Навигация

Restauracja
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Restauracja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
avatar

PisanieRestauracja   Pon 03 Lip 2017, 10:52
Restauracja

Restauracja hotelowa, w której goście hotelu Europa (i nie tylko) jedzą posiłki. Z reguły płacą za każde danie, bo rzadko kiedy decydują się opłacić z góry gotowe menu. Ze względu na potrawy pomieszczenie jest urządzone w śródziemnomorskim stylu – dominują tu włoskie dania, francuskie wina, a od niedawna także gruzińskie od dynastii Janashvili. Większość stołów znajduje się na widoku, jednakże jest przygotowane kilkanaście stolików na uboczu, ukrytych za kotarami, dla chętnych klientów. Obsługa z reguły uwija się szybko, a sam przybytek jest znany z bardzo smacznych obiadów i wysokich cen.

Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Sob 26 Sie 2017, 16:05

18.04.1999


Późnym kwietniem kwitną narcyzy, krokusy, kwitną amerykańskie szafirki. Zawsze chciała mieć piękny ogród, w którym kwiaty kwitłyby cały rok, z wesołym pieskiem biegającym między klombami, ganiającym za piłką kopaną małą stópką jej pierworodnego syna. Z twarzą pozbawioną emocji, włosami gładko zaczesanymi w ciasny kok, w eleganckiej garsonce w zimnych odcieniach granatu i szarości wyglądała jak ostatnia osoba marząca o wesołej rodzince.
Dzielnica niedźwiedziego ryku była jej niemal zupełnie obca co mogło wydawać się dziwne biorąc pod uwagę fakt, że przebywała w jej obrębie większość swojego czasu. Znała być może ze dwa zakątki trafione przypadkiem, po drodze do pracy, poza tym nigdy nie miała czasu na swawolne zwiedzanie miasta.
Nie chciała mieć czasu.
Wybrała by nie mieć czasu.
Zatrzymując się przed wejściem do Europy wyciągnęła z kieszeni ciemną pomadkę z malutkim lusterkiem i drżącymi palcami paranoicznie przygładziła i tak już gładkie jak lustro włosy. Przez chwilę przyglądała się swoim dłoniom licząc na to, że drgawki przeminą, widząc jednak, że proces detoksykacji organizmu zaczyna zajmować jej z czasem coraz dłużej i dłużej, wydobyła z niewielkiego nesesera witaminy i z jeszcze większym przekonaniem wkroczyła na wypolerowane podłogi kompletnie ignorując uprzejme powitania ochroniarzy. Miała w głowie wyższy cel, nie mogła się rozpraszać pogawędkami w holu.
Obcasy wystukiwały spokojny, jednostajny rytm niczym metronom stojący w jej gabinecie na parapecie kominka. Coś jej świergotało w duchy za każdym razem na widok tego hotelu i choć powieka nawet jej nie drgnęła oczyma duszy mogła sobie wyobrazić jak biega boso po tych pięknych schodach, chichocze i umyka przed zakusami swego czułego kochanka.
Kiedyś kupisz sobie taki dworek. Będziesz po nim biegać, chichotać i sadzić w ogrodzie hiacynty. Teraz ważny jest inny cel. Bez nuty żalu minęła kryształowe lustra i weszła do restauracji kierując się bezpośrednio w stronę stolika, przy którym spotkała się z Yaxleyem ostatnio - niezwykłym dżentelmenem o czarnych włosach i długich palcach pianisty. Dziś zamierzała przedstawić mu wyniki swoich badań nad lekiem i być może liczyć na wsparcie finansowe i merytoryczne jej projektu. Chcąc niechcąc słyszała słyszała pełzające p szpitalu jak węże plotki, że ten dżentelmen skrywa więcej tajemnic niż ktoś mógłby przypuszczać i choć bardzo chciałaby oficjalnie, z wypiekami na twarzy posłuchać tych pikantnych historyjek o jego romansach, niewzruszona przyszła sprawdzić zupełnie inną prawdę.
Kilka minut później siedziała jak manekin przy stole, przed lampką doskonale schłodzonego proseco i fikuśnego torciku z truskawką.


Ostatnio zmieniony przez Saskia Godunova dnia Nie 03 Gru 2017, 17:46, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Wto 29 Sie 2017, 11:33
Trochę miał dość.
Miał dość tych zawsze idealnych Wrońskich, przygotowań do ślubu, całego tego kraju. Trochę nadziei na odrobinę normalności dała mu Święta Helena, która miała zajmować się wiadomymi garstce ludzi rzeczami, jednak przygotowania do otwarcia sierocińca dopiero trwały. A nawet, gdy już nastąpi otwarcie i tak prawdopodobnie zawsze będzie mu brakować spotkań Śmierciożerców, w gronie których mógł sobie pozwolić na rozmowy o magii zakazanej.
- Wejść - powiedział, słysząc pukanie do drzwi. W międzyczasie obrócił się przodem do nich.
- Proszę pana, pani Godunova przyszła - poinformował boy hotelowy. Chłopak miał ledwie dziewiętnaście lat, żadnego doświadczenia w pracy, a na widok Cecila trząsł się jak osika, jednakże miał swoje zalety. Przede wszystkim, choćby chciał, nie oceniał swojego pracodawcy przez pryzmat plotek ze zwyczajnego strachu. A po drugie miał sokoli wzrok i z łatwością wypatrywał gości umówionych z Yaxleyem na spotkanie. Wystarczyło mu raz zobaczyć daną twarz.
- Thank you, możesz odejść - rzekł jak na niego łagodnie, a młodzieniec cichutko zamknął za sobą drzwi.
Mężczyzna poprawił włosy i strzepnął niewidzialny okruch z garnituru przypominając sobie, że z Saskią mieli się spotkać w jego hotelowej restauracji. Miał do niej większe zaufanie niż nawet do Jadwigi. W sumie nie dziwota patrząc na to, że narzeczona ciągle miała mu za złe, że nie spełnia jej standardów zachowań, a z Godunovą łączyły go ciemne sprawki sierocińca i fakt ukrywania rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Nie, jeśli którekolwiek z nich chciało zachować przynajmniej poprawną reputację.
Korzystając z tak niecodziennego w dzielnicy Niedźwiedziego Ryku wynalazku jak winda zjechał na dół i spokojnym, pewnym siebie krokiem przyszedł na umówione miejsce. Nie krążył za długo po całej sali - w końcu stolików za kotarami było ledwie kilkanaście, więc dość szybko znalazł ten właściwy. Z chęcią złapał kontakt wzrokowy z uzdrowicielką o egzotycznej urodzie - czego by nie powiedzieć o tutejszych ludziach czy ładzie społecznym musiał przyznać (choć tylko w duchu, nigdy na głos), że w porównaniu do Anglii większość kobiet tutaj była co najmniej ładna. Problem z reguły jednak tkwił w charakterze.
- Good morning, my dear,, mam nadzieję, że nie czekałaś za długo - swoim zwyczajem zaczął rozmowę od angielskiej wstawki. - Boy dopiero przed chwilą mi powiedział, że już jesteś.
Zaraz machnął też na kelnera, aby przyniósł mu panna cotty i kieliszek pasującego, francuskiego wina z najnowszej dostawy.
- Liczę, że przygotowania do otwarcia sierocińca idą bez żadnych problemów? - powiedział już ciszej, aby nikt przypadkiem nie podsłuchał.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Czw 31 Sie 2017, 16:15
Yaxley był dżentelmenem. Jednym z niewielu, których Godunova miała okazję poznać podczas swego pobytu w Rosji. W sumie jednym z bardzo niewielu, których w ogóle poznała w życiu. Kirgistan to nie miejsce dla dżentelmenów, a jej rodzina nawet jeśli uznawana za wyższą klasę, bardziej hołubiła hodowanie samców, turów, dzikich basiorów niż wyrafinowanych elegantów, zaklinaczy słów. Kiedy postanowiła przełknąć swoją dzikość, wyprzeć się stereotypu kobiety w jej rodzimej kulturze, kiedy pierwszy raz otworzyła oczy na różnice, na warunki, na braki i nadwyżki kulturowe... wszystkiego się można nauczyć. Ilość informacji zawartych w księgach i ludzkich umysłach przekracza pojmowalne wymiary, umiejętność przetwarzania tej wiedzy, choć tak podstawowa dla gatunku ludzkiego, wydawała jej się w niektórych przypadkach wysiłkiem ponad ludzkie możliwości.
Ciężko znosiła debili.
Dżentelmeni jednak pasowali do książek, pasowali do gestów, których się nauczyła, pasowali do pięknych wystrojów i złoconych poręczy, kandelabrów i świeczników obrośniętych misternym, miedzianym bluszczem. Przyglądała się leniwym kroplon wody ciągnącym w dół po wysokim kieliszku białego wina, niczym mali pielgrzymi hołubiący grawitacji, niczym łzy na rozpalonych złością policzkach, niknące w wykrzywionym grymasem kąciku ust, przerywany oddech uciekający płytko z ust...
Good morning, my dear. Anglojęzyczne słowa wyrwały ją z fantazji pełnej pasji i namiętności, podniosła wzrok na zawsze eleganckiego rozmówcę i przywitała się jak zawsze słabym uśmiechem. Zajęło jej kilka razy by pojąć cóż za szatańskie przekleństwa Cecil w jej stronę rzuca, bo angielskiego nie znała ni w dziób, z czasem jednak przywykła do jego ekscentryzmów obcokrajowca. Bóg jej świadkiem, sama czasem przeklinała po kirgisku jak stary górol ganiający owce.
- Nic nie szkodzi, spędzanie czasu w tym miejscu to czysta przyjemność. - odpowiedziała z kurtuazją, ale i taka byłą prawda. Żadne inne znane jej miejsce nie wprowadzało ją w tak wspaniały nastrój zadumy i marzycielstwa, nigdzie indziej nie biła fantazjować o romansach tak bardzo jak w Hotelu Europa. Nawet jśli na zewnątrz pozostawała niewzruszonym naukowcem, to jedynie skorupa, bo wewnątrz rozpływała się nad każdym detalem niczym ta czekoladka na czubku truskawkowego torciku.
- Oczywiście. Kompletuje pozostałe zezwolenia i dokumenty pozwalające na włączenie Heleny do sektora miejskich ośrodków pomocy. Będziemy kwalifikować się do funduszy rady miejskiej - neseser otworzył się z kliknięciem, wypluwając z kieszeni kilka równo spiętych dokumentów, a Saskia podniosła wzrok na swego rozmówcę- Oczywiście głównym źródłem przychodu wciąż będzie fundacja, warto jednak mięć na papierze również inne źródła...przepływu. - chrząknęła, unikając zwrotu prania pieniędzy jak tylko się dało.
Chwyciła lekko kieliszek i upiła łyk złocistego trunku. Smakował jak niebo, może dlatego, że piła wino tak rzadko? Generalnie w ogóle nie spożywała alkoholu. Pijana robiła strasznie głupie rzeczy, a upijała się z łatwością niemowlaka.
- Żadnych problemów - potwierdziła - Przychodzę jednak ... - chrząknęła lekko - Przychodzę jednak również w innej sprawie. Prowadzę badania, które wstępnie mogą wydawać się zupełnie rozbieżne z celem założenia sierocińca, jednak jeśli zechcesz przyjrzeć się dokumentom w drugiej teczce możesz zobaczyć, że efekty tych badań mogą okazać się niezwykle... istotne w przyszłości istnienia sierocińca.
Znieruchomiała trzymając w dłoni kieliszek, dając rozmówcy chwilę na zapoznanie się z materiałami.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Sob 02 Wrz 2017, 21:37
Cecil wbrew pozorom też nie spotykał wielu dżentelmenów - a przynajmniej nie takich, co zachowywali się na angielskim poziomie. Przez lata przyzwyczajony do pokerowych twarzy i nic nie mówiących uśmieszków doznał pewnego szoku tu, na wschodzie, prawie że poza granicami cywilizacji. To właśnie tutaj spotkał ludzi, którzy mimo wysokiego urodzenia nie ukrywali zbytnio swojej niechęci, kobiety zdolne wpadać "publicznie" w furię i krzyczące na mężów, mężczyzn nie uznających alkoholu za niebezpieczne serum prawdy tylko napitek ułatwiający rozmowy... I chcąc nie chcąc ten świat pełen emocji postrzegał jako ten na skraju barbarzyństwa. W końcu kto jeszcze w taki stopniu okazuje swoje uczucia? No właśnie. Niższe sfery. Ta część społeczeństwa, do której wysoko urodzeni nie powinni się zbliżać. No, chyba że zechcą, by sługa coś dla nich wykonał lub kochanka się zajęła dziś wieczór.
Saskia na szczęście nie wydawała się taka. Ostrożna, jak i on, gdy chodziło o interesy mogła zdecydowanie liczyć na jego szacunek. Na prawdziwą przyjaźń mogli się do Yaxleya załapać tylko ludzie, których łączyło z nim coś więcej niż interesy.
Dlatego, gdyby wiedział, że jego angielskie przywitanie mogła początkowo odbierać źle pewnie by się od niego powstrzymywał, ile by dał radę. Z drugiej strony czyż to właśnie dzięki temu Godunova nie miała szansy przyzwyczaić się do jego dziwactw?
- Cieszę się. Ten hotel to moja duma - powiedział zadziwiająco szczerze, choć jego twarz za bardzo nie wyrażała emocji. W jego życiu pełnym porażek i niespełnionych ambicji ta europejska przystań była pewną formą sukcesu i "wysepką szczęśliwości". Gdy tylko brakowało mu domu zawsze mógł bez problemów przejść się po najbardziej europejskim przybytku w Petersburgu.
- Doskonale. Mam tylko nadzieję, że to nie wiąże się z niezapowiedzianymi kontrolami? - kontrole w przypadku Świętej Heleny ogólnie zdawały się tylko zagrożeniem, jednakże w przypadku zapowiedzianych wizyt można było dużo zyskać - chociażby niezwykle potrzebne dla takiego przybytku pozory. Na przepływy nie zwrócił żadnej uwagi. Zdawał sobie sprawę, o czym była mowa, a nie widział potrzeby dopytywania czy powtarzania, kiedy kelner mógł usłyszeć za dużo.
- Skoro tak mówisz to spojrzę na nie... - mężczyzna odstawił na bok swoje zamówienie, by zrobić sobie miejsce na papiery. Przeglądał coraz bardziej zainteresowany te dokumenty, które jako nie-uzdrowiciel mógł bez większego problemu zrozumieć - nie każdy w końcu musi być urodzonym magomedykiem. Potem upił łyk ze swojego kieliszka.
- Bardzo interesujące... Szczególnie możliwość wpływania na umysł. Mam nadzieję, że opowiesz mi trochę więcej o swoich planach i możliwościach tego typu... leczenia - Yaxley zamienił się w słuch.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Sro 06 Wrz 2017, 08:21
Być może dlatego tak wspaniale się dogadywali, już od samego początku kiedy mieli okazję uścisnąć wzajemnie dłonie przedstawieni sobie przez Tamarę. Oboje w koszulach zapiętych pod szyję, wypielęgnowanych dłoniach, skromnej acz szlachetnej biżuterii, przenikliwych oczach i ustach pozbawionych niepotrzebnych grymasów. Saskii bardzo odpowiadał jego dystyngowany dryg, lubiła niewymuszone gesty jakie wykonywał w stosunku do otaczających go ludzi, jego uprzejme choć nic nie znaczące uśmiechy, mankiety koszuli wystające odrobinę ponad centymetr spod mankietu marynarki. Pasował do wszystkiego tego, co sobie sama tworzyła w głowie i choć kłamstwem by było powiedzieć, że się Yaxley uchował przed jej rozbuchaną wyobraźnią, nigdy, ale to absolutnie nigdy nie wpłynęło to na ich relacje zawodowe.
Był po prostu kolejnym obiektem, daleko poza zasięgiem ale i doskonale pasującym do nieosiągalnych marzeń jakie sobie snuła.
Siedząc naprzeciw niego w hotelowej restauracji byli częścią rzeczywistości, częścią zupełnie namacalnej relacji, bardzo delikatnej materii, którą z czasem dopiero mogliby przekuć w przyjaźń i zaufanie jeśli którekolwiek w ogóle wyszłoby z takową inicjatywą. Saskia nie miała okazji nauczyć się przyjaźni, zbyt zajęta w młodości nauką, zbyt zagubiona w latach późniejszych we własnych fantazjach, kolekcjonowała relacje czysto służbowe w codziennym życiu i relacje zupełnie abstrakcyjne w świecie własnych fantazji. Nie zdarzyło się jej nigdy nic poza tym - i choć czyniło ją to cholernie smutnym człowiekiem, tu i teraz, siedząc z lampką wspaniałego proseco naprzeciw błękitno krwistego dżentelmena, nie mogła znaleźć najmniejszego powodu by nazwać swoje życie nieszczęśliwym.
Uśmiechnęła się z delikatną nutą satysfakcji, kiwając głową.
- Nie przewiduje żadnych niezapowiedzianych wizyt. To zbyt poważna placówka, dałam do zrozumienia przełożonym, że nie mamy miejsca ani czasu na rzeczy niewiadome i nieoczekiwane. Dzieci na tym stracą, a nikt nie chce, żeby dzieci cierpiały. -kiwnęła głową ponownie.
Kiedy sięgnął po drugi zestaw dokumentów, palce wypielęgnowanej rączki obróciły lekko wilgotny kieliszek. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła, a gałki oczne wysychają bo przestała mrugać.
Nigdy nie przynosiła mu jakichś niestworzonych dokumentów zagłębiających się w niuanse medyczne, bo przecież wiedziała, że nie był lekarzem tylko biznesmenem. I jak biznesmenowi, zawsze, na każdym spotkaniu niczym dobrze wytresowana sekretarka, przedstawiała równo spięte, posegregowane podsumowania, wykresy i krótkie notatki informacyjne. Jeśli chciał dowiedzieć się więcej na temat czegokolwiek zawsze służyła wyczerpującą odpowiedzią.
Tak i teraz oblizała usta.
- Projekt z początku miał być odpowiedzią na braki w dziedzinie leczeń traum powojennych i powypadkowych, przyznać jednak muszę, że jeden z moich pacjentów zainspirował dalszy rozwój pomysłu. Wciąż nie jest nam dobrze znana sfera urazów pomagicznych, leczenia uszczerbków psycho-fizycznych po klątwach czarno magicznych i drogi przywrócenia stabilizacji umysłowej osobom dotkniętym takimi nieszczęściami. - zaczęła, ostawiając kieliszek i składając dłonie ponownie na kolanie - Lek nad którym pracuję ma działać na umiejętność modyfikacji wspomnień lub emocji związanych z wspomnieniami. - nachyliła się lekko, niby nonszalancko, bez większego celu, jednak równocześnie ściszyła ton głosu- Proces modyfikacji mógłby być przeprowadzony przez pacjenta lub osobę trzecią - wpatrywała się martwym spojrzeniem w równie martwą i pozbawioną wyrazu twarz Cecila- Wyjściowo mam nadzieję osiągnąć możliwość kompletnej modyfikacji wspomnień włącznie z przenoszeniem jej z pamięci jednej osoby do drugiej, co wiązałoby się z ich potencjalną... - zamilkła na chwilę, gdy kelner przeszedł koło ich stolika, nieruchomiejąc i nie odrywając spojrzenia od jasnych tęczówek rozmówcy - ...nieśmiertelnością.
Co tworzy istotę człowieka, co tworzy naszą osobowość, co sprawia, że jesteśmy kim jesteśmy. Nasza pamięć. W momencie, kiedy zaistnieje możliwość przenoszenia jej z jednego nośnika na drugi nieskończoną ilość razy, wiek sam w sobie stanie się rzeczywiście jedynie liczbą na papierze.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Nie 10 Wrz 2017, 19:53
Ciężko powiedzieć, by Cecil w porównaniu do Saskii miał gromadę wspaniałych przyjaciół, z którą mógłby się widywać co tydzień w jego hotelu lub czyimś przybytku, rozmawiać o wspólnych zainteresowaniach i wspierać się w dążeniu do - częściowo - sprzecznych celów. W Anglii? Owszem, można tak powiedzieć. Miał narzeczoną, którą kochał, gromadę śmierciożerców, do której członków z powodu trudnej sytuacji i niebezpiecznych misji musiał mieć zaufanie oraz znane i lubiane z wzajemnością osoby ze szkolnej ławki. A teraz? Teraz nie miał nic. Tylko narzeczoną wraz z jej rodziną, która go nie akceptowała, partnerów biznesowych i pracowników.
Zamienił stryjek siekierkę na kijek, jak to mówią co niektórzy Wrońscy.
- Doskonale. W końcu wszystko dla ich dobra - grał w tę grę pozorów wiedząc, że przechodzący kelnerzyna mógł zechcieć podsłuchać o czym mówią. Niech uwierzy, że chodzi im o dobro dzieci. W końcu kto wie czy jakiś dziennikarz nie zechce dowiedzieć się od podrzędnego pracownika hotelu "Europa" czegoś więcej? Wręcz za dużo?
Saskia zawsze dawała mu dokładną dokumentację swoich dokonań z tego, co robiła. Fakt, nie miał dostatecznej wiedzy magomedycznej, by móc ją porównać z dokumentami szczegółowo opisującymi jej działania, jednakże - choćby ze względu na fakt, że zapoznała ich właśnie Aristova Tamara - w jakiś dziwny sposób jej ufał. Szczerze ufał, że kobieta nie fałszuje dokumentacji, którą mu pokazuje, a wręcz stara się opisać rzeczy, na których się nie zna w taki sposób, by był w stanie je pojąć.
Zawsze jednak wolał też usłyszeć o całej sprawie prosto od niej, aby upewnić się, że wszystko zrozumiał.
Słuchał jej więc z rosnącym zaciekawieniem. Nie dawał po sobie poznać emocji, jakie odczuwał podczas wysłuchiwania monologu Godunovej. A trochę jednak czuł. Od ekscytacji możliwościami, jakie dawały jej badania, przez radość z faktu, że może doprowadzić do urzeczywistnienia świata, w którym wybrańcy będą mogli żyć wiecznie, przez strach związany z obawą, co może się wiązać z odkryciem jej sekretu.
Saskia, jesteś geniuszem - pomyślał, choć nie wypowiedział na głos. To nie był dobry moment. Ani dobry, ani właściwy.
Zamiast tego spojrzał więc jeszcze raz w dokumentację rozmyślając przez chwilę jakich rzeczy mógłby dokonać, gdyby kobiecie rzeczywiście udał się ten cały projekt. Kim mógłby się stać, gdyby był w stanie z jej pomocą przenosić się do obcego ciała przed śmiercią ze starości i jakie rzeczy z tej okazji kontynuować.
Nie mógł zmarnować takiej szansy od losu. Postanowił nie bawić się w żadne gierki udawanego niezainteresowania z obawy, że mogłaby pójść z całym lekiem do kogoś innego.
- Ktoś jeszcze wie o tym... leku? - spytał spokojnie. - Czego konkretnie potrzebujesz, aby kontynuować badania?
Wziął łyk wina. Starał się nie pokazać po sobie jakie wrażenie sama idea na nim zrobiła. Lata "zakładania maski" robiły swoje, ale oczy zawsze mogły zdradzić za dużo, tak więc wlepił wzrok w swój kieliszek.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Pon 11 Wrz 2017, 20:24
Może to właśnie ich tak dobrze zgrywało. Oboje nie mieli nic, tylko jakiś stelaż życia oparty o niestabilną framugę pragnień, którą jak pijany malarz próbowali wypełnić swoimi planami. Mniej lub bardziej sukcesywnie, Godunova nie bez zazdrości gratulowała mu zaręczyn, nawet jeśli były one jedynie z rozsądku to jednak kogoś miał. Mieszkała w Petersburgu raptem kilka lat ale nazwisko Wrońskich nie było jej obce. Śmieszne, w sumie wiedziała o różnych starszyźnianych rodach niepokojąco dużo, jak na przyjezdną kirgijkę.
Oboje nie posiadali wiele, poza planem, poza celem, oboje lubili skupiać się na pracy, a ze szczególną przyjemnością podejmowali się działań związanych z czymś co ich pasjonuje.
W jej wypadku zawsze towarzyszył tym działaniom pewien dysonans pomiędzy opłacalnością a rzeczywistą, dziwnie spychaną na margines potrzebą rzeczywistej pomocy komuś, prawda jednak była taka, że spełniała się w swoim zawodzie.
Gdy zakończyła swoją wypowiedź, z wielką radością w środku, w Sasie (przecież twarz miała już permanentnie zmrożoną w profesjonalnym wyrazie) zaobserwowała iskrę zaciekawienia skaczącą w oczach Yaxleya. Spinając wszystkie materiały szczerze liczyła, że dostrzeże w jej badaniach wszystkie te możliwości, które ona sama widziała. Ponad rok temu przedstawiła zalążek wstępnych badań ordynatorowi szpitala, który odrzucił jej wniosek o przydzielenie zespołu ze względu na szkodliwość społeczną leku w wypadku jego wycieku. Na wszystko jednak jest sposób.
Rok później siedziała w przepięknym hotelu na złotym tronie, przędąc wici niczym Arachne.
- Oficjalnie ten lek jeszcze nie istnieje. - oznajmiła, próbując rozgryźć spokój w jego głosie. Czy nie był zainteresowany? To przecież nie badania nad klonowaniem świnek morskich! To opcja nieśmiertelności na boga!
Oczywiście nie przyszło jej do głowy, że tak jak i ona tak on był doskonały w grę w którą grali - poważne spojrzenia, kiwnięcia głową, nic nieznaczące słowa i gesty podszyte zupełnie innym znaczeniem.
Siedzieli więc jak dwa durnie, udając, że rozmawiają o czymś tak błahym i nieistotnym jak zeszłoroczny śnieg. Tylko bielejące kłykcie ciasno splecionych palców dłoni mogły zdradzić w jakim napięciu pani doktor się teraz znajduje.
- Na chwilę obecną nie wie o nich nikt. Testuje lek w środowisku zamkniętym i jak podsumowałam w trzecim załączniku wyniki są bardziej niż obiecujące, chciałabym przejść do kolejnego etapu badań jednak by to zrobić potrzebuję dwóch rzeczy. Większej pracowni i większych funduszy. Do tej pory moja prywatna pracownia i pensja lekarza wystarczały, nie mogę jednak osiągnąć lepszych wyników mając to co mam.
Myślała nawet, czy nie zapytać Aristowej o jakiś kąt w sierocińcu, jakiejś piwnicy czy poddasza, byłoby to jednak zbyt ryzykowne. Wolała, żeby żaden gówniarz jej się nie zaplątał między kociołki. Myślała o piwnicy hotelowej, a może i całym piętrze, ale lepiej nie wiązać badań z oficjalnym budynkiem użytku społecznego. Czy powinna przekuć się do sąsiadów w swojej piwnicy? Czy pod Marmurem można było osiągnąć większą przestrzeń? Według planów budynku, które udało jej się znaleźć (i oczywiście dołączyć do plików w teczce) jak najbardziej, to jednak były kolejne koszty.
- Potrzebuję też dotrzeć do pewnych ksiąg i manuskryptów, których nie mogę znaleźć na własną rękę... - dodała z zamyśleniem. Cecil na pewno znał kogoś, kto znał kogoś.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Pią 15 Wrz 2017, 18:17
Cecil czasami zastanawiał się czy nie wolałby być mimo wszystko sam. Fakt, gdyby po takim czasie od przyjazdu dopiero zaczął się rozglądać za potencjalną żoną zapewne nie wzbudzałby takiej sensacji, a więc ewentualne zaręczyny niekoniecznie mogłyby zakończyć się tak spektakularnym sukcesem. Z drugiej strony miałby więcej czasu na zorientowanie się w sytuacji politycznej tego kraju, a więc także mógłby lepiej poznać poszczególne cele i mentalność każdego z najważniejszych rodów. Może teraz nie męczyłby się będąc w związku z furiatką zdecydowanie broniącą praw szlam...
Gdyby miał się teraz oświadczać pewnie szukałby przyszłej żony wśród Dolohovów. Albo Karamazovów. Oni też nie lubią mugoli i ich pochodnych. Na ożenek z kobietą tylko czystokrwistą pewnie by się nie zdecydował mimo wszystko, chciał jednak, żeby jego ewentualne potomstwo coś w tym kraju - albo chociaż mieście - znaczyło.
Yaxley nie odczuwał takiego dysonansu jak Saskia. Przeciwnie, im bardziej dążył do swoich celów tym czuł się szczęśliwszy. W małżeństwie kusiła go tylko perspektywa posiadania potomka, który - w jego planach - miał być w pewien sposób kontynuatorem jego projektów. W prowadzeniu hotelu dążył zarówno do wysokich zarobków, jak i niekoniecznie bezpiecznych kontaktów otwierających przed nim nowe, niekoniecznie preferowane przez społeczeństwo możliwości. W takich przypadkach jak przypadek Saskii pragnął patrzeć, jak z jego pomocą jakaś piękna idea się rozwija i przynosi wszystkim szczerze zaangażowanym w nią plony.
W jakiś sposób czuł się twórcą.
- To nawet dobrze - powiedział spokojnie nie zauważając pod doskonałą grą Godunovej, że ta nie przyuważyła jego zainteresowania. - Wolałbym, żeby o leku o takich możliwościach wiedziało jak najmniej osób.
Wyobraził sobie te możliwości wiążące się z przenoszeniem wspomnień. Gdyby to się udało mógłby przepisywać osobie z dużymi umiejętnościami czarnomagicznymi, której ciało chciałby przejąć hotel i - mając pieniądze i przejęte koneksje - dążyć do różnych, nieprzyjemnych dla szlam projektów. Na upartego mógłby zostać rówieśnikiem własnego syna i władać z nim światem z pomocą siedzącej przed nim kobiety. Voldemort miał tylko jedno ciało. On może ich mieć nieskończenie wiele.
Warunkiem sukcesu jest "monopolizacja produktu" i nierozpowszechnianie informacji o nim. Tylko czy Saskia poszłaby na taki układ?
Wysłuchał ją dokładnie uznając, że cena nieśmiertelności z jej pomocą nie jest taka wielka. Musiał zaryzykować i w to wejść. Nawet jeśli badanie okaże się totalnym fiaskiem przynajmniej odhaczy sobie tą drogę życia. Dlatego bez wahania przygotował czek do spieniężenia w Magicznym Banku Rosyjskim.
- Niech pani upewni się jakie konkretnie koszty będę musiał pokryć i przygotuje mi dokumenty z tym związane. Oficjalnie chyba lepiej, żeby nie wyszło, że pani organizuje te badania, a ja je finansuje, więc może... Zapiszę się do pani na leczenie? - zaproponował przykrywkę nim obok ich stolika przeszedł kelner. - Wydaje mi się to najrozsądniejszym wyjściem.
Przez chwilę pomyślał czy w ogóle ma szansę zdobyć jakieś zakazane manuskrypty. Powinien dać radę. Musi. Tu chodzi także o jego sprawę.
- Jeśli chodzi o księgi niech przygotuje mi pani listę, zrobię co w mojej mocy - powiedział spokojnie, chociaż emocje przez cały czas w nim buzowały. - Jednak chciałbym się upewnić, że ten lek nie ma być tworzony na szeroką skalę dla wszystkich. Tylko dla... - przerwał, gdy obok przeszła kelnerka. - ...dla wybrańców.
Zaiste, nie chciał by o takim wynalazku wiedziały miliony. Nawet nie dziesiątki. Nawet nie jego narzeczona.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Czw 21 Wrz 2017, 05:43
Jeśli chodziło o poglądy polityczne Yaxleya, Saskia miała stosunek kompletnie ambiwalentny. Ludzie niemagiczni liczyli się dla niej mniej więcej tyle co mieszkańcy Nowej Zelandii i choć pewnie mijała ich na ulicach Petersburga dość często, niespecjalnie się nimi przejmowała. Nie czuła niepowstrzymanej potrzeby eksterminacji ich co do ostatniego przedstawiciela, ale i nie uznawała ich za materię istotną w jej życiu. Byli słabi, pozbawieni wizji, perspektyw, tak łatwi do zmanipulowania, tak naiwnie prości, łamliwi, nieprzydatni. Musiała przyznać, że zdarzyło się jej raz wejść w korelację z mugolem, do czego pewnie Cecilowi przyznać się nigdy nie powinna bo jeszcze przestanie z nią rozmawiać z powodu skażenia, mugol ten jednak nie wytrzymał zbyt wielu eliksirów i badania spełzły na niczym. Wtedy Godunova ostatecznie zrozumiała jak bardzo jej wszystko jedno w związku z tą grupą ludzi.
- Fakt, że pracuję nad różnymi specyfikami nie jest tajemnicą.- dodała na wszelki wypadek - Jestem uzdrowicielem, taka moja praca. Nikomu nie spowiadam się jednak z ich właściwości, dopóki nie uważam tego za konieczne. - po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku miesięcy, poważnie zaczynała zastanawiać się nad kursem oklumencyjnym. Jeden wprawny brygadzista, kropla weritaserum i cała jej kariera, cała jej wizja, psu w dupe.
Uniosła dłoń, by zamówić filiżankę jakiejś pysznej herbaty. Siedzenie przed czekoladowym torcikiem z pustym kieliszkiem wina przez tak długi czas mogło wydać się podejrzane, a oni przecież tu się spotkali w zupełnie koleżeńskich klimatach, pogawędzić, prawda? Poza tym, musiała przyznać, że to chyba angielskie korzenie Cecila i jego zagraniczne znajomości pozwalały mu sprowadzać tak przepyszne rodzaje herbat z całego świata,
W odróżnieniu od Yaxleya, Godunova nie dopatrywała się swojej wieczności w odkrywanym przez siebie leku. Manipulacja wspomnień, przenoszenie ich z nośnika na nośnik, rewidowanie, usuwanie, przebieranie w nich jak w rolkach zaklętego filmu - jak najbardziej. Może zastosowałaby cały proces na sobie w razie ostateczności, gdyby została przyłapana i osądzona jako kryminalistka, żeby uchronić wszystkie swoje sekrety i tajemnice, wysłałaby własne myśli i wspomnienia do cudzej głowy.
A tak? Była jednym z tych szalonych naukowców, próbujących osiągnąć nieosiągalne, dla samej nauki, dla rozwoju, dla ludzkości.
- To wspaniały pomysł. - przyznała szczerze. Gdyby był jej pacjentem dużo więcej szczegółów mogliby omawiać na prywatnych spotkaniach, które pod przykrywką regularnych sesji nie wzbudzałyby niczyich podejrzeń. - Było by mi również niezwykle miło gdyby czasem znalazł pan chwilę na odwiedzenie mojej pracowni. - uśmiechnęła się słabo.- Prace są już w toku, wkrótce powinnam móc przeprowadzić jakieś wstępne prezentacje.
Przyszła jej do głowy nagle jedna, natarczywa myśl. Jeśli coś jej się stanie, kto przeprowadzi transfer? Będzie musiała znaleźć asystenta, jakiegoś czeladnika, kogokolwiek komu mogłaby przekazać całą swoją wiedzę i wszelkie instrukcje. Zmarszczyła lekko brwi, nie wydawało się jej by znała kogoś wystarczająco kompetentnego.
- Listę może pan znaleźć w załączniku piątym. - była na prawdę dobrze przygotowana- W kolejności od najbardziej potrzebnych do pobocznych wraz z wyszczególnieniem ich wartości w całym przedsięwzięciu.
Kelner przyniósł jej parujący imbryk aromatycznej herbaty, po czym upewniwszy się, że nic więcej im nie potrzeba zmył się prędko na jednej nodze.
Na ostatnie zdanie Cecila nie odpowiedziała, przyglądając mu się jedynie w napięciu.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Sro 27 Wrz 2017, 15:06
Yaxley zdawał sobie sprawę, że większość czarodziejów ma zdecydowanie mniej radykalne poglądy niż on sam. Jednakże kiedy rosyjscy magicy uznali, że wystarczy im wytworzony obok tego głównego magiczny świat Cecil wychowany na naukach samego Czarnego Pana marzył o ujawnieniu się jemu podobnych, zamiast wiecznym ukrywaniu i unicestwieniem tych nędznych istot jakimi jawili mu się mugole. Jeśli nie mogło z nich być żadnego pożytku czemuż mieli istnieć? Tym bardziej, że stanowili pewne zagrożenie dla istnienia uzdolnionych magicznie - mało to osób oskarżając o czary spalili na stosie?
- To zrozumiałe, po prostu obawiam się reakcji, gdyby jego potencjalne właściwości wyszły na jaw - powiedział zaskakująco szczerze. Spodziewał się, że wielu czarodziejom taki lek skojarzyłby się z czymś wręcz niemoralnym - w końcu ta możliwość przenoszenia wspomnień, a wraz z nią osobowości kusi wszystkich, którym nie uśmiecha się tak łatwo umrzeć - no i pewnie nawet jeśli znalazłby się ktoś zainteresowany to czytając wypracowania na temat jego szkodliwości pewnie odpuściłby sobie skorzystanie z usługi.
A o kursie oklumencji i on powinien pomyśleć. Fakt, umiał czytać w myślach, jednakże z ich ochroną miałby taki sam problem jak Godunova.
Cecil skończył jeść to, co zamówił i w momencie, gdy kelner podszedł odebrać zamówienie od uzdrowicielki sam zamówił sobie ulubioną, angielską herbatę z mlekiem. Bardzo dbał o ściąganie z zachodu charakterystycznych smakołyków i umeblowania, ponieważ gdy potem patrzył na to, jak całościowo prezentuje się jego hotel czuł jakąś dumę, że tak cudowne miejsce udało mu się stworzyć.
Szkoda, żeby cała jego praca poszła na marne w razie narodzin niekompetentnego dziedzica.
Był zadowolony z tego, że jego pomysł spodobał się Saskii, choć tego nie okazał. Może na osobistej sesji pozwoli sobie na większe emocje, jednakże przy swoich pracownikach wolał nie pokazywać niczego.
- A więc chętnie wkrótce do pani zajrzę. Mam nadzieję, że uda nam się ustalić jakiś dogodny termin - powiedział z przekonaniem. - A prezentacje z chęcią obejrzę, im dłużej słucham o pani projekcie tym bardziej jestem go ciekaw - przyznał.
Interesowało go trochę w jakich warunkach pracuje Godunova. Ma asystentów? Pracuje w sterylnych warunkach? Ma jakąś piwnicę w której kryje tajemnice? Matka kiedyś podrzuciła mu książkę, w której pewien szalony naukowiec miał na podziemnym piętrze rzeczy, które krył przed światem zewnętrznym i od tamtej pory co kreatywniejsi badacze zawsze kojarzyli mu się w ten sposób. I nie tylko oni - momentami Saskia też.
- Ach, nie zauważyłem - przyjrzał się liście książek. Początkowo rozważał poszukać ich przez kogoś zaufanego, ale sprawa zdawała mu się tak delikatna, że postanowił na razie sam za wszystkim się rozejrzeć. Ewentualnie z kimś, kto koniec końców także będzie szczerze zainteresowany lekiem. - A takie... ograniczenie dostępu wydaje mi się konieczne ze względu na opinię publiczną - dodał do ostatniej wypowiedzi. Rozumiał, że kobieta może chcieć podzielić się z całym światem swoim odkryciem, jednakże Anglik widział w tym zdecydowanie więcej negatywnych skutków.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Restauracja   Sob 30 Wrz 2017, 05:34
Pokiwała lekko głową.
- Też mam obiekcje. Dlatego tak ważne jest dla mnie by utrzymać współpracę zamkniętą. Liczę na to, że pani Aristova w pewnym momencie zechce przyłączyć się do projektu i... na tym wolałabym zamknąć naszą grupę zainteresowanych. - mogła się jedynie domyślać, co Yaxley ma na myśli mówiąc o leku dostępnym dla wybrańców, po prawdzie jednak, dopóty dopóki nie będzie miała poczucia bezpieczeństwa, nie wyszkoli asystenta i nie opracuje antidotum, lek nie mógł być dostępny - nawet dla wybrańców.
Lista skutków i efektów ubocznych zażywania leku i stosowania terapii była póki co dość obszerna i rzeczywiście mogąca odstraszyć pośrednich zainteresowanych, nie zdających sobie sprawy z zakresu możliwości magomedycyny. Tylko kilka ze skutków ubocznych było nieprzyjemnych, a z niechcianych efektów raptem garstka utrzymywała się przez czas dłuższy niż kilka tygodni. Co to za problem, betka, chciałoby się rzec. W zamian za takie możliwości?
- Panie Yaxley, przy okazji, chciałam zupełnie pobocznie zapytać. - westchnęła, popijając herbatkę- Czy ma Pan w swoim otoczeniu zaufanych, młodych ludzi? - mówiła powoli, ostrożnie dobierając słowa by za razem utrzymać grę ale i jasno dać do zrozumienia jakie ma intencje- Jako mistrz uzdrowicielstwa szukam kogoś bystrego i dyskretnego na stanowisko asystenta, z perspektywą rozwoju kariery w medycynie niekonwencjonalnej...
Właśnie w tym cały tkwił ambaras - nie było czego oglądać! Jej pracownia, choć póki co wystarczająca, mogła sprawić zawód oczekiwaniom Anglika. Co prawda była w murowanej piwnicy, jednak w większej mierze przypominała ukryty salon do popijania whiskey niż laboratorium, a ta część, która przypominała laboratorium była utrzymana w sterylnej czystości i porządku - w końcu Godunova miała zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.
Co innego, kiedy zdecyduje się w nią zainwestować - rozwój pracowni, zatrudnienie kogoś do współpracy, testy i badania na szerszą skalę. Wtedy - o tak, wtedy będzie co podziwiać, jak ptaka wyjętego z klatki, któremu wreszcie wolno będzie rozłożyć skrzydła.
- Wszystko w swoim czasie. Póki co nie wydaje mi się, żeby ogłaszanie pracy nad tym preparatem było konieczne, na pewno też skonsultuje potencjalne wyjście z szafy z ludźmi bardziej doświadczonymi w sprawach biznesowych ode mnie - spojrzała na niego- Takich jak Pan.
Ostawiła filiżankę na spodek i poprawiła włosy, których wcale nie trzeba było poprawiać.
- Ja w koncu jestem tylko naukowcem. - taka prawda droga pani.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Czw 19 Paź 2017, 23:48
Zapowiadało się na ich dobrą współpracę. Przynajmniej w oczach Yaxleya.
- Też uważam, że - przynajmniej póki co - im mniejsza grupa osób wtajemniczonych tym lepiej - przyznał jej rację, nim wziął łyk alkoholu.
Oczywiście z uwagą przejrzał wypisane przez siedzącą przed nim panią doktor skutki uboczne. Jego osobiście nie przerażały, jednak zdawał sobie sprawę, jak ciężko jest zdobyć nieśmiertelność. W końcu kto interesujący się czarną magią nie próbował jej zdobyć? Chyba tylko ci głupi i naiwni. No i jakby nie patrzeć sposób Godunovej był bardziej prawdopodobny i łatwiejszy do przeprowadzenia niż ten Czarnego Pana, o którym wiedział tak niewiele. Nie dziwota, jego mistrz z pewnością nie chciał wyhodować żmii na swoim przysłowiowym łonie.
Anglik długo się zastanawiał nad pytaniem Saskii. Wyłapał o co jej chodzi - a przynajmniej tak mu się zdawało - i intensywnie przeszukiwał pamięć w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na stanowisko asystenta, jednak w tym względzie miał pustkę w głowie.
- Przykro mi, niestety nikt odpowiedni na takie praktyki ze znanych mi osób się raczej nie nadaje. Jednak gdyby rzucił mi się w oczy utalentowany, zainteresowany alternatywnymi metodami leczenia uzdrowiciel z pewnością dam pani znać.
Wątpił, by to mu się udało. W końcu spędzał on większość czasu w towarzystwie biznesmenów jemu podobnych. Jednak kto wie? Może akurat ktoś odpowiedni zaplącze się w jego progi?
Cecila ciekawiło, jaki będzie efekt jego finansowania. Liczył zarówno na to, że ujrzy porządne laboratorium, jak i nadzwyczajne efekty badań uzdrowicielki. Jako biznesmen w większość projektów inwestował przede wszystkim pieniądze i zawsze czuł się zawiedziony, gdy rzecz, która dawała mu nadzieję na ciekawe rezultaty, albo chociaż dodatkowy zarobek właściwie umarła śmiercią niekoniecznie naturalną. No cóż, sam chciał, takie jest w końcu ryzyko tego biznesu.
- Cieszę się, że ufa pani mojemu doświadczeniu - powiedział po wysłuchaniu jej. - I sądzę, że jest pani aż naukowcem - dopił herbatę nie odrywając od niej wzroku. W sumie go ciekawiła - gołym okiem było widać, że ma ambicje i wie, do czego chce dążyć.
Po dopytaniu o jeszcze parę szczegółów pożegnali się ustalając termin pierwszej wspólnej sesji. I Yaxley w sumie nie mógł się jej doczekać.

2x z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Wto 12 Gru 2017, 20:52
Kiedy się przenieśli w tak znajome i ukochane mu rejony Petersburga uderzenie pijanego ambasadora jeszcze go bolało. Miał jednak nadzieję, że Vera miała rację i utworzy mu się najwyżej siniak. Jakby chodziło o coś poważniejszego jeszcze Jadwiga zaczęła by podejrzewać, że powtórzył wyczyn z Placu Dumy.
Liczył na wieczór w atmosferze ryzyka, ukradkowych spojrzeń i pokerowych twarzy coby za nudno nie było, niestety nie wyszło i nie zdziwiłby się, gdyby jego towarzyszka nie była tym zachwycona. Postanowił więc trochę jej to zadośćuczynić we własnym hotelu. Prowadząc ją w kierunku restauracji (no bo przecież nie do pokoju!) spytał z ciekawości:
- Byłaś tutaj kiedyś? - jeśli nie no to chyba był najwyższy czas. Skoro ogólnie się dogadywali, a Cecil już pozwiedzał Świętą Heleną nadszedł czas na rewizytę. Choć w hotelu nie ma akurat czego za bardzo oglądać, chyba że komuś wystrój się podobał. Yaxleya by to nie zdziwiło, niewiele było w mieście tak europejskich miejsc, jeśli w ogóle.
Już na miejscu kazał kelnerowi znaleźć im wolny, osłonięty przed widokiem ciekawskich gapiów stolik. Zawsze jadł przy takim, czasem w swoim gabinecie, no ale w końcu nie lubił być na widoku.
Jak tylko pracownik znalazł im miejsce Cecil odsunął Verze krzesło.
- I'm so sorry, zepsułem ci wieczór złym wyborem miejsca. Chciałbym ci to jakoś zadośćuczynić, więc może dasz się skusić na któreś z dań? Na mój koszt - powiedział po tym, jak sam usiadł naprzeciw niej. Nawet się uśmiechnął, patrz panno Drăculescu jak się stara. Nie do każdej się tak szczerzy.
Ledwie chwila minęła, a kelnerzyna przyniósł im menu. Anglik spojrzał na nie i bez zaglądania do środka zaczął rozważać, że może dobrze byłoby rozszerzyć wybór dań. W sumie jedna kuchnia i wina z dwóch krajów to trochę mało. Na początek wystarczało, ale teraz...
- Jeśli jednak kuchnia włoska ci nie pasuje możemy iść w inne miejsce - zaproponował. Niestety nie mógł mieć jeszcze pojęcia w jakich daniach gustowała kobieta, toteż nie wiedział czy z własną restauracją nie trafił jak kulą w płot.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Restauracja   Wto 12 Gru 2017, 23:22
Razem ustalali plany na dzisiejszy wieczór, więc to nie była wyłącznie jego wina. Tak po prostu wyszło, pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Mogli co najwyżej winić pijanego ambasadora, który nie umie przegrywać z godnością. Zachwycona tymi wydarzeniami nie była, nie było sensu nawet udawać, jednak nie była to ich wina, a wszystko da się jeszcze naprawić, prawda? Weszli do hotelu, nigdy tu nie była... zazwyczaj nie odwiedzała luksusowych miejsc, ba! Trzymała się od nich z dala. Odkąd przeprowadziła się do Petersburga, raczej trzymała się standardów średniej klasy społecznej, nie chciała się wyróżniać w żaden sposób. Akurat zagapiła się na swoje odbicie w lustrze, koło którego przechodzili, stwierdzając w myślach, że jej upięcie ucierpiało w czasie tej całej zmiany lokali, więc kiedy usłyszała głos Cecila, musiała wrócić do niego wzrokiem.
- Nie miałam nigdy okazji. - odpowiedziała szczerze i uśmiechnęła się delikatnie, następnie podążyła wraz za nim do restauracji, a następnie do stolika. Cieszyła się w duchu, że Cecil nie wziął żadnego miejsca na widoku, mogłaby się poczuć skrępowana trochę. - Thank you. - rzuciła, kiedy Cecil odsunął jej krzesło. Usiadła sobie wygodnie, jednocześnie podążając wzrokiem na Yaxleyem, patrząc jak siada naprzeciw niej.
- Nie miałeś na to wpływu, nie masz za co przepraszać... - odparła spokojnie, przeszedł jej już ten stres i zdenerwowanie, które okazywała w kasynie. Nie przepadała za mężczyznami z tendencjami do przemocy fizycznej, cóż na to poradzić. - Skoro proponujesz, jak mogłabym odmówić. - na jej ustach, pojawił się delikatny uśmieszek. Pozwoliła sobie zdjąć buty i postawić je delikatnie obok. Ile można wytrzymać na szpilkach? Cóż... potrafiła długo wytrzymać, ale szczerze mówiąc, kiedy miała okazję, wolała je po prostu zdjąć. Jakoś nie odczuwała potrzeby krępowania się przy Yaxley'u i przestrzegania wszystkich zasad dobrego wychowania. Sięgnęła do swoich włosów, próbując poprawić swoje upięcie, ostatecznie jednak decydując się na rozpuszczenie niesfornych loków, które opadły na jej ramiona. W tym momencie, kelner przyniósł menu. Skinęła delikatnie głową, w ramach podziękowania, a następnie otworzyła kartę i zaczęła przeglądać dostępne potrawy. Spojrzała na Cecila z lekkim uśmiechem na ustach.
- Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam okazji. Zawsze chętnie spróbuję czegoś nowego. - odpowiedziała, patrząc chwilę na Cecila, który nie potrzebował karty... fakt, przecież to była jego restauracja, pewnie znał ją na pamięć. Wybrała sobie jakieś danie z makaronem (szczerze mówiąc, nie mam weny by myśleć nad jedzeniem, tak więc coś tam zamówiła.) a na wybór wina zdała się na Cecila, gdyż sama słabo rozpoznawała się w tym, które jest dobre, które nie. Poprosiła jedynie, by nie było wytrawne. Kiedy kelner już odszedł, po tym jak Cecil też coś zamówił, Vera spojrzała na swojego towarzysza.
- So... Mr Yaxley, tell me something more about you. - rzuciła, zaczynając jakąś rozmowę. Chętnie dowie się czegoś więcej o nim, o jego życiu w Anglii... nie liczyła na powody wyjazdu, chociaż podejrzewała jakie mogły one być, każdy ma jakieś swoje, brudne sekrety, których nie ujawnia, jednak czegoś ciekawego o nim mogłaby chętnie posłuchać.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Nie 24 Gru 2017, 17:50
Yaxley liczył, że uda się dzisiejszy wieczór choć trochę naprawić, choć wiedział, że piekło jest wybrukowane właśnie dobrymi chęciami. Może wybierając koniec końców kasyno za bardzo się postarali, aby dzisiaj choć parę godzin w ich życiu było trochę ciekawsze? Nie żeby nie było, choć nie tak jak chcieli...
Nie zwrócił uwagi na jej fryzurę, która trochę zdążyła ucierpieć. Za bardzo jego uwagę odwracał prawdopodobnie pojawiający się na karku siniak. Ał.
- Teraz będziesz miała. Jeśli akurat z jakiegoś powodu będziesz chciała mnie złapać wiesz już gdzie mnie szukać - powiedział bez wahania. I z jakiegoś powodu lubił Drăculescu, i łączyły ich wspólne interesy, a że pieniędzy miał w bród nie szkoda mu było, aby od czasu do czasu postawić jej obiad. W końcu najlepiej rozmawia się przy jedzeniu.
Cecil cieszył się, że nie miała mu całej sytuacji za złe. Teraz, kiedy znajdowali się z dala od miejsca, które zawiodło ich oczekiwania mogli porozmawiać na spokojnie. Może to nawet lepsza opcja niż ekscytująca gra w pokera?
Kiedy kobieta pozwoliła sobie na zdjęcie szpilek Anglik nie poluźnił nawet krawata. Chociaż byłoby mu wygodniej nie czułby się z tym dobrze. Doskonale pamiętał jak za dzieciaka rodzice tłumaczyli mu, czemu odpowiednie zachowanie się w każdej sytuacji jest takie ważne (jesteś Yaxleyem i musisz to pokazywać w każdej sytuacji!). W Rosji i tak pozwalał sobie na więcej niż do tej pory. Wcześniej nigdy nie tknął wódki, a tu proszę! Po jakimś roku pił chociaż kieliszek przy interesach, bo to dobrze widziano, a po alkoholu łatwiej cokolwiek ustalało.
- Masz piękne włosy - powiedział szczerze, choć niekoniecznie dało się to wyczuć. Jemu zawsze się marzyło, by móc się pochwalić taką intensywną czernią na włosach. Tymczasem jedyne co mógł, to się farbować, żeby nie przypominać Szkota.
Yaxley postawił na lasagne i pasujące do ich obojga potraw wino. Niekoniecznie miał ochotę dziś męczyć się z uciekającym z widelca makaronem, a przy zamówionej potrawie taki problem zwyczajnie nie istniał. Potem się uśmiechnął słysząc jej pytanie. Zdawał sobie sprawę, że kiedyś musiało zejść na ten temat.
- I'm an only child - zaczął, gdyby ciekawiło ją czy ma rodzeństwo. - Ukończyłem Hogwart. Ciężko bywało, ale się udało - kelner, jak to wszyscy mają w zwyczaju w tym zawodzie, na początku przyniósł napój, w tym wypadku wino. Szybko i nie chlapiąc obrusu nalał je do kieliszków, po czym ukłonił się i poszedł. - W młodości bardzo lubiłem uczyć się języków, teraz już mniej. Ale przydały mi się gdy pracowałem w Ministerstwie - w sumie żadna specjalna fucha jakby się tak zastanowić. Wystarczy mieć odpowiednie umiejętności i już ma się szanse na przynajmniej staż. Ale był ciekawy czy kobieta przyjmie to ze wzruszeniem ramion czy uzna za coś prestiżowego. No i nie wspomniał, że poznał tam swoją pierwszą żonę, jakoś nie pasowało mu teraz o niej wspominać. - W sumie nawet już nie wiem co mnie podkusiło, by spróbować szczęścia w Petersburgu - Voldemort of course. - Ale jak widać ten krok był dobry, mój business się rozwija, tak jak nasze wspólne zainteresowanie - napomknął nie wprost o czarnej magii. Jakaś kelnerka właśnie przechodziła obok.
Postanowił odbić piłeczkę.
- So now... Miss Drăculescu, tell me something about you - z uśmiechem wziął łyk wina. Ciekawe ile Vera zatai przed nim spraw?
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Restauracja   Pon 25 Gru 2017, 02:36
- Muszę mieć konkretny powód? - spytała, uśmiechając się zadziornie. A co jeśli będzie chciała ot tak wpaść, przywitać się? Bez żadnej sprawy do załatwienia, czy omówienia? Bez powodu? Będzie mogła? Oczywiście, droczyła się nieco, chcąc rozluźnić sytuacje. Ją ochłodziła trochę droga z kasyna do restauracji, zdążyła się rozluźnić, jednak z tego co potrafiła odczytać z mowy ciała Cecila, dalej był trochę spięty przez to, że wieczór przy hazardzie nie wypalił. No cóż, bywa i tak. Trochę sama się zezłościła, ale głównie na pijanego ambasadora, nienawidziła pijanych mężczyzn. No ale wieczór ciągle młody, wszystko da się uratować.
- Dziękuje. - odpowiedziała z lekkim rumieńcem na policzkach, kiedy skomplementował jej włosy. Nie przykładała do nich szczególnej wagi ostatnimi czasy, na pewno dbała o nie mniej niż jego narzeczona. Zazwyczaj dbała jedynie o to, by były czyste, w miarę rozczesane i by nie przeszkadzały jej w pracy. Nie zależało jej na pięknym wyglądzie ostatnimi czasy, miało być praktycznie, kiedy pracowała przy sierocińcu. Zdała sobie sprawę, że dawno nie wychodziła nigdzie z mężczyznami w taki sposób. Jasne, wychodziła z Konstantym na kawę, czy coś w tym stylu, jednak do tego nie potrzebowała eleganckiej sukienki, posiadającej wysokie wycięcie, by wyeksponować jej zgrabne udo i nie siedziała długo przed lustrem, by się podobać. Sama nie wiedziała co myśleć o tym, postanowiła, że zastanowi się nad tym wszystkim później. Chwilowo leciała z wiatrem.
Po złożeniu zamówienia, słuchała Cecila z ciekawością w oczach. Widać było po niej, że naprawdę ją to interesowało, a nie pytała jedynie z grzeczności, czy po to by podtrzymać rozmowę.
- W Hogwarcie jest ten cały podział na domy, prawda? - wtrąciła się lekko, dopytując się nieco. Trochę tam słyszała gdzieś przy okazji, jednak nie uczyła się tego, jak działa każda magiczna szkoła na świecie, trochę ich jest. - Do którego ty należałeś? - zadała po krótkiej chwili kolejne pytanie. Praca w ministerstwie. Cóż, to nie jest zawsze powód do dumy, bywają tam różne stanowiska, mógł pracować w herbaciarni, która obsługiwała pracowników i też mógłby powiedzieć, że pracuje w ministerstwie, albo jak się jest pachołkiem w jakimś mniej ważnym pododdziale.
- Na jakim stanowisku? - spytała się z ciekawości, skoro się uczył języków to pewnie jakaś dyplomacja, chociaż to były tylko jej przypuszczenia. - Cóż, jeśli będziesz potrzebował lekcji rumuńskiego, zawsze wiesz gdzie szukać. - zaśmiała się lekko i napiła się łyka wina. Uśmiechnęła się lekko, kiedy powiedział, że nie wie co go podkusiło, by spróbować szczęścia w Petersburgu. Dobrze wiedziała, że to nie był przypadek czy coś takiego. Nie zamierzała jednak dopytywać, każdy ma swoje sekrety, potrafiła to uszanować.
- Cóż... gdybyś tu nie spróbował swojego szczęścia, to byśmy się nie spotkali i nie rozwijalibyśmy swoich pasji. - rzuciła z uśmiechem na ustach, kiedy wspomniał o zainteresowaniach, kompletnie pomijając temat powodów przyjazdu do Petersburga.
Nie lubiła za bardzo opowiadać o sobie, westchnęła ciężko, słysząc jak Cecil odbija pytanie w jej stronę. Powinna się tego spodziewać w sumie, jednak nie była w sumie na to przygotowana.
- Nie jestem zbyt ciekawą osobą by opowiadać o sobie... - wypaliła bardzo skromnie. -... ale spróbuje. - dodała szybko i spojrzała na Cecila. Konstanty ją zawsze karcił za takie teksty, więc z odruchu już się poprawiła, bo w sumie nie spodziewała się od Yaxleya innej reakcji niż od Wrońskiego, coś w stylu "to nie jest prawda."
- Well... I'm not the only child, I have a brother, twin brother, Stelian. He works as... - zacięła się na chwilę, by potem się lekko zaśmiać. - Wybacz, nie wiem jak to powiedzieć po angielsku. Jest łowcą magicznych ingrediencji, wiecznie w wyjazdach. - przyznała się do tego, że zabrakło jej słownictwa po angielsku, no bywa i tak. Nie był to jej ojczysty język, tak jak Cecila. Chciała zaszpanować a wyszło jak wyszło, miała nadzieje, że Yaxley jednak to odbierze z uśmiechem, a nie będzie jej wytykał jej braków.
- Też się uczyłam wielu języków, jak widać nie wszystkie opanowałam do perfekcji. - wytknęła sama sobie tę lekką wpadkę, jednak robiła to z uśmiechem na ustach. - Wśród Drăculescu jest duże parcie na znajomość języków obcych i sztuki, no i oczywiście smokologia. - nie powiedziała wśród mojego rodu, czy coś w tym stylu. To mogło umknąć, ale było dość ważne. Vera przestała się utożsamiać z nimi, chociaż wiele osób czasem nazywało ją smoczą damą, dalej kochała smoki, to jednak to była przeszłość.
- Zanim przeprowadziłam się do Petersburga, pracowałam w rodzinnym rezerwacie smoków w Rumunii, ale nie będę o tym zaczynać, bo o smokach mogłabym rozmawiać godzinami. - rzuciła z szerokim uśmiechem na ustach. Wtedy też kelner przyniósł zamówione przez nich jedzenie, Vera podziękowała cicho kelnerowi, by następnie spojrzeć na Cecila, życząc mu jednocześnie smacznego.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Nie 21 Sty 2018, 22:43
- A jak myślisz? - odpowiedział równie zadziornie. Odpowiedź wydawała się wręcz oczywista i nie wydawało mu się, że trzeba było Verę zapewniać, iż może wpaść w każdej chwili. W końcu wierzył w jej inteligencję, a i myśl, że może go od tak odwiedzić właśnie ona w sumie go cieszyła. Tak więc i się trochę rozluźnił. I zapisał w myślach na przyszłość, żeby na takie spotkania wybierać spokojniejsze miejsca. A przynajmniej sprawdzone. Nie będzie potem problemu z nikim agresywnym albo własnym spięciem.
A ta dbałość Jadwigi niezmiernie go irytowała, choć miało to swoje plusy - praktycznie nic nie musiał robić przy weselu. Minusem oczywiście w praktyce okazał się fakt, że Wrońska regularnie kombinowała, jak pozbawić go ukochanych angielskich garniturów i przedłużała wyjście doprowadzając swą fryzurę i makijaż do perfekcji. I jak to drugie było do wytrzymania, tak to pierwsze niezmiernie go irytowało.
Jej ciekawość w oczach bardzo go cieszyła. Choć może wyglądał jak człowiek lubujący się w nudnych rozmowach o niczym to jednak brakowało mu w tym mieście kogoś, z kim mógłby pogadać o czymś ciekawszym, bardziej interesującym... Nawet jeśli ich jedynym tematem miałaby być czarna magia to dalej dla niego dużo. Miał wrażenie, że większość osób nie lubi się dzielić wiedzą o tej dziedzinie czarów.
- A prawda, prawda. Cztery domy, Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. - Dla niego ta wiedza była oczywista i z pewnością mógłby się rozgadać na temat tego, jak wygląda nauka w Hogwarcie, jednak wątpił, by Drăculescu jakoś szczególnie ta kwestia ciekawiła. - Ja należałem do Slytherinu. Domu ambitnych, sprytnych i przebiegłych - mówił z niemal pokerową twarzą, ale oczy mu się śmiały. - Piękne czasy. Uczyłem się, kiedy jeszcze nie przyjmowali wszystkich jak leci, więc szkoła była na poziomie - nie wspominał, że chodziło mu o mugoli. W końcu kobieta miała prowadzić sierociniec, jeszcze źle by odebrała jego niechęć do osób o brudnej krwi, których pewnie trochę będzie w Świętej Helenie.
- Zależy w którym momencie kariery - zaśmiał się w swoim stylu, czyli właściwie nie. Jakby nie patrzeć nie był z tych osób, które śmieją się radośnie z byle powodu i płaczą publicznie. On nawet prawie nie pozwalał sobie na uśmiechy i w naprawdę małym gronie pozwalał sobie na prawdziwy uśmieszek od ucha do ucha. - Ale w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów udało mi się zająć stanowisko asystenta szefa - powiedział z pozorną dumą. Jego szef, pieprzony Weasley był wkurzający w swoim uwielbieniu do mugoli. Kiedy wreszcie rzucił tę robotę dla Czarnego Pana niezmiernie go cieszyło, że nie musi już słuchać o równości i braterstwie.
Sam wziął łyk wina.
- Zastanowię się nad tym - powiedział szczerze. W sumie lubił się uczyć innych języków. - Rumuński jest chyba podobny do francuskiego, right? - dopytał na wypadek. Jeśli tak no to przyswajanie języka Very nie powinno być problemem. W końcu trochę uczył się tego języka z charakterystycznym 'r'.
- Co fakt to fakt. Twoje zdrowie - jakoś zechciał stuknąć się z nią kieliszkiem. Powinien się w sumie wstydzić za swój refleks, bo zdążyli się z nich napić, ale widział, że kobietę na całe szczęście niezbyt obchodzą te całe konwenanse.
Skupił całą swoją uwagę na niej kiedy zaczęła opowiadać. W końcu jego towarzyszka nie była z tych, co lubią się otwierać przed innymi. Kto wie co dzisiaj zdecyduje się o sobie ujawnić?
- Nic nie szkodzi. Sam mógłbym mieć lepszy akcent, gdy mówię po rosyjsku - nie wspomniał, że już się przyzwyczaił, iż powinien wedle niektórych mówić tylko językiem Lenina. Nie wiedzieć czemu jego angielskie przywitania czasami były odbierane jak pogarda dla tutejszych mieszkańców. - Często widujesz się z bratem? - ciekawiło go czy mają podobne zainteresowania. Choć nie licząc ewentualnych spotkań towarzyskich chyba wolałby się widzieć z panną Drăculescu sam na sam, bez takiej przyzwoitki.
- To się chwali - mówił oczywiście o nauce języków, które bardzo sobie bądź co bądź cenił. - A smoki to rzeczywiście piękne stworzenia - silne, imponujące i można z nich pozyskać wiele czarnomagicznych składników... - Nie chciałabyś znowu ich hodować i przy nich pracować? - spytał z ciekawości, kiedy zaczęli już jeść.
- I jak? Smakuje ci? - spytał upewniając się, że włoska kuchnia nie zawiodła.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Restauracja   Sob 27 Sty 2018, 19:51
Uśmiechnęła się jedynie w odpowiedzi. Zapamięta sobie. Potem będzie miał jej dość i jej zmiennych nastrojów. Oczywiście z samymi czystymi zamiarami będzie się tutaj pojawiać, jakby inaczej. W końcu Cecil miał narzeczoną, którą zapewne baaardzo kochał, prawda? To byłoby niedopuszczalne, by go widziano z inną kobietą w sprawach innych, niż biznesowe. Dobrze, że mieli dużo spraw związanych z sierocińcem do załatwienia, taka dobra przykrywka.
- To ciekawe, zapewne to wszystko się kręci wokół rywalizacji między domami, prawda? - zaciekawiło ją to troszkę, w końcu będzie prowadziła sierociniec. Ciekawa była, jak to się przekłada na wyniki. Duch rywalizacji zawsze sprawia, że każdy stara się bardziej. Oczywiście ona nie będzie wprowadzać żadnego podziału na domy w swoim sierocińcu, to by było za dużo, ale będzie musiała pomyśleć o jakimś podziale uczniów, tak by mogli między sobą rywalizować o wyniki.
Skinęła z uznaniem, kiedy wspomniał o tym, że udało mu się zająć stanowisko asystenta szefa. Cóż, nie wiedziała, jak się miała taka sprawa w brytyjskim ministerstwie. Czy robił coś wartościowego, czy jedynie parzył herbatę i przekładał papierki, ale skoro mówił to z takim tonem, to widocznie trzeba było na to zapracować, tak więc uznanie dla niego, że udało mu się coś osiągnąć.
- Podobno jest podobny, ale gramatyka to inna bajka. - odpowiedziała. - Nie miałam za dużej styczności z francuskim, z języków zachodnioeuropejskich poza angielskim uczyłam się jedynie włoskiego. - dopowiedziała po chwili. Tak słyszała, że rumuński jest podobny do francuskiego, ale gramatyka sprawia, że niemożliwością jest, by francuz i rumun się dogadali.
- Uită-te la tine, aşa de chipeş. - powiedziała z zadziornym uśmiechem na ustach, by sam mógł ocenić... a co powiedziała? Cóż. Cecil mógł się jedynie domyślać. Może jak zdecyduje się na naukę tego języka, to się dowie. Następnie stuknęła się kieliszkiem z Cecilem, a potem upiła drobnego łyka alkoholu.
- Ale nie będziesz miał. - wytknęła. - Za bardzo dbasz o swój rodzinny akcent, by ci się zmienił. - nie powiedziała tego w ramach zarzutu. Nie, nie, nie. To było jedynie stwierdzenie na podstawie jej obserwacji. Znała się z nim już trochę i potrafiła takie rzeczy zauważyć.
- Jeśli jest na miejscu, to dość często. Mamy tu tylko siebie nawzajem. Jednak dużo podróżuje... trochę się o niego martwię właściwie, dawno nie dał znaku życia z podróży do Syberii. - odpowiedziała, dzieląc się swoim zmartwieniem, o którym starała się nie myśleć tego wieczora. Dość dawno wyjechał, powinien wrócić na dniach, miała nadzieje, że tak się stanie, by mogła go ochrzanić za jej zmartwienia. Westchnęła ciężko, starając się skierować swoje myśli na inny tor.
- Uwielbiam pracę przy smokach, jednak kiedy się przeprowadziłam z bratem do Petersburga to pogodziłam się z tym, że zamykam ten rozdział. - udzieliła szczerej odpowiedzi. To było już za nią. Smoki, rodzina, Rumunia. Wszystko zostawiła z tyłu, Petersburg był nowym startem. Kochała te stworzenia całym swoim sercem, jednak wiedziała, że już nie ma powrotu. Śmierć jej ojca sprawiła, że rozdział się zamknął na wieki wieków.
- Bardzo dobre, masz tu dobrych kucharzy. - odpowiedziała z uśmiechem na ustach, zaraz po tym jak połknęła jedzenie. To jej pierwszy kontakt z włoskim jedzeniem, no ale potrafiła określić czy coś jest smaczne i dobrze zrobione.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Nie 11 Mar 2018, 18:55
Na upartego nikt nie musi wiedzieć, prawda? A to wejdzie tylnym wejściem, a to "nie do niego", a to uda, że przyszła coś zjeść lub że jej zalało mieszkanie i musi gdzieś pomieszkać... A zresztą jakby ktoś się dowiedział o ich małej tajemnicy pieniądze z reguły zamykają usta wszystkim. Nawet jeśli ewentualni świadkowie sami nie zamilkną zawsze można zapłacić komuś, by wyrwał im języki.
- Czasem trzeba współpracować, ale racja. Każdy dom z reguły chce udowodnić swoją wyższość, a osoby wewnątrz takowego muszą pracować na wspólny sukces. Choć patrząc na cechy po jakich ludzie byli do każdego domu wybierani niczym dziwnym nie był fakt, że niektóre wygrywały częściej od innych - no i się chłopaczyna rozgadał, ty lepiej Vera uważaj, żeby z tęsknoty za ojczyzną nie opowiedział ci o wszystkim, co tam się rozgrywało. - No i poziom rywalizacji był różny. Najostrzejszy, zdaje mi się, był między Slytherinem a Gryffindorem - gdyby Yaxley urodził się jako człowiek bardziej emocjonalny pewnie właśnie łza zakręciłaby mu się w oku. Radość z każdego zrzuconego z miotły Gryfona podczas pogoni za złotym zniczem zdawała się nieporównywalna z żadną inną szkolną rozrywką.
No ale że bliżej mu było do wiecznie niezadowolonego z życia kota uznającego wyższość nad psami za dużo po sobie nie pokazał.
Nie kontynuował już tematu pracy na siłę. Mogła być dobrze płatna, rozwijająca, ale z ludźmi, którzy należeli do Ministerstwa... Szkoda strzępić języka. Tym bardziej, że było i minęło, dawno i nieprawda.
- No to możemy się wspólnie pouczyć. Ja tam lubię się uczyć języków - kolejny pretekst do spotkań dla postronnych załatwiony. Byle ustalić kto kogo uczy i będzie... Choć w tej kwestii przecież spokojnie mogą się zamieniać.
- Uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz co powiedziałaś? - spytał. Jak bardzo nie zapragnąłby nauczyć się rumuńskiego tak w życiu nie zapamięta tego ciągu dźwięków, których nie umiał przełożyć na słowa.
Parsknął słysząc jej słowa.
- Tu mnie masz - zaczął. - Ale brakuje mi tylu rzeczy z Anglii, że ciężko podświadomie i kurczowo nie trzymać się chociaż takich drobnostek - w końcu to jakaś smutna ironia, że Wrońscy zachowując tyle polskich tradycji każą mu się stać Rosjaninem. No i tobie też co nieco z ojczystego kraju brakuje, czyż nie Vero?
W ramach pocieszenia położył dłoń na jej dłoni. Bo i co miał powiedzieć? Przykro mi? Przecież nie wiadomo czy mówią o kimś zupełnie żywym czy dość martwym, a zarówno bezpodstawny optymizm w stylu: jak wracał do tej pory teraz też wróci jak i mówienie o Stelianie jak o kimś, kto opuścił już ten świat wydawał mu się zwyczajnie nie na miejscu.
Na słowa kobiety Anglikowi się coś przypomniało. A czemu by tego nie zaproponować? Nachylił się do Drăculescu i spytał o coś tak nierozważnego, że to chyba wino mu musiało zaszumić w głowie:
- A jakbyś miała skąd zdobyć jajko to otworzyłabyś ten rozdział na nowo? - spytał. - Gwarancji nie mam, ale chyba wiem skąd mógłbym wytrzasnąć sztukę lub dwie... - tajemniczo zawiesił głos.
- Cieszę się. Martwiłem się czy na pewno będzie gotował na poziomie. Ma dość krótki staż jako szef kuchni - powiedział w ramach wyjaśnienia. Żeby nie było, że wziął jakiegoś niedoświadczonego kocmołucha.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Restauracja   Pon 12 Mar 2018, 23:45
Słuchała co miał do powiedzenia na temat Hogwartu, szczerze mówiąc była ciekawa, nie wypytywała z grzeczności. W końcu Anglik w Rosji to towar prawie że egzotyczny. Vera lubiła zawsze się uczyć o innych kulturach, zwyczajach i tego typu rzeczach, więc słuchanie w skupieniu tego, co mówił Cecil, przychodziło jej z łatwością oraz przyjemnością. Poza tym, nawet gdyby Cecilowi wymsknęło się to i owo, to i tak Vera już miała swoje podejrzenia, jedynie by je potwierdził, w czym nie widziała niczego złego. Każdy miał swoją przeszłość, prawda?
- Hmm... może kiedyś. - uniosła zadziornie kącik ust do góry, kiedy Yaxley poprosił ją o przetłumaczenie tego co powiedziała. - Coś o tobie. - zaśmiała się krótko, by następnie urwać to upijając drobnego łyczka wina. Nie wyglądało na to, by miała w planach powiedzieć mu cokolwiek więcej w tym temacie.
- Czego brakuje ci najbardziej? - spytała, nawiązując przy tym kontakt wzrokowy. Pewnie w ogóle zżerała go nostalgia, ale była ciekawa, czy jest jakaś konkretna rzecz, której mu brakuje. Poza osobami mówiącymi w jego rodzinnym języku, czy tea time.
Drgnęła dość niespokojnie, kiedy poczuła jego dłoń na swojej. Miała problem z nagłym dotykiem, cóż. Trudno jest się pozbyć starych nawyków. Ostatecznie jednak nie zabrała swojej ręki i szybko się rozluźniła, jednak niemożliwością było, by to Cecilowi umknęło. Nie chciała wychodzić na jakąś lękliwą, ale miała swoje dziwne odruchy, których nie potrafiła zwalczyć. Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy już dopatrzyła się w tym geście próby pocieszenia.
Słysząc jego słowa na temat smoków, uniosła brwi do góry w wyrazie zdumienia. Zdecydowanie nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego. Jak wyszła już z pierwszego szoku, spojrzała na niego niezdecydowana.
- Mówisz poważnie? - spytała. - Hodowla smoka, nawet jednego to spore wyzwanie... im większy tym większy problem. Mogłabym sobie nie poradzić w pojedynkę, kiedy dorośnie... ale z pomocą... -... kto wie. Póki to było smocze, to można było opiekować się takim w pojedynkę, jednak do niektórych dorosłych smoków potrzeba było całej armii smokologów by takiego okiełznać, kiedy wpadnie w szał. Niektóre rasy bywały spokojniejsze inne mniej. Nie podjęłaby się hodowli Rogogona na przykład, bo by nie miała szans tego przeżyć.
Zignorowała już temat kuchni, temat smoków bardziej ją zaciekawił.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Sob 17 Mar 2018, 10:51
Mógł sobie być egzotycznym towarem, ale gdy pierwsze wrażenie zostało zrobione to z czasem coraz więcej osób traktowało go jak część krajobrazu. Ludzi jakoś nie interesował Hogwart, Anglia czy Voldemort w momencie, gdy trzeba było zająć się dziećmi, polityką rodową lub nagadać na Raskolników. I choć zrobił tu biznes życia zapowiadało się na to, że zawsze tu będzie obcy. Nie miał co się więc angażować w politykę.
Na całe szczęście nikt za bardzo nie interesował się jego przeszłością. Nawet Wrońscy, którzy w końcu mieli mu dać Jadwigę za żonę. Aż dziw, ale że tylu ich się namnożyło to może musieli obniżyć standardy? Kto tam wie. Yaxley też zapobiegawczo nie pytał "kim byłaś w poprzednim życiu?" wiedząc, że za pytanie należy oczekiwać identycznego zapytania. A że zapowiadało się, że jeszcze się spotka nieraz i nie dwa z panną Drăculescu nie spieszyło mu się do takiej wymiany informacji. W końcu nie ma co się spieszyć z takimi wyznaniami.
Tylko pokręcił głową, choć uśmiechał się przy tym. Przecież wiedział, że jak nie teraz to nigdy, więc zapewne nie dowie się przez całe życie co mu właśnie powiedziała.
Dłuższą chwilę zastanowił się nad tym pytaniem. Brakowało mu wielu rzeczy, ale... No właśnie. Czego najbardziej? Matki na pewno, ale jednak regularnie wymieniał z nią listy, więc nie było tak źle. Podczas tea time'u mógł pić herbatkę sam. A sen Czarnego Pana i wszystkich Śmierciożerców się już nie spełni, bo w końcu Czarny Pan bezpowrotnie zaginął...
- Ciężko podać jedną rzecz... Na pewno za rodziną i tą inną mentalnością. No i jednak tam nie byłem obcy - ale ta ostatnia rzecz wydaje mu się oczywista. W końcu z jednej strony zarówno w Anglii, jak i Rosji jest tyle obcych narodowości, a z drugiej dopiero za pokolenie lub nawet kilka mają one szansę zostać miejscowymi.
Zdziwił się gdy drgnęła, ale nic po sobie nie pokazał. Kto wie co ją spotkało, że i ona ogólnie trzyma się z daleka od rodziny? Bo jego wola życia i wola matki. A jak nieraz zostało tu napisane każdy ma swoją przeszłość...
Może nie powinien jej mówić o tej możliwości? Smoki to zawsze ryzyko. Z drugiej strony było coś pozytywnie szalonego w hodowaniu nielegalnie gada na własnym podwórku.
- Mogę mówić poważnie jeśli chcesz - powiedział trochę zaczepnie przyciszając głos, gdyż akurat przechodził kelner. - Fakt, że nie mam gwarancji, że będzie na już, a że na rasach się nie znam musiałabyś załatwić my ryciny albo pójść ze mną, żebym nie kupił bubla, ale... Ogólnie sprawa jest do wygrania.
Wziął łyk wina patrząc z oczekiwaniem na Verę. Musiała sama zdecydować, on mógł jej tylko pomóc w ewentualnym zdobyciu środków na wychowanie małego gada.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Restauracja   Pon 19 Mar 2018, 20:20
Większość osób była krótkowzroczna... zainteresowani jedynie własnymi majątkami, polityką swojego kraju. Przecież Londyn wydawał się być tak daleko, tak odległy. Druga strona świata. Odbiegali od Brytyjczyków wszystkim: tradycjami, religią, pochodzeniem, językiem, kręgiem kulturowym i tak można by było wymieniać i wymieniać w nieskończoność. Dla jednych odmienność była interesująca, dla drugich daleka i nie warta uwagi.
Odwzajemniła uśmiech, może kiedyś mu to powie. Nigdy nie mów nigdy! No ale nie był wystarczająco przekonujący by mu powiedziała. Musi się bardziej postarać.
Czy ona tęskniła za Rumunią? To było trudne pytanie. Jej dom był tam gdzie była ona i jej brat. Od małego miała doświadczenie z rosyjską kulturą, w końcu jej rodzina kiedyś była częścią Starszyzny. Mówiła biegle po rosyjsku, jej matka była Rosjanką. Jakoś nigdy nie czuła nostalgii za krajem samym w sobie, może za smokami i domowym rezerwatem. Często jej się zdawało, że poza jej bratem tylko te gady je rozumiały.
- Z pewnością po jakimś czasie będzie łatwiej... ale Petersburg definitywnie nie będzie miejscem, które nazwiesz domem. - odparła, wzruszając ramionami. Była szczera, wątpiła by Cecil się tu kiedyś zaaklimatyzował tak na dobre, by mógł powiedzieć, że czuje się tutaj jak w domu. Yaxley przede wszystkim nie chciał się zadomawiać, to kompletnie inna sprawa, na inną dyskusję.
Jej myśli jednak szybko zostały zajęły smoki. Myśl, że mogłaby mieć znowu w rękach jajo smoka... patrzeć jak się wykluwa.
- Mogłabym trzymać smoka w sierocińcu, póki będzie mały... jednak na kilka lat sierociniec byłby dobrym rozwiązaniem, potem mogłoby być już problematycznie. - kilka lat to był jednak czas, w którym mogliby się rozejrzeć za innym miejscem i coś zorganizować na przyszłość zanim smok dorośnie i stanie się na tyle duży, że Vera będzie miała problemy z nim w dość ciasnych salach w sierocińcu.
- Wolałabym być na miejscu... jeśli by ci to nie przeszkadzało... łatwo o podróbki, a nie wiem czy rozpoznasz po rycinie. - na czarnym rynku ludzie sprzedawali różne śmieci. To co ktoś nazywa jajem smoka wcale nie musiało nim być. Vera rozpozna to bez problemu, no ale Yaxley mógłby mieć problemy z tym.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Restauracja   Nie 25 Mar 2018, 09:01
Taka krótkowzroczność była chyba w pewien sposób domeną każdego narodu czy każdej wspólnoty. W końcu czy Brytyjczycy byli lepsi? Owszem, w Cecilu zaszczepiono miłość do języków, wszedł w dyplomację, nie bał się pojechać i zamieszkać w innym kraju (choć z zamiarem powrotu), jednakże większość Anglików miała gdzieś drugi koniec świata tak jak mieszkańcy Unii Słowiańskiej. Najwyraźniej ignorancja była dość ludzką rzeczą.
To w sumie smutne, jak nieraz człowiek musi się rozstać z tym, co kocha z całego serca. Głównym problemem Cecila zdawał się fakt, że zapewne nigdy nikt nie ogłosi amnestii, a więc dla własnego bezpieczeństwa i matki, której nie chciał takim głupim wyczynem złamać serca nie mógł sobie pozwolić na powrót do Anglii. Nie miał bladego pojęcia czemu Vera tak kochając smoki nie pozwoli sobie na powrót do ojczyzny, ale tak jak w jego przypadku mogła po prostu mieć kawałek domu w tej przeklętej Rosji...
- Też tak myślę - powiedział po chwili ciszy. Wiedział, że wiele osób ze Starszyzny go nie zrozumie, ale naprawdę obecny porządek panujący w krajach Unii mu się w ogóle nie podobał.
- Zawsze można czegoś poszukać w międzyczasie. Albo się z kimś dogadać - wypowiedział na głos to, co kobiecie chodziło po głowie. Trochę słaby plan, ale na kilka lat raczej starczy, czyż nie? - No i zawsze będziesz mogła zatrudnić sieroty do pomocy. Za ileś lat być może nawet z ich pomocą udałoby ci się założyć własny rezerwat - to by wymagało łapówek, ale za profity on się do nich przecież dołoży...
- Jak sobie życzysz. Daj mi tylko czas, żebym się upewnił gdzie i kiedy możemy zakupić - powiedział szykując się do wyjścia po zjedzeniu posiłku. Widział, że oboje byli zmęczeni, a on przecież miał coś jeszcze do zrobienia.

Vera i Cecylek z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Restauracja   Nie 15 Lip 2018, 14:25

19.06.1999

Ach, co to był za ślub! Zaskakująco taki, podczas którego nie wydarzyło się nic niewłaściwego. Cecil wystarczająco nauczył się rosyjskiego, by podczas składania przysięgi małżeńskiej się nie skompromitować, Jadwiga osobiście zadbała o wystrojenie kościoła, który teraz zachwycał pięknem fiołków, a goście, w szczególności rodzina panny młodej przybyła tłumnie. Uroczystość zachwycała, mimo znanego niedopasowania młodej pary. Teraz za to Jadwiga z Wrońskiej stała się Jadwigą Yaxley i wraz z mężem i zaproszonymi gośćmi zjawiła się w hotelu swego małżonka, aby uczcić dzisiejszą zmianę nazwiska. Nie dało się nie zauważyć, że cały hotel został przystrojony w zieleń (dopasowaną do serwetek, o których dwa miesiące temu młoda para dyskutowała wraz z Krzesimirem Wrońskim) oraz fioletowe kwiatki, łącznie z pracownikami, którzy z powodu dzisiejszej okazji dostali nowe stroje robocze.
Na pierwszy przystanek wybrano hotelową restaurację, gdzie o dzisiejsze menu zadbał zarazem brat panny młodej i świadek pana młodego, Krzesimir Wroński, który postarał się o sute, porządne zastawienie stołów zarazem typowo polskimi potrawami, jak i zagranicznymi kąskami. Uznano, że nikt nie będzie chciał tańczyć na głodniaka, jednakże zaraz potem Yaxleyowie wywiązali się z obowiązku pierwszego tańca i dali przybyłym się zabawić przy muzyce porządnej i znanej w kręgach weselnych, profesjonalnej orkiestry. W przypadku gdyby ktoś się zmęczył udostępniono również kilka pokoi, w których bez problemu można było odpocząć. Wiadomym jest również, że wesela są najlepsze do robienia interesów, dlatego udostępniono również sale biznesowe. Jedynymi pomieszczeniami zamkniętymi dzisiaj na klucz był gabinet Yaxleya oraz wynajęte przez ludzi innych niż goście weselni pokoje.
Nadszedł czas zabawy.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Restauracja   
Powrót do góry Go down
 
Restauracja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next


Skocz do: