała; nie chciała o to pytać, nie chciała ujawniać, że ciekawi ją jego życie. Pytał o nią? Świetnie, wzór ukochanego. Ani razu nie przyjechał, nie napisał listu. Nie musiał się przecież ukrywać, nie uczestniczył w programie ochrony świadków. Jest w gruncie rzeczy takim samym rozpieszczonym dzieciakiem jak ona.
Nie ma innego i jest ofiarą. Nawet gdyby szukała kogoś na jego miejsce, nawet gdyby rzuciła się bez planowania w jakiś inny związek, jej głupia, głupia głowa postanowiłaby wszystko zakończyć.
Wydobyła w końcu drobiazg, który unieruchamiał zębatkę. Złożyła wszystko razem, przykręciła i oddała Wrońskiemu. Dawno niczego nie naprawiła, dawno nie pojechała do pracowni ojca. Jak to łatwo przypomnieć sobie nagle swoje zaniedbania.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Sro 28 Cze 2017, 12:49
Praca Konstantego niekiedy wymaga zagłębiania się w historię i ewolucję zwierząt, mimo że paradoksalnie nie lubi żyć przeszłością i rozpamiętywać tego, co się wydarzyło. Czuje się jednak spełniony w roli uzdrowiciela i nie widzi siebie w innym zawodzie. Co więcej, jutro zamierza iść na rozmowę do Hotynki, by dostać posadę na Oddziale Zakażeń Niebezpiecznych. Ale nie da się ukryć, że Wroński spodziewał się tego typu pytań. Prędzej czy później w końcu musiało do tego dojść. Gdzie byłeś, Konstanty? Co robiłeś przez ten czas? Dlaczego nie odezwałeś się ani razu? Czy naprawdę nie mogłeś dać znaku komukolwiek, że żyjesz? Nie wie, czy ma powiedzieć prawdę, czy skłamać – przez ułamek sekundy jeszcze się waha, jednak dociera do niego, że jeśli mają zacząć budować coś na nowo to tylko na solidnych fundamentach. Nie wrócił tutaj bez powodu, więc musi się postarać, jeśli naprawdę chce odzyskać Annę. Wroński wzdycha ciężko pod nosem, dziękując cicho za naprawienie zegarka.
- Daleko – odpowiada z lekkim zawahaniem w głosie, by po chwili dokończyć: – We Włoszech. Prowadziłem badania i doszkalałem się w swoim fachu – mówi zupełnie szczerze, nawet nie spoglądając na Annę, jakby w rzeczywistości bał się jej reakcji. Konstanty nie kłamie, nie może tego robić, jeśli naprawdę chce naprawić to, co wcześniej zepsuł. Spędził w słonecznym Palermo całe dwa lata, w zupełności oddając się pracy. Nawet udało mu się wydać książkę ze swoimi rewolucyjnymi dokonaniami w związku z zakaźnymi chorobami, choć pod zupełnie innym imieniem i nazwisko, nieznanym w Rosji. – A ty, Aniu? Co ze studiami? – zastanawia się z zainteresowaniem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Co jak co, ale Wroński chciałby dowiedzieć się, co zmieniło się w jej życiu. Okazjonalne informacje na temat życia Anny dawno przestały mu wystarczać. Jest jednak świadomy, że jeden wieczór nie wystarczy im na nadrobienie tego, co stracili. Konstanty czuje, że to będzie długa droga.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Czw 20 Lip 2017, 23:13
Daleko. Dobre sobie. Teraz, w tej chwili, był równie daleko od niej co przez te dwa lata, choć była na wyciągnięcie ręki. Gdyby przesunęła się choć odrobinę, zetknęliby się ze sobą i ostatnia nadzieja, że Konstanty to fatamorgana prysłaby jak bańka mydlana.
Anna przyjrzała mu się badawczo. Szczęśliwa ta praca, skoro oddał się jej w całości. Ania nie mogła o sobie tego powiedzieć. Mała Ania, którą dostał na później i do której łaskawie wrócił.
Tak, niezaprzeczalnie było w nim teraz coś innego, coś obcego. Obcego w inny sposób niż zwykle, bo nigdy nie byli ze sobą specjalnie blisko. Wiedzieli to, co mimochodem im się nazbierało podczas spędzanego wspólnie razem czasu.
Co to za poświęcenie, mówić szczerze? Mówić o własnych osiągnięciach, o tym, że w końcu spełnił swoje marzenia? Anna do tej pory nie ma jasnego oglądu na to, co właściwie było jego marzeniem, ale może właśnie to się zmieniło. Nie żył już tak na oślep, jak kiedyś i jak to zawsze irytowało Annę.
Zaśmiała się. Zaśmiała się niekontrolowanym i bezsilnym śmiechem. No, tak. Miejmy nieprzyjemności za sobą jak najszybciej, czyż nie tak zawsze postępowałeś, Konstanty?
- O, nie. - pożałowała teraz, że i sobie nie zrobiła kawy. Mogłaby teraz zrobić efektowny przerywnik. - Nie będziemy teraz urządzać sobie przyspieszonego kursu wprowadzającego w życie.
Wstała i zaczęła wędrować tam i z powrotem po pokoju. Gdyby paliła papierosy, teraz byłby idealny moment.
- Dwa lata to za dużo, żeby opowiedzieć przy herbatce.
To akurat się nie zmieniło; czas trzeba szanować. On w zamian da się nagiąć według potrzeb.
- Nie wiem, jak to zrobić, jak przeskoczyć ten czas. Nie chcę twoich wspomnień.
Mogliby to tak załatwić. Szybko, bezboleśnie i pewnie. Anna zna odpowiednie zaklęcie, a myślodsiewnia stoi i tylko czeka, by wlać do niej wspomnienia. Mogliby się wymienić, wszystko obejrzeć, przeżyć wzajemnie kawałek swojego życia.
Ale Anna nie chciała, jeśli coś miało naprawdę z tego wyniknąć, więcej osobnych wspomnień.
- Jedź do domu, pokaż się matce. - zadecydowała w końcu. - Odchodziła od zmysłów.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Sro 26 Lip 2017, 23:33
Daleko.
Tak, w rzeczywistości nigdy nie byli blisko ze sobą. Przez te dwadzieścia lat – może trochę więcej, a może mniej – nieustannie się mijali, tworząc pozory zgranej pary wyłącznie na pokaz dla ich hermetycznego środowiska. A dopiero ostatnio po raz pierwszy pojawiła się w jego głowie pewna refleksja. Dlaczego zmarnowali tyle cennego czasu? Dlaczego nie potrafili się rozejść i powiedzieć sobie, że to koniec? Konstanty nie zna klarownych odpowiedzi na te pytania, ale chyba dłużej już nie chce myśleć o tym, co było, gdyż automatycznie zaczyna go przerażać nieprawdopodobna ilość popełnionych przez niego błędów. Nie może więcej tracić czasu, przecież niewiele mu go zostało, Anna jednak nie musi o tym teraz wiedzieć. Zmienił się, to fakt niepodważalny, jest w jego oczach coś obcego i nowego, podobnie jak w postawie, ale to wciąż on. Pewne nawyki i poglądy Wrońskiego dalej są takie same.
- Spytałem tylko o jedną rzecz. Nie o całe twoje życie, nie o to, co działo się podczas mojej nieobecności. Nie wszystko od razu – odpowiada bez większego zastanowienia, ponownie wzdychając pod nosem. Nie będzie łatwo. Ale tak, zgadza się z Anną w zupełności, że potrzeba na to czasu. Dwóch lat nie opowie się przy jednej herbatce, nie streści się ich na pstryknięcie palcami. To będzie niewątpliwie długi proces, by dojść do sensownego porozumienia, jeśli Anna w ogóle wykaże jakiekolwiek chęci w tej sprawie. Bo Konstanty nie ma pojęcia, czy coś udało mu się ugrać. Słyszy słowa o matce – to wyraźny znak i sugestia, że powinien stąd pójść. Pije łyk kawy, po raz ostatni spogląda na Annę i podnosi się ze skórzanego fotela. – W następnym tygodniu odbywa się jesienny zjazd szlachecki w Pałacu Sprawiedliwości. Chciałbym tylko, żebyś przyszła jako moja osoba towarzysząca – mówi na sam koniec, po czym wolnym krokiem wychodzi z dużego pokoju na korytarz. Konstanty nie wie, czy powinien coś jeszcze dodać, ale do głowy przychodzi mu tylko jedno: – Daj mi szansę.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   Pią 25 Sie 2017, 23:40
Anna bardzo dobrze umie już marnować czas. Odkładać życie na potem i czekać nie wiadomo, na co. Myślała, że przeczeka wszystkie nieporozumienia i własną niechęć, że wszystko bez jej wysiłku jakoś się ułoży. Pierwszym punktem zwrotnym miało być pójście razem do szkoły. Anna nie znała nikogo przed wyjazdem do Koldovstoretz prócz Konstantego i bardzo źle znosiła rozłąkę z rodziną, ale jak się później okazało, to nie to. Następnym punktem, który mógł przynieść zmiany było wejście w dorosłość. Anna całą ostatnią klasę chodziła wystraszona, że z domu lada dzień przyjdzie list, że za trzy miesiące, za dwa tygodnie albo jutro ślub. Konstanty przecież był już dorosły, Starszyzna miała już zachcianki, by go wdrażać w swoje mechanizmy, by jak najszybciej dołożył swój udział do podtrzymywania nieskazitelnego rejestru czystej krwi dynastii Wrońskich. Przetrwała granicę osiemnastych urodzin i w ukończeniu szkoły następnie upatrywała poprawy. Potem w zaczęciu studiów, podjęciu pracy w szkole, ukończeniu studiów.
Anna tylko czekać umie naprawdę.
Jeśli naprawdę pytał, czy dalej studiuje, był wciąż takim samym głupkiem. Pamiętał chyba jeszcze, jak zdobycie własnego dyplomu w ukochanej dziedzinie stało się nagle najważniejszą rzeczą w jej życiu. Owszem, z czasem jej zapał osłabł, ale jeśli Anna miała jedną sztandarową cechę, była to konsekwencja. Przynajmniej akademicka, bo w ostatnich miesiącach zdarzyło się kilka rzeczy, którymi można by kwestionować to stwierdzenie.
Pytaniem o jedną rzecz byłoby, czy zmieniła firanki. Gdzie była ostatnio na wakacjach. Co jadła na obiad. Ona nie miała nic do wyjaśniania.
To, jakie pytania będą sobie zadawać nie zmniejszy czasu, jaki ich podzielił.
No tak, ten przeklęty zjazd. Na pewno musi się na nim pojawić, skoro wrócił do domu na stałe. A jeśli musi pojawić się on, to i jej obecność jest nieodzowna. I tak już będą wieszać na nim psy za to zniknięcie, niech chociaż nie przypieprzają się do nieobecności narzeczonej.
Proszę, kochasiu, taki prezent powitalny. Chwila spokoju. W końcu umieją już się razem pokazywać i odgrywać Parę Roku.
Tydzień, tak? Zdąży się jakoś z tym oswoić. Zdąży nauczyć się udawać, że jego powrót napełnił ją przede wszystkim niepojętym szczęściem. Może w wolnej chwili zada mu nawet jakieś pytanie.
Tylko filiżanka po kawie i bukiet na stole zostały po chwili na dowód, że Konstanty naprawdę był w tym nieprawdziwym, zabałaganionym mieszkanku.

Koniec.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)   
Powrót do góry Go down
 
Jakby zobaczyć ducha (Anna Lefèvre i Konstanty Wroński, marzec 1996)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» frankie ross - nina agdal


Skocz do: