Навигация

Warsztat Belousova
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Warsztat Belousova

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieWarsztat Belousova    Wto 05 Wrz 2017, 22:58
Warsztat Belousova

Na obrzeżach miasta stoi spory blaszany budynek, własność i źródło dochodu Maksima Belousova – podstarzałego mechanika, niegdyś producenta eliksirów do napędu starych modeli omnibusa. W zakładzie panuje znacznie większy porządek niż w miejscach charakterystycznych dla dzielnicy Mahala, jest za to przez większość czasu wypełnione najróżniejszymi hałasami. Warsztat specjalizuje się w naprawie latających samochodów i marszrutek, ale mechanicy (obecnie w liczbie dwóch) znają się też na magicznych motocyklach, a gdyby trafił się niesprawny omnibus – też dadzą sobie radę i to taniej, niż spece z konkurencyjnego zakładu na drugim końcu miasta. Obsługa klienta nie jest największą zaletą warsztatu, ale jest za to bardzo dobrze wyposażony – wzdłuż ścian mieści się kilka stołów zapełnionych kluczami, zębatkami, śrubkami, fiolkami i proszkami – a obaj pracownicy mają już doświadczenie w fachu. Dlatego nawet mimo niepozornego otoczenia i sąsiedztwa z opuszczonym gospodarstwem warsztat Belousova jest  często odwiedzany przez posiadaczy uszkodzonych pojazdów.

Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Wto 31 Paź 2017, 23:05
13.05.1999

Silnik ryczał. Wyborny fachura od magicznych pojazdów mechanicznych, Maksim Belousov, odsypiał tęgą popijawę, jaką to sobie urządzili z okolicznymi przedsiębiorcami na poddaszu warsztatu dzień wcześniej. I wara od dyżurki każdemu, komu życie (albo przynajmniej wypłata) miłe. Więc z ryczącym silnikiem i chmurami czarnego dymu kłębiącymi się z rury wydechowej musisz uporać się sam, terminatorze marki ZSRR.
Przyprowadzono ci rankiem, jak bydło na rzeź, piękną czeską Jawę, na pierwszy rzut oka zupełnie niemagiczną, co się krztusiła niemiłosiernie. Ale odkryłeś w międzyczasie mocno wadliwy magiczny układ napędowy zainstalowany na przysłowiowy odpierdol i wszystko było jasne. Zamiast śmigać szybciej niż wszystko, co mogli na ulicy postawić mugole, motocykl widowiskowo dawał dupy i przyczyniał się do przegranych zakładów na nielegalnych wyścigach. Oglądasz sobie takie czasem, robią ci żywą reklamę. I chociaż u Belousova już szmat czasu pracujesz, nie stać cię jeszcze (i ten punkt na osi czasu pozostaje wciąż odległy) na własną maszynę i emocje możesz dawkować sobie tylko z drugiej ręki.
Masz, jak można oczekiwać po porządnym pracodawcy, ośmiogodzinny dzień pracy – od ósmej do ósmej. Czasy się zmieniają, zachodem wieje i zapachem frytek, ale nie wszędzie dociera ta woń splendoru. Ale kawki i zapalić to nikt ci nie odmówi, zwłaszcza jak jedyny pracownik prócz ciebie śpi jak kłoda za drzwiami swojego szefowskiego pokoiku.
Kawa, jak zwykle, smakowała trochę trocinami, a trochę popiołem, ale tytoń to masz na dziś pierwsza klasa, odrobinę wyskokowy. Rozpieszczasz się, Luka. Wydałeś kilka setek rubli na paczkę, ale będzie warto. Bibułki, w które owinięto drobny tytoń wcześniej były wymoczone w Oparach Żywii. Wdychałeś je kiedyś tak po prostu, znad butelki, ale tak w pracy – to nieetyczne. Jeszcze dwie, trzy godzinki przed tobą, zacznij powoli. Masz całą noc żeby się rozkręcić.
Odpalasz od różdżki, dym z tych papierosów zawsze trochę inaczej łaskocze cię w gardle. Czujesz subtelny zapach Oparów mieszający się ze smrodem lichego tytoniu. Wszystko dobrze, nawet stołek już robi się wygodniejszy, kawa smaczniejsza. Nie żeby już działały, ale niewiele wystarczy, byś się zrelaksował. Co to ostatnio było o życiu xs…?
Tak jak ci było miło i przyjemnie, zacząłeś rozumieć, że praca to jednak naprawdę drugi dom, jak ktoś nie pierdolnął w drzwi. Nie zamykacie jeszcze, godziny otwarcia zna w okolicy każdy, a wszystkim wydaje się, że są co dzień inne. Dźwigasz się ze stołka, papierosa zatykając językiem w miejscu po wybitej trójce. Otwierasz zastałe w zawiasach drzwi.
- Kogo, kurwa, niesie? – tak, cóż. Nie można powiedzieć, by obsługa klienta była zaletą warsztatu, ale szczęśliwie biura skarg i zażaleń tu nie macie, możesz się wywnętrzać ile chcesz. Zwłaszcza na obcych.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Nie 12 Lis 2017, 22:26
W maju już jest cieplej, choć wciąż jest zimno. To nie jest Bliski Wschód, gdzie słońce nigdy nie przestaje świecić, dlatego wciąż z niezadowoleniem chodzisz w długim płaszczu i grubym swetrze. Nieudolnie próbowałeś się pocieszać, że może jesteś tylko niepotrzebnie przewrażliwiony i w rzeczywistości nie jest tak źle, ale zaraz po tym rozpętała się ogromna ulewa, która pokrzyżowała ci dzisiejsze plany i uświadomiła ci, jak bardzo nie przepadasz za Rosją. Ma w sobie jednak coś, co sprawiło, że zatrzymałeś się tutaj na dłużej. Cały dzień spędziłeś więc w pracowni – do naprawienia miałeś myślodsiewnię należącą do bardzo bogatego kupca rosyjskiego, dlatego też od trzech dni poświęcasz jej najwięcej wolnego czasu. Jest chroniona niezwykle potężnymi i złożonymi urokami, przez co dalej nie potrafisz rozgryźć tego, co sprawia, że nie można w niej przeglądać prawie żadnych wspomnień. Zezłoszczony postanowiłeś zrobić sobie przerwę w momencie, w którym otrzymałeś list od swojego znajomego z adresem warsztatu Belousova. Zamknąłeś swój sklep, przed wyjściem sprzedając młodej czarownicy jedną różdżkę, po czym udałeś się w kierunku wskazanego miejsca, zapalając po drodze dwa papierosy i nieszczególnie przejmując się obfitym deszczem. Kiedy już udało ci się dotrzeć, z hukiem pukasz do drzwi warsztatu. Widząc, jak w końcu się lekko uchylają, zaciągasz się po raz ostatni.
- Luka Stransky? – pytasz na wszelki wypadek, rzucając na ziemię papierosa i wchodząc do środka warsztatu Belousova zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć. To twoja pierwsza wizyta w tym miejscu, gdyż zazwyczaj wszystkie przedmioty wolisz naprawiać sam. O samochodach czy marszrutkach nie masz zbyt wielkiego pojęcia, poruszając się najczęściej za sprawą latającego dywanu przywiezionego jeszcze z Bliskiego Wschodu, jednak zdecydowanie nie przychodzisz dziś tu z powodu usług starego Belousova i jego współpracownika. Patrzysz na niego uważnie, zdejmując kaptur i rozglądając się po wnętrzu warsztatu. Mimo że nigdy nie miałeś okazji Luki poznać osobiście, to ostatnimi czasy zdarzyło ci się na niego natknąć i wymienić z nim kilka znaczących spojrzeń. Od wspólnego znajomego, który również należy do Raskolników, dowiedziałeś się, że stoicie po tej samej stronie barykady. Chciałeś to wykorzystać, z Karlo ustalając, iż przydałaby się pomoc w napadzie. Uznaliście przy tym, że wypadałoby zaangażować w to więcej Raskolników i zacieśnić więzy między sobą.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Nie 12 Lis 2017, 23:05
Jak trzeba to z każdym tam się napijesz, ale wystarczy w twarz ci zajrzeć, żeby bezbłędnie wywnioskować, że nie masz, Luka, zbyt wielu przyjaciół. Nic więc dziwnego, że nie poznałeś nachodzącego cię w upragnionej chwili spokoju facecika. Mógłbyś natomiast ciupkę się zdziwić, skąd to rzeczony facecik zna twoje personalia, jak też zdziwić się zaraz nie omieszkałeś. Zwłaszcza, że wparował ci do warsztatu jak na swoje. Niech jeszcze weźmie jakiś klucz do ręki, to go wyleczysz z tej ciekawości nadmiernej.
- A kto chce wiedzieć? – no nie znasz tej buźki, choćbyś mózgownicę wytężał, a nie masz teraz czasu ni ochoty na gimnastykę umysłową. Ulatuje ci cenny dym, tracisz pierwszą dziś okazję do zażycia odrobiny luzu, podstawowej ludzkiej przyjemności przytępienia sobie mózgu w miarę tanim syntetycznym mimetykiem psilocybiny. Jak tak dalej pójdzie, z każdą rozpraszającą się w powietrzu chmurką, coraz bardziej prawdopodobne staje się, że żadnego zacieśniania więzów nie będzie między wami, chłopcy.
Przyglądasz się gościowi jakby był co najmniej trójnogą papugą wyśpiewującą ci tu „Marsyliankę” głębokim basem. Nie mówił szczególnie niskim głosem ani też nóg nie dano mu w nadmiarze, ale i tak wyglądał strasznie śmiesznie, okutany jak na syberyjskie mrozy. A za oknem maj, pachnie Saska Kępa. Wiosna pełną gębą, cieplejszej nie będzie, a w hołdzie dla niej ty już od tygodnia nosisz się po warsztacie w najbardziej rozchwytywaną przez budowlańców wersję małej białej. Taki już gorący chłopak jesteś.
- Skądś ty się urwał, z Teneryfy? – trochę się na mapie znasz, choć pewnie nikt o zdrowych zmysłach by cię o to nie podejrzewał. Jedyną sensowną rzeczą, jaką słyszałeś w domu, były tylko opowieści Vovy o miejscach, gdzie zawsze jest ciepło i ich kurczowo się trzymałeś w swojej chłopięcej naiwności. I została ci z niej tylko ta wiedza, nigdy niepogłębiona i na zawsze związana z zazdroszczeniem bratu, że się tak po świecie rozbijał, a ciebie nigdy nigdzie nie wziął. Nawet na Teneryfę, a wyobraźcie sobie tylko drodzy państwo, ile naszemu chłopcu uroku dodałaby opalenizna typu marokański mahoń.
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie, co popadnie – opalenizny nie ukradniesz, ale może cię jeszcze z pomocą jakiegoś jelenia będzie stać na bilet na Teneryfę. Ale klient to nie żaden jeleń, tylko nasz pan, co ty, spałeś na zajęciach z marketingu?
- No, to słucham, co tam masz.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Pon 20 Lis 2017, 10:33
W przeciwieństwie do Luki – twoje grono znajomych powoli się rozrasta, mimo że nie masz potrzeby aż tak często być w centrum uwagi. Zawsze wolałeś stać w boku i robić swoje, dopiero teraz, po raz pierwszy od dawna, wychylasz się poza szereg społeczeństwa, angażując się w działalność Raskolników. Niektórych ludzi znasz jeszcze z dawnych czasów Ivana Gorchevskiego, którego życie skończyło się wraz z wyjazdem z Bułgarii; innych dopiero od niedawna, choć dla nich jesteś już Anwarem Shafiqem, który – po długiej tułaczce po rozległym Bliskim Wschodzie – przyjechał do Rosji, by z powodzeniem otworzyć swój biznes. I jest w tym ostatecznie bardzo dużo prawdy, mimo że na początku nawet nie przeszło ci przez myśl, że zostaniesz tu na dłużej. Z kilku krótkich tygodni w Moskwie zrobił się ponad rok w Petersburgu, gdzie masz teraz własne mieszkanie i dobrze prosperującą pracownię ze sklepem. Wszystkiego dorobiłeś się sam, niekoniecznie w uczciwy sposób, bardziej podstępem i sprytem, szczęściem i śmiercią Jawada, lecz na razie nie zamierzasz się tym z nikim dzielić.
- Anwar – odpowiadasz krótko na jego przywitanie, rozglądając się dalej po pomieszczeniu. Wszedłeś do warsztatu jak do siebie – i nie wiadomo czy z powodu deszczu, czy z racji twoich dziwacznych przyzwyczajeń. Przecież w ogóle go nie znasz, a sam Stransky najprawdopodobniej nawet cię nie kojarzy i nigdy o tobie nie słyszał, a ty jeszcze bez przywitania mówisz do niego po imieniu i nazwisku, nie przychodząc tutaj w ogóle z zamiarem skorzystania z usług naprawczych warsztatu Belousova. Więc co cię tu tak naprawdę sprowadza? Patrzysz na niego, jeszcze milcząc przez chwilę. Dziwny z niego człowiek, musisz stwierdzić na pierwszy rzut oka. Nie dość, że łysy, to w dodatku opryskliwy. – Skąd chcesz. Może być i z Teneryfy. – Mógłbyś być z Maroka czy z Algierii, to nie jest w tym momencie istotne. Sam oficjalnie utrzymujesz, że masz słowiańskie korzenie, choć wychowałeś się w krajach arabskich. – Nic z tych rzeczy. – Nie ma ani marszrutki, ani samochodu, ani motocyklu do naprawy. Z jednej strony pocieszające, że nie dowalasz mu roboty, z drugiej zastanawiające jest, co tu robisz.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Pon 20 Lis 2017, 23:09
Chociaż przybysz ma trochę cukierkowe podejście do świata i najwyraźniej mu w nim nie pasujesz ze swoją opryskliwością i… cóż, łysiną, to na pewno z cukru nie jest. A ciepły wiosenny deszczyk, nawet padający z nagła i w dużych ilościach, nigdy jeszcze nie zaszkodził tym, co z cukru nie są. Mógł więc równie dobrze zostać na zewnątrz, tam, gdzie nie czeka na twój dotyk rąk leczących żadna zepsuta marszrutka. Ani nawet rzężący ostatkiem sił trabant.
Skoro ma tylu towarzyszy dnia powszedniego, po co mu jeszcze taki Stransky na dodatek? Wygląda na to, że nie tylko wiedział, jak się nazywasz, ale też gdzie cię szukać, a ty nawet po usłyszeniu jego imienia? Nazwiska? Scenicznego pseudonimu? nie kojarzysz, byś jakiegoś Anwara kiedykolwiek poznał.
- Że niby powinienem cię kojarzyć? - Tym bardziej zatem wkurza cię, jak się twój gość nieproszony pierdoli w tańcu zamiast powiedzieć wprost, czego chce. Nie masz zbyt wiele do zaoferowania, prawda, ale to nie ułatwia ci domyślania się, co też go przywiodło pod drzwi Belousova. I mocno niegościnnie zamkniętą bramę, przez którą zwykle wstawiacie pojazdy i która zwykle wystarcza, by zakomunikować przechodniom, żeby nie wpieprzali ci się w przerwę.
- No to o chuj ci chodzi, człowieku?
Skoro nie ma nawet nic dla ciebie do naprawy, to nie ryzykujesz zupełnie niczym; im szybciej się obrazi i wyjdzie, tym lepiej dla ciebie. Klapiesz z powrotem na swój zydelek i potarłszy rezolutnie czoło dłonią sięgasz po kubek z wystygłą już kawą. Same kłody pod nogi los ci rzuca, Luka, widzisz. Skacz.
Z ust wypuszczasz chmurę dymu, pierwszą od dłuższej chwili, którą wraz z oparami Żywii wpuściłeś do płuc. Za drogi rarytas trzymasz między zębami, by dać się rozkojarzyć jakiemuś chłopaczkowi w płaszczyku ładniejszym, niż twoja twarz kiedykolwiek będzie. Wkurwia cię ten płaszczyk i ta Teneryfa też, choć tak chciałbyś ją zobaczyć.
- Nie, bo taki jesteś. Jak na mróz i w ogóle. A, nieważne.
A taki byłeś przez chwilę błyskotliwy, nawet jeśli tylko we własnej opinii. A teraz wiesz już przynajmniej, że nie ma co się starać, a imponować w razie potrzeby możesz jeszcze zawsze prawym sierpowym.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Pon 04 Gru 2017, 01:43
- Spokojnie, Stransky. – Cóż za zuchwałość słychać w twoim głosie, gdy zwracasz się do niego po nazwisku, ale wcale nie ma potrzeby tak szybko się denerwować. Jeszcze nic mu nie zrobiłeś, nie zdążyłeś mu wyjawić powodu swojej wizyty, a on już zirytowany. Łatwo wyprowadzić go z równowagi, a ty w rzeczywistości wcale nie jesteś lepszy. Płynie w tobie bałkańska krew, która w najmniej spodziewanym momencie rozpala cię od środka i nieraz daje ci się we znaki. Ostatnio zdążyłeś się uspokoić, o ile tak można to nazwać, choć i tak nie mógłbyś być dla niego wzorem do naśladowania. Zdaje się, że i jemu można by wiele zarzucić, co da się zauważyć na pierwszy rzut oka. – Kurwa. Bo zimno jest, a ty że z Teneryfy od razu – mówisz z niezadowoleniem i niechęcią w głosie, mimo że wcale nie musiałeś na to odpowiadać. Przecież rozmawiasz z nim po rosyjsku i to całkiem płynnie, choć z dziwnym akcentem, który demaskuje, że nie jesteś Rosjaninem. A dziesięć stopni to nie upał, zwłaszcza że przez ostatnie lata żyłeś na Bliskim Wschodzie. Przejdź więc do rzeczy. Nie każ mu już czekać.
- No nie, nie znamy się w ogóle. Słuchaj, z polecenia Nezhdanova tu przychodzę, nie z własnego widzimisię – wyjaśniasz powód swojej wizyty, po czym szukasz gwałtownie czegoś po kieszeniach ubrań. I wszystko powinno być jasne. Luka dalej się denerwuje, może nieco mniej, a ty trochę podśmiewujesz się w środku, choć na zewnątrz w ogóle nic cię nie zdradza. Nawet nie drgniesz. Potrafisz zachować kamienną twarz, jeśli jest taka potrzeba. A wysłał cię tu Nezhdanov, tłumacząc się wczoraj swoim niespodziewanym wyjazdem poza Rosję. Był jedną z osób, która zaproponowała ci dołączenie do Raskolników, a z tego, co wiesz, podobnie było ze Stranskim. – Masz. Przyniosłem list od niego. To pilne. – Po kilku chwilach intensywnych poszukiwań wyciągasz z kieszeni czarnego płaszcza lekko zgniecioną kopertę, żeby zaraz wyciągnąć rękę w jego stronę. Lepiej, że zaniosłeś ją osobiście niż jakby miał ktoś przez przypadek przechwycić. A ostrożności nigdy dość. Dajesz mu moment na zapoznanie się z treścią listu, po czym pozwalasz sobie zapalić papierosa bez uprzedniego pytania.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Czw 07 Gru 2017, 22:11
Kurwa. Mogłeś się tego spodziewać, chłopaku, że jak przychodzi ktoś obcy i czegoś od ciebie chce nie waląc wpierw pięścią w szczękę, to jest od nich. To znaczy: od was, bo znowu się zapominasz i znowu trzeba ci przypomnieć, że wypadałoby okazać trochę inicjatywy.
- Jestem przecież spokojny. – gdybyś był spokojniejszy, już byś nie żył. A że trochę ci krew zawrzała, to trudno. Bo też nieznajomy źle się do ciebie zabiera, od razu od zarzutów. Trudno rzec, by wykazywał się głupotą nie próbując dostrzec twych (nie)licznych zalet, ale w końcu coś was jednak łączy.
Sprawa. Przed tobą umierali za nią, dali się zamknąć w Chatandze. Też powinieneś coś więcej poświęcić, chociażby czas, z którym i tak nie robisz, wróciwszy już do domu, nic pożytecznego.
Bierzesz list od Anwara i przeglądasz najpierw pobieżnie, za drugim razem dopiero czytając w całości.
- Nezdhanov. – a mówisz to tak, jakby oprócz nazwiska miało być czymś w rodzaju przekleństwa. Szczerze powiedziawszy, dobrze ci jest z tym poczuciem przynależności, które obiecywał z gadanym dobrym niemal jak twój świętej pamięci braciszek. Prawda, że przekonywali cię w kilkoro – on i niewielka grupka znajomych, która łaskawa była cię pamiętać, chociaż wyszło z ciebie takie nic-dobrego i przekonali dość szybko, byś wykonywał polecenia i pomagał tam, gdzie trzeba. Ale zawsze kontaktował się z tobą osobiście albo przez Izoldę. Niby wszyscy powinniście się dogadywać, skoro jeden przyświeca wam cel, ale przywykłeś, produkcie rutyny.
Może do niego też przywykniesz i nie będzie cię już tak wkurwiać (choć przecież jesteś spokojny) ton, jakim do ciebie mówi mikry facecik. Zimno? Nie będziesz już drążył tematu, odczuwanie temperatury jest wszak subiektywne, a że tobie całkiem przyjemnie ze skórą na wierzchu to też go nie powinno interesować. Twoja skóra – twoja sprawa. I ewentualnie twojego dermatologa, ale nie masz, więc koniec końców tylko twoja.
- No i co? – oddajesz Anwarowi przesyłkę. Niby taka ważna, że nie można ci jej było przekazać przez orła, a żadnych szczegółów się nie doczytałeś. – Ty wiesz coś o tych rozmowach?
Do negocjacji, zwłaszcza z burżujami, za cholerę się nie nadajesz. Ale w rozkazie ci polecono, żebyś poszedł i rozmowy obstawił. Pójdziesz i obstawisz, ale żaden tam z ciebie bezmózgi bodyguard, zrobisz najpierw rekonesans.
- Na warsztacie jest zakaz palenia. – upominasz go z papierosem zatkniętym w miejscu po wybitej trójce. Z prawej strony.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Sob 09 Gru 2017, 20:52
- Mówił, że się trochę znacie – dodajesz po chwili na wszelki wypadek, uważnie obserwując łysego mężczyznę. A skoro Nezdhanov tak powiedział, to nie mógł kłamać. W końcu najwyższa pora się przyzwyczaić, że z czasem zaczynają wymagać od ciebie coraz więcej. Skoro Luka dołączył do Raskolników to nie bez powodu i teraz jest ten odpowiedni moment, w którym należy zacząć coś robić. Zbyt wiele czasu zmarnowano, by wycofać się właśnie w tym momencie. Dziwisz się, że dopiero teraz społeczeństwo magiczne zaczyna budzić się z tak długiego letargu, powoli zauważając, że świat nie powinien funkcjonować w taki sposób, ale to nie jest teraz ważne. W końcu przyszła pora na nowe pokolenie, które chce zmian. Ty też ich chcesz, zdecydowałeś się poprzeć Raskolników z konkretnych pobudek, choć obawiasz się, że z czasem może ci to nie wyjść na dobre. Bez ryzyka nie ma jednak zabawy, a ty lubisz czuć adrenalinę. To coś, co cię napędza i motywuje do działania. Liczysz się z konsekwencjami, masz je gdzieś tam z tyłu głowy, jednak na co dzień wolisz o nich nie myśleć zbyt często. Wierzysz, że jesteś po właściwej stronie barykady i działasz w słusznej sprawie. Nie może być inaczej.
- Wiem – mówisz szybko, zaciągając się papierosem. Nie wiesz dokładnie, co było w liście, nie otworzyłbyś cudzej korespondencji; niemniej jednak mogłeś na początku domyślić się, że nie było w nim wszystkich informacji. Może dlatego wysłał cię tutaj Nezdhanov, byś mu na wszelki wypadek wytłumaczył to, czego nie rozumie, skoro taki nierozgarnięty z niego facet, a może tylko ze względów bezpieczeństwa. Lepiej, by Starszyzna was nie rozszyfrowała. W końcu polują na was jak na zwierzynę, wystarczy poczekać, aż za wasze głowy będą rozdawać nagrody. Nie chciałbyś skończyć jako czyjeś trofeum, jednak nie zamierzasz siedzieć bezczynnie w miejscu. – To w związku z wybuchem w Muzeum Sztuki Magicznej, na pewno o nim słyszałeś. Potrzeba nam jak najwięcej osób do ochrony podczas negocjacji ze Starszyzną. Nezdhanov musiał wyjechać na kilka dni, dlatego załatwiam wszystko w jego imieniu – tłumaczysz powoli, po czym zdradzasz mu jeszcze dokładnie godzinę i miejsce, w którym mają się odbyć pertraktacje. Na jego uwagę niezadowolony marszczysz brwi. – No tak, czuć, że nikt nie pali – odpowiadasz, w rzeczywistości nic sobie z tego nie robiąc.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Pon 11 Gru 2017, 19:58
- Nie kłamał. – przytakujesz po krótkiej chwili ciszy. Nie masz pojęcia o strukturze organizacji, ile tyłków musi dziennie całować Nezdhanov, czy musi w ogóle ani nawet czy na takiej zasadzie to wszystko działa. Równie dobrze może być szychą i znajomość z nim osobiście mogła przynieść ci autorytet i inne korzyści. Może, bo, chociaż w liście niby ci wszystko wyjaśnia, błądzisz w sprawach Raskolników jak wyrośnięte, ale nie rozgarnięte jeszcze dziecko we mgle.
A nie chciałeś z nimi świata zawojować? Chciałeś, bo głowę do marzeń masz jeszcze i rutyna nie wypleniła ci ich doszczętnie. Trudno cię chwalić, bo marzyć polityczniej by było o pokoju na świecie, czerwonym ferrari, lofcie w modnej dzielnicy… pięknie brzmi, co? Ale nie dla ciebie takie życie, jeszcze nie.
Najpierw pójdziesz i posłuchasz sobie, o czym pierdzą bogate staruchy i co chcą od nich wydębić ci twoi.
- Ano słyszałem. – żyjesz trochę w skorupie, fakt, trochę od ósmej do ósmej i od poniedziałku do piątku, by weekend w świętym spokoju przepić i przespać. Nawet nie byłeś w tym muzeum dopóki nie pierdolnęło, a nawet wtedy tylko ciekawiło cię, jak to właściwie wygląda. Rewolucja. Czy było głośno, czy ludzie się bali. Chciałbyś, żeby się bali? Trochę lęku i tak już wzbudzasz łysym łbem, łapami całymi w dziarach i każdą „kurwą” albo „chujem”, które bez skrępowania wychodzą ci ze szczerbatych ust. To, w każdym razie, są drobiazgi.
- To ten zamach – a, niech już pali, ty też już kończysz w zasadzie. Opary chyba zaczynają działać, bo jakoś tak… dobrze ci się robi. Twarz rozluźniła ci się, brwi już tak nie marszczysz, słoneczko jakby zaczęło na ciebie świecić.
Czego chcesz, Luka? Kiedy masz to wiedzieć, jak nie teraz, mówią, że wszystko, czego chcesz po Oparach zmaterializuje się przed twoimi oczyma.
Śmiesz wątpić w jakość towaru, skoro przed tobą nadal ten koleś w płaszczyku, a nie przynajmniej jakaś długonoga brunetka.
Może siostrę ma? I to taki znak od losu?
Skup się, Luka.
- Ten zamach to – no więc wahasz się: „wy” czy „my”? – to nasza sprawa?
A więc zdecydowałeś się, brawo ty. Oglądasz się krótko przez ramię, czy Belousov nie schodzi czasem na dół, ale dobrze już szelmę znasz, wiesz, że do jutra nie pokaże się w warsztacie.
- Nie bój nic, tu można mówić.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Wto 12 Gru 2017, 21:42
- To dobrze. – Kiwasz lekko głową, po raz ostatni mocno zaciągając się papierosem, którego zaraz zdeptujesz na podłodze. Jesteście jeszcze zbyt młodzi, niedoświadczeni i mało ważni, byście o wszystkim dokładnie wiedzieli. Nie masz pojęcia, od kiedy Luka jest w Raskolnikach, ale zdaje się, przynajmniej w pierwszym momencie, że należy do nich jeszcze krócej niż ty. Ciebie złapali od razu po przyjeździe do Rosji, nie wiesz, kto się wygadał, ale znali twoją historię, jakby ktoś nieustannie cię śledził. Byłeś im do czegoś potrzebny? Może, przecież znasz się na magii kreatywnej, tworzeniu magicznych przedmiotów i klątwach. Z początku nie byłeś w stanie im powiedzieć, czy zostaniesz w Petersburgu, ale potem okazało się, że chcesz przystopować i odpocząć. I tak oto mija ci równy rok. Dziwny rok, który nie wiesz, czy zdecydowałbyś się wymazać ze swojego życia, czy nie, ale nie zamierzasz niczego żałować. Jedyne co, to drażni cię trochę ten koleś, jakby był wyrwany z innego świata. Zupełnie nie współgra z tobą, nie wspominając już o warsztacie, tak odmiennym od twojej pracowni. Wzdychasz ciężko na słowa Stranskiego, po czym opierasz się o ścianę, wkładając ręce do kieszeni.
- Jak myślisz. – Co z tobą nie tak, Luka? Patrzysz na niego z niemałym zdziwieniem w oczach, zauważając przy tym, że zdążył trochę się uspokoić. Nie był najwyraźniej na bieżąco ze wszystkimi informacjami. Niby mógł o tym nie wiedzieć, sam przecież nie byłeś pewien do momentu spotkania Raskolników, na którym chwilowo rozwiano twoje podejrzenia. Pewnie byś wiedziałby, gdyby było inaczej, choć zawsze pojawia się cień wątpliwości. A co jeśli to ktoś od nas? Podejrzewano wśród was, że to mogła być albo Starszyzna, albo ktoś niezwiązany z żadnym ze stronnictw politycznych. Wciąż jednak nie było żadnych dowodów. – Nie – odpowiadasz krótko po tym, jak zapewnia cię, że możesz spokojnie mówić o wszystkim. Z jednej strony mógłbyś mu nie wierzyć, w dalszym ciągu nie podoba ci się jego osoba, ale z drugiej – nie ma powodów, by miał kłamać. – Oczywiście, że to nie nasza sprawka. Ktoś próbuje nas wrobić w ten beznadziejny zamach. A co ty jesteś taki niedoinformowany? – Podejrzliwie unosisz brwi, jednocześnie nie spuszczając z niego wzroku ani na moment. Może więc najwyższa pora się zainteresować i wyjść z tej skorupy obojętności? Wypadałoby, co?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Warsztat Belousova    Wto 12 Gru 2017, 22:47
I co, świeżynko? Nie żałujesz? Jak dotąd nie miałeś powodu – znasz niewielu z organizacji, po Nezdhanovie pewnie czeka cię długo, długo nic a potem tacy sami narwańcy jak ty, tylko nieco bardziej zaawansowani stażem w organizacji. Jak dotąd byli w porządku, kilkoro poznałeś nawet już przedtem, ale niespodzianek dalej więcej przed tobą niż spraw pewnych na sto procent.
- Jak myślisz, jak myślisz. – przedrzeźniasz go gdacząc jak kura. Pozbawiono cię okrutnie zdolności aktorskich, ale tym bardziej widać przynajmniej, że ci ten „nowy” jeszcze leży na wątrobie. – Bo siedzę w tym od miesiąca, nawet nie, i nikt nie mówi mi, kurwa, n i c.
Więc dobrze, masz obstawiać pertraktacje, poczułeś się nawet w pierwszej chwili przydatny i postawny pan Stransky. Ale z drugiej strony, czy bodyguard, nawet już trochę zorientowany, to zaraz taka prestiżowa fucha? Jak się ktoś nie naoglądał Kevina i Whitney, to niekoniecznie, a ty za romansami nie przepadasz. Nie żebyś wolał wieść ludzi swoim słodkim pianiem o wolności na barykady jako jeden z pierwszych w szeregu (a to też bujda, bo w szeregu wszyscy równo stoją, ale też o to jakby wam chodzi w tym całym przełomie), ale na tym spotkaniu, gdzie Raskole radzili, co powiedzą burżujom też cię jakoś nie było. Jesteś jednym z wielu, którego wzięli dla liczebności, dla postrachu. Nikt nie dopatruje się w tobie zbyt cennego nabytku, za tobą nie puścili ogona i – przynajmniej póki faktycznie nie dołączyłeś – nikt nie był skory o ciebie walczyć. Ale bez obaw, jeszcze im się przydasz – zawsze, prędzej czy później, dopada człowieka moment, gdy nie ma innej rady jak coś załatwić argumentem siły, a z tym to już cię pierwszorzędnie kojarzą. Nie w ciemięś bity, w końcu rozumiesz mechanizmy, dzięki którym działają silniki, napędy, tłumiki, akumulatory i to wszystko, co w sobie kryje samochód, to żadna filozofia, ale po klekocie już czasem wiesz, co jest nie tak. Świata się z tym nie zawojuje, ale nawet dyktatorzy muszą mieć swojego bentleya.
- No ale trudno, dobra. – wzruszasz ramionami, nawet wstajesz z zydelka. Także pod twoim butem ginie niedopałek. Jakoś nie wydaje mi się, by wyklarowały ci się kolejne cele do osiągnięcia w życiu xs przez te Opary, ale może wypaliłeś w zbyt stresujących okolicznościach? – Jak się z Nezdhanovem zobaczysz, przekaż mu, że czekam na szczegóły, ale będę, jak mam być. Coś jeszcze?
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Warsztat Belousova    Wto 12 Gru 2017, 23:26
- Nie złość się, księżniczko. – Po co się tak oburzać, Stransky? Nie warto. Jeszcze nie teraz. Ale podobnie było i z tobą. Z początku sam niewiele robiłeś i skupiałeś się wyłącznie na pracy, z czasem jednak zacząłeś imać się poważniejszych zadań, jak wykonywanie specjalnych przedmiotów na zamówienie czy choćby zrzeszanie odpowiednich czarodziejów, którzy mieszkali w Petersburgu, do Raskolników. Kilku udało ci się nawet zwerbować, lecz najpierw musiałeś ich przez jakiś czas obserwować. Wciąż nie jesteś nikim szczególnie ważnym, jedynie kolejnym pionkiem w ich nie do końca jasnej grze, co nie oznacza, że przecież nie chciałbyś, by to się zmieniło. Zwykle wolisz nie wychodzić za szereg, w cieniu czujesz się znacznie lepiej niż w centrum uwagi, ale ostatecznie nie miałbyś nic przeciwko, gdyby stało się inaczej. Byle nie było to na darmo. – Skoro dopiero od niespełna miesiąca, to co się dziwisz. – Myślisz, że od razu świat zwojujesz? To tak tutaj nie działa. Do wszystkiego potrzeba cierpliwości. Ty zdążyłeś się już do tego przyzwyczaić, więc Luka powinien zrobić to samo.
- Prędzej czy później każdy z nas będzie miał odpowiednią rolę do odegrania  – mówisz już na odchodne, nie zamierzasz dłużej zawracać mu głowy. Zadanie dostawcy listów zostało wypełnione, zrobiłeś to, o co prosił cię Nezdhanov, więc czym prędzej chcesz wrócić do swoich obowiązków, od których chwilowo zrobiłeś sobie przerwę. Patrzysz na niego po raz ostatni, powolnym krokiem zbliżając się do wyjścia. – Aha, nie ma problemu. Jak tylko wróci, to mu przekażę. Wkrótce się z tobą skontaktuje – zapewniasz go, salutując na odchodne. Przez moment zastanawiałeś się, czy powinieneś zostawić mu na wszelki wypadek adres pracowni, jednak szybko rezygnujesz z tego pomysłu. – No to do zobaczenia – żegnasz go z nikłym uśmiechem na twarzy, otwierając masywne drzwi i wychodząc z warsztatu. Zapewne się jeszcze spotkacie, skoro Stransky ma wziąć udział w najbliższych negocjacjach, ale podejrzewasz, wręcz masz pewność, że nie zostaniecie przyjaciółmi. Przynajmniej w końcu przestało padać, więc możesz jeszcze trochę powłóczyć się w samotności po Mahala.

Luka i Vanya z tematu
Powrót do góry Go down
 
Warsztat Belousova
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Warsztat Stolarski


Skocz do: