Навигация

Kwiaciarnia „Magnolia”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Kwiaciarnia „Magnolia”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKwiaciarnia „Magnolia”   Pią 03 Lut 2017, 15:57
Kwiaciarnia „Magnolia”

Idąc wzdłuż alei Eufrozyny Wielkiej nie sposób nie zauważyć kwiaciarni o nazwie „Magnolia”, gdyż zdecydowanie wyróżnia się na tle innych zabytkowych budynków – nie należy co prawda do największych, lecz odróżnia ją to, że w całości została oszklona w myśl nowoczesnej architektury. Od progu czuć przyjemny i słodki zapach niespotykanych roślin, a wysoki i niezwykle przystojny pan o nieco marzycielskim wyrazie twarzy potrafi uczynić z najprzeciętniejszych kwiatów piękny bukiet będący arcydziełem. Wszystko jednak za odpowiednią kwotę, usługi kwiaciarni nie są najtańsze.

Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   Wto 06 Lis 2018, 22:34

05.07.1999

Hercules powoli przyzwyczajał się do przygaszonych barw Petersburga.
To znaczyło, że spędził w tym mieście zdecydowanie więcej czasu, niż mógłby w ogóle założyć. Co miał o tym myśleć? To wydawało się naprawdę dziwne. Dziwne, tak, po prostu dziwne. Wcześniej sądził, że nawet jeśli postanowi zostać, szybko odkryje, jak potoczą się ich losy. Tymczasem mijało coraz więcej czasu, on wypił ostatnią fiolkę Wieszczych Snów, która nie przyniosła mu żadnych efektów, jedynie wizję wypełnioną porażającym, okropnym chłodem. To prawdopodobnie nie wróżyło mu nic dobrego, ale nie otrzymał żadnych wskazówek co do swoich losów. Dlatego czekał. Sam nie wiedział na co, po prostu przedłużał chwilę, gdy będzie musiał w końcu podjąć jakąś decyzję, mówiąc sobie, że to jeszcze nie czas - może wizja jeszcze nadejdzie, może ten wątły sojusz z Hersilią, który udało mu się osiągnąć, upadnie i wszystko znowu rozsypie się w proch, może w końcu on sam spowoduje tragedię, która sprawi, że nie będzie mógł spojrzeć tym ludziom w oczy.
Chłód z wizji był obecny w jego życiu, mężczyzna od czasu do czasu odczuwał to przejmujące zimno i był wtedy pewien, że powinien zawrócić. Ale wiedział, tym razem doskonale zdawał sobie sprawę, że po prostu oszukuje samego siebie - jego wizje zawsze były oczywiste. Jeśli przyjazd do Rosji miał okazać się porażką, zobaczyłby to bardzo szybko i bardzo wyraźnie. Westchnął, stawiając leniwe kroki wzdłuż Eufrozyny Wielkiej. Nawet teraz poranek wydawał mu się zimniejszy, chociaż słońce łagodnym ciepłem otulało jego twarz i dłonie.
To wszystko sprawiało, że był jeszcze bardziej zagubiony.  Narzekał na swoje umiejętności już wiele razy, ale bez nich był jak dziecko - bez nich utknąłby w tym momencie, gdy jako chłopiec pierwszy raz musiał zmierzyć się z wizją. Od tamtej pory wszystko w nim dostosowywało się do faktu, że nie musi się zastanawiać, nie musi rozważać swojego losu. Hercules wiedział, co czekało za rogiem i było to niemal ironiczne, skoro prześladująca go klątwa i tak dawno temu przygotowała dla niego ścieżkę. Oczywiście, wiele już razy był w sytuacji, gdy unikał przepowiadania sobie przyszłych dni, ale w tym momencie było to niemal kluczowe. Od tego miał zacząć - od sprawdzenia, czy w ogóle powinien próbować, więc dlaczego zaczynał przywiązywać się do tego wszystkiego? Dlaczego zaczął akceptować odmienność Rosji od jego rodzinnych terenów, chociaż to czyniło Petersburg w jakimś stopniu jego? Czasami, w takich chwilach jak teraz, gdy świat był spokojny, słońce łagodne, a on nic nie rozumiał, był niemal w stanie przyznać, że wśród jasnych, krzykliwych barw swojego domu, czując na języku kwaśny sok cytrusów, w parnym powietrzu, które rozgrzewało mu krew... Że tam się dusił. I chociaż wiedział to wszystko już wcześniej i już wcześniej dochodził do takich wniosków, to teraz przerażało go to, że te wnioski wynikały z porównania Syrakuz do Petersburga. Jakby było inne miejsce, z którym mógł się emocjonalnie związać.
Hercules nie wiedział już, w co ma wierzyć. Bał się zostawać dłużej w Petersburgu, a jednak Rosja fascynowała go. Ci ludzie, ich świat, ich architektura, ich historia - wszystko to było ciekawe. Nawet z Hersilią nie szło aż tak źle, jak sądził, więc... Był rozdarty; bardzo, bardzo rozdarty i zagubiony - nadeszło bowiem pytanie, które pojawiało się często, ale rzadko miało podstawy. Może tym razem będzie inaczej? Wahał się, zastanawiał, czy pozwolić sobie na takie myśli. Znał przecież swój własny los i dlaczego był ciągle tak samo naiwny? Jak dziecko, jak ćma wciąż rozbudzał w sobie nadzieję. Nie było nadziei. Nie dla kogoś takiego jak on. O to przecież chodziło, musiał najpierw mieć co stracić, żeby móc cierpieć, a w ten sposób zyskiwał wiele takich rzeczy. Zawsze kończyło się w ten sam sposób, a jednak... Przyjechał tutaj, żeby coś zmienić, prawda? Nie chciał dłużej tak żyć. I lubił to miasto. Cholera, lubił je, mimo że pewnie będzie tego żałował.
Wziął głęboki wdech, wciągając do płuc orzeźwiające powietrze poranka. Był głupcem. Czuł, jak nadzieja i zmęczenie ścierały się w nim co chwila, niszczyły go, zgniatały od środka. Był takim głupcem. Czy nie tak samo było z Danielą? Powtarzał te same błędy...
Uniósł wzrok, czując nikłą, przyjemną woń. Z zaskoczeniem zarejestrował oszklony budynek i rzędy kwiatów w środku. Ciemnowłosa, szczupła kobieta - albo dziewczyna, nie był w stanie zobaczyć jej twarzy, była bowiem odwrócona - układała kwiaty w ozdobnych bukietach przed wejściem i Hercules zatrzymał się na chwilę, bo coś w tym widoku go uspokoiło. Kwiaty były bezdyskusyjnie przepiękne, bogactwem barw przyciągając jego wzrok. Pomyślał przez chwilę, że mógłby zobaczyć coś takiego w Syrakuzach i mimo że wcześniej narzekał na rodzinne strony, to porównanie przyniosło mu na myśl jedynie dobre emocje. Być może chodziło o to, że promienie słońca zdawały się spływać na wejście, a może o coś w dłoniach i ruchach nieznajomej, ale poczuł się odrobinę spokojniejszy.
Zbliżył się, nie myśląc zbyt wiele o tym, co właściwie robił. Stanął obok kobiety, uśmiechając się ciepło do kwiatów i do niej. Gdy zwróciła na niego wzrok, odkrył ostre rysy młodej twarzy, która natychmiast go zafascynowała.
- Są przepiękne - odezwał się uprzejmie, odnajdując w głowie właściwie słowa w obcym języku, wciąż spoglądając na kobietę.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   Czw 22 Lis 2018, 22:48
Dziwnie było patrzeć mi na ten przygaszony z rana Petersburg. To nie było miasto, w którym się zakochałam. Ostatnimi czasy ludzie świadomie dali się wciągnąć w ten niepokojący chaos – tylko nieliczni próbowali zacisnąć zęby i nie dać się ponieść emocjom. Ja niewątpliwie byłam jedną z tych osób. Udało mi się przeżyć o wiele gorsze rzeczy – tak jak chociażby krwawa wojna w Sarajewie. Mimo że czasy wciąż nie należały do najlepszych ze względu na tragiczne wydarzenia, to jednak dalej nie odczuwałam tego na własnej skórze. Brzmi paradoksalnie – ile w końcu co średnio kilka dni czyta się o grasujących jarchukach po najważniejszych ulicach miasta czy niespodziewanych atakach Czarnego Słońca, ale jednocześnie czułam, jakby to było w dalszym ciągu poza moim zasięgiem – oprócz tego, że coraz częściej odnosiłam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Nie miałam jednak najmniejszego pojęcia, kto by to mógł być. Wpadałam więc od czasu do czasu w paranoję – próbując natrętnie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek komuś wyrządziłam jakąś poważną krzywdę. Czy to miało coś wspólnego z Sarajewem? Nawet dzisiaj, gdy spokojnym, zupełnie nieśpiesznym krokiem szłam z mojego mieszkania na Mahala do ścisłego centrum, wydawało mi się, że ktoś za mną ciągle podąża. Czułam ten obcy wzrok na swoich plecach. Za każdym razem, gdy tylko chciałam się nieoczekiwanie odwrócić, było nikogo. Powtarzałam sobie jednak, że to tylko moja wybujała wyobraźnia. Kto mógłby chcieć zrobić mi krzywdę? A może przez przypadek ktoś pisnął, że zaklinam kwiaty? Nie… Więc kto by to mógł być…? Czyżby Anvari? Tak, zapewne próbuje sobie ze mnie zadrwić.
Wyrwana z intensywnych zamyśleń z samego rana, w końcu po dwudziestu minutach dotarłam pod drzwi kwiaciarni przy Eufrozyny Wielkiej. Westchnęłam tylko ze zmęczenia pod nosem, otwierając kluczem drzwi i witając się w międzyczasie ze sąsiadem, który właśnie wychodził z kamienicy obok do pracy. „Magnolia” była jeszcze zamknięta; Grety, mojej właścicielki, najwyraźniej nie było, więc w spokoju mogłam wypić kawę, by dopiero później zacząć wykładać kwiaty na zewnątrz. Dzień bez wątpienia miał być wyjątkowo pracowity. Nie dość, że popołudniu miała być dostawa, to jeszcze musiałam zająć się układaniem bukietów na zamówienie jednej z naszych najważniejszych klientek, która była szczególnie wybredna. Choć poranek był nieco chłodnawy, to jednak wolałam zająć się najpierw stoiskiem przed kwiaciarnią, wiedząc że na pewno ktoś się zatrzyma. Byłam w końcu świadoma tego, że jako rusałka przyciągałam klientelę do „Magnolii” jak magnes – w przeciągu ostatnich kilku lat staliśmy się bez wątpienia jedną z najsłynniejszych kwiacarni w całym mieście. Gdyby tylko jeszcze przekładało się to na zarobki, które w dalszym ciągu były niezadowalające… Cieszyłam się jednak, że mogę robić to, co sprawia mi przyjemność. Nie znałam się w końcu na zbyt wielu rzeczach.
- Och! – wyrywa mi się z ust, po czym odwracam się automatycznie do postaci, która przed chwilą się do mnie odezwała. – To prawda – potwierdzam z nieschodzącym uśmiechem na twarzy, pozwalając mu przyjrzeć się z bliska bukietowi, który właśnie udało mi się skończyć. – Mamy wiele pięknych kwiatów. Ze swojej strony mogę zapewnić, że są naprawdę wyjątkowe. Wszystko tylko zależy od tego, czego pan konkretnie potrzebuje. Z wielką chęcią doradzę. – Chodź do mnie, chodź, drogi nieznajomy, nie oprzesz się chyba rusałczemu urokowi, prawda? Takich jak ty bardzo łatwo jest zwabić. Przyglądam się jego twarzy jeszcze dokładniej, jakbym skądś ją znała. Czy przypadkiem nie pojawił się ostatnio w „Avosce”? Nie zdarzało mi się zbyt często śledzić ploteczek, choć i ja miałam chwilę słabości. Jego akcent brzmiał jeszcze bardziej obco niż mój, dalej nie wyzbyłam się bośniackich naleciałości, lecz nie mogłam zidentyfikować, skąd może pochodzić. – Pan nietutejszy? – pozwalam sobie zagadać ze śmiałością, odkładając bukiet kwiatów na bok i szukając gladioli.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   Pon 10 Gru 2018, 22:09
Był pewien, że jeszcze sekundę wcześniej wcale nie chciał kupować kwiatów. Właściwie, to wydawało mu się oczywiste, ale teraz… sam już nie wiedział. Kwiaty były piękne, a Hercules przede wszystkim strapiony i nagle wydało mu się, że tutaj kryje się jakieś ukojenie. Bo rzeczywiście, przez sekundę, gdy spojrzał na nieznajomą, potem na kwiaty, a potem znowu na kobietę, poczuł się… Lekki. Spokojny. Trudno mu było to wyjaśnić samemu sobie w tamtej chwili, wiedział tylko, że nieznajoma miała całkowitą rację, proponując mu kwiaty, a było w niej coś… Jakaś niezwykła, niepojęta energia, która przynosiła mu spokój. A może chodziło po prostu o to, że nie był pewien, czy kiedykolwiek widział kogoś tak… zachwycającego? Nieznajoma była jak te kwiaty, ale nie wydawała się taka ckliwa i pusta, Herculesowi jawiła się bardziej jakimś uosobieniem siły, którą kryła w sobie przyroda.
Uśmiechnął się szeroko, słysząc jej pytanie. Ludzie rzadko mówili do niego tak bezpośrednio, co wcale mu nie przeszkadzało. Właściwie, miał wrażenie, że znosił milczenie tak długo, że chociaż teraz chciał rozmawiać, w całkiem obcym mieście, w obcym języku, z ludźmi, których powinien znać, ale nie znał wcale, więc oni również byli obcy. Nieważne o czym. O kwiatach w chłodny poranek z kobietą, która wydawała się niezwykle intrygująca.
W dodatku te kwiaty wydawały się naprawdę atrakcyjne. Pomyślał, że mógłby kupić bukiet i poprosić służbę Hersilii o postawienie go w widocznym miejscu. Nie wiedział oczywiście, czy jego siostrze by się to spodobało, poza tym czuł się dziwnie, wnosząc do jej domu coś swojego, ale może przynajmniej trochę by się na niego zirytowała. Miał wrażenie, że ludzi, których od dziecka uczono o dobrych manierach, można było poznać tylko wtedy, jeśli widywało się ich złość, dlatego nie uważał tego wcale za zły plan.
Kwiaty przypominały mu barwą o biżuterii, a to skierowało go dalej do myśli, że nieznajoma musiałaby wyglądać niesamowicie w jednym z tych surowych, gustownych naszyjników w intensywnej barwie, które zdarzało mu się wykonywać. To sprawiło, że nie mógłby się wycofać z tej konwersacji, choćby chciał.
- Nietutejszy, to prawda – powtórzył ze śmiechem, zauważając, że ona również miała akcent, który nie brzmiał tak samo, jak to, co słyszał do tej pory. – Jestem tylko na chwilę… Przyleciałem z Włoch. Właściwie, byłbym bardzo zadowolony, gdybym… mógł znaleźć jakiś skromny bukiet w… słonecznym kolorze – wytłumaczył uprzejmie, tracąc trochę czasu na odnalezienie właściwych słów, nie spuszczając wzroku z rozmówczyni, żeby może trochę zamaskować swoje niezbyt imponujące umiejętności. Nie miał pojęcia, czy żółte kwiaty spodobają się Hersilii, ale mu kojarzyły się przede wszystkim z pomarańczami, a skoro i ona całą tę posiadłość uczyniła tak podobną do tego, co znał z rodzinnych stron, to taki bukiet wydawał mu się najlepszym rozwiązaniem. – Będę bardzo wdzięczny za pomoc – dodał jeszcze, zastanawiając się, gdzie w tym wszystkim powinien się przedstawić i czy w ogóle powinien odbierać tej rozmowie jakąś delikatność, lekkość wynikającą z braku ciężkich tytułów. W końcu jednak wygrało w nim coś, co Constanza od lat nazywała dumą, on jednak wolał określić to pragmatyzmem albo uczciwością. – Nazywam się Hercules Caravaggio i bardzo się cieszę, że na pannę wpadłem, panno…? – zakończył, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że chciałby poznać jej imię.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   Pon 24 Gru 2018, 16:14
Czasem tak jest, że bardzo szybko zmieniamy zdanie, nawet nie zauważając, w którym momencie to się stało. Przyczyny mogą być różne; zdarza się jednak tak, że nie zależy to całkowicie od nas. Ze swojego rusałczego uroku korzystałam już od najmłodszych lat, z łatwością wabiąc wokół siebie przypadkowych przychodniów i zarabiając na ich naiwności, mimo że na początku o tym nie wiedziałam, a co więcej – nawet nie widziałam w tym nic szczególnie złego. Byłam przecież łatwowiernym dzieckiem, a potem tylko zagubioną nastolatką, która tak naprawdę nigdy nie miała żadnej rodziny. Dopiero później stało się to dla mnie bardziej świadome – że jestem rusałką. Podniosłam bez wątpienia zyski „Magnolii”; mogłam się pochwalić tym, że to właśnie ja pomogłam rozkwitnąć temu biznesowi, co wcale nie było takie trudne przy odrobinie niezbędnego wysiłku. Mężczyznom łatwo jest stracić głowę dla pięknych kobiet, nie mówią już o tym, że wówczas namówienie ich do kupna kwiatów za kilkanaście rubli to żadna sztuka. Czy to według ciebie oszustwo, Herculesie, że nagle zapragnąłeś tutaj przystanąć na moment? Osobiście nie uważałam tego za wykorzystywanie innych, a raczej za korzystanie z darów, którymi zostałam obdarzona przez naturę.? Niestety, tak naprawdę nigdy nie dowiedziałam się tego, skąd pochodzę, nie miałam szansy poznać swoich biologicznych rodziców. Byłam jednak pewna, że moja matka, podobnie jak ja, była rusałką. Niekiedy zastanawiałam się, czy wykorzystywała swoją nadzwyczajną urodę w codziennych sytuacjach, czy może traktowała ją jako przekleństwo? Ja sama już nie wiem, jaki powinnam mieć do tego stosunek.
- Z Włoch – powtarzam pod nosem, zastanawiając się dokładnie, gdzie leżą na mapie Europy. Daleko od Rosji. Ciekawiło mnie więc, co taki mężczyzna jak Hercules porabia w tych stronach, zwłaszcza że potrafił dobrze mówić po rosyjsku, pomimo akcentu, który niemal od razu zdradził jego obcość. Sama zwykle brzmiałam nietypowo, źle rozkładałam akcent i w dalszym ciągu zaciągałam bośniackim – zdarzało mi się nawet mylić słowa, ale były to kwestie do wyłapania tylko dla tych, których rosyjski był pierwszym językiem. – Słyszałam, że to piękny kraj, zwłaszcza Rzym. Na pewno jest zachwycający. Jest pan z Rzymu może? – zagaduję śmiało, uśmiechając się do niego bez przerwy, po czym zabieram się za poszukiwanie odpowiednich kwiatów do jego bukietu. – Zaraz coś wykombinujemy. Tylko proszę mi odpowiedzieć na jedno pytanie: dla kogo to? Dla żony? Dla kogoś z rodziny? A może przyjaciółki? – To przecież bardzo ważne, aby dopasować je do stosownej okazji. – Mam na imię Lajla. – przedstawiam się po chwili, zapraszając go do środka kwiaciarni. – Bardzo miło mi poznać, panie Caravaggio. Proszę tędy. Tu mamy większy wybór.– Nazwisko akurat w moim przypadku nic więcej ci nie powie, drogi Herculesie. Nie pochodzę ze żadnego ze znamienitych rodów Słowiańszczyzny, inaczej na pewno nie znalazłbyś mnie w tym miejscu. Twoje za to bez wątpienia świadczy o tym, że najpewniej musisz być kimś majętnym. Jakby gdzieś obiło mi się to nazwisko o uszy, choć nie mam pojęcia, dlaczego aż tak znajomo brzmi. A może tylko mi się wydaje? Jest w końcu jeszcze wcześnie i dopiero co  przyszłam do pracy; nie zdążyłam się porządnie rozbudzić.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   Pią 04 Sty 2019, 23:20
Gdyby chciał doszukiwać się w tym wszystkim czegoś poza naturalnym urokiem i jego chęcią, żeby odpocząć od samego siebie; gdyby odkrył, że jego zainteresowanie kwiatami nie było jego własną inicjatywą, ale wynikiem wpływu nieznajomej, wtedy… Cóż, sam nie wiedział. Hercules nie był dobry w ocenianiu ludzi – może powinien patrzeć na nich bacznie i doszukiwać się znaków, które powiedziałyby mu, kim byli i jak to wykorzystać przeciwko nim, ale nie czuł takiej potrzeby. W pewnym sensie i on przecież oszukiwał, a przynajmniej mógł. Umiejętności wieszczego dawały mu przewagę nad innymi ludźmi, pozwalały przewidywać ścieżki, które powinien obrać, zanim oni w ogóle usłyszeli, że zbliża się rozwidlenie dróg. Mógłby stać się człowiekiem wszechwiedzącym, otoczyć samego siebie tak silną dyscypliną, żeby być w stanie kierować tą umiejętnością, a nie pozwalać, by to ona ujawniała się w chwilach, w których najbardziej jej nie potrzebował. Hercules wierzył, że… A może po prostu chciał wierzyć, że to byłoby możliwe. W ostatnim zrywie dziecinnej buty układał takie myśli w swojej głowie jak puchary, kazał im milczeć gdzieś za toną innych, zupełnie cięższych przemyśleń, ale wiedział, że gdzieś tam były, chociaż gdyby to była prawda, wszystko wyglądałoby inaczej. Hercules był niewolnikiem tej magii, która płynęła mu we krwi. Być może mógłby nią kierować i podpatrywać drogi, ale teraz czyniła go jeszcze bardziej zagubionym.
Jedyne, co mu umożliwiała, to przygotowanie się na najgorsze. Pogodzenie się ze smutną przyszłością, zanim ta nadeszła. To też był pewien rodzaj przewagi, prawda? Niewątpliwie miał dostęp do wiedzy zakazanej, skrywanej przed innymi. Nie potrafił tego wykorzystać, bo był słaby i ciążyła nad nim klątwa, ale gdyby mógł, pewnie nie pozwoliłby, żeby ta potęga się zmarnowała. Dlatego nie umiał oceniać innych takich ludzi, tylko ze względu na tę świadomość. A to, że działał wbrew swojej woli? Że ktoś odbierał mu prawo decydowania za siebie? To były tylko kwiaty. Tylko kwiaty, które być może i tak by kupił, żeby zająć czymś myśli i zdenerwować Hersilię. Całkowicie świadomie podejmował już w życiu decyzje, które przyniosły tragiczne konsekwencje; nie mówiąc już o tym, że wybór, jaki mu pozostał, to ten, który przedmiot wybrać, z jaką piękną kobietą porozmawiać. Wszystko inne, wszystko, w co bardziej się zaangażował, prędzej czy później i tak kończyło się okropnie. Teraz prawdopodobnie też tak będzie, prawda? Dlatego nie wnikał i nie wypatrywał podstępu wokół siebie. Niech inni się martwią i skupiają na tym, jak go oszukać. On będzie cierpiał prędzej czy później, więc ich trud był daremny i coś w tej świadomości wydawało mu się niezwykle zabawne w sposób zupełnie pozbawiony goryczy.
- Nie jestem z Rzymu, ale często tam bywam – odparł pogodnie. W tak prostej, zwyczajnej rozmowie opowiadanie o jego kraju wydawało się proste. W końcu to wszystko, co Herculesa zaczynało dusić, stanowiło zalety, o których mógł opowiedzieć. – To prawda, jest tam pięknie. Zawsze mnóstwo ludzi i… sole – dokończył w swoim języku, zorientowawszy się, że nadał własnym słowom zbyt szybkie tempo, żeby się zatrzymać. Zaraz uśmiechnął się ciepło i poprawił. – To jest… słońca. I jeszcze więcej pięknych miejsc, które dobrze zobaczyć – urwał, uznawszy, że gdyby mówił dalej, to mogłoby zabrzmieć bardzo angażująco. Nie chciał tutaj ciężaru obietnic. – Kwiaty chciałbym… podarować mojej siostrze – kontynuował, szukając słów w głowie, a potem ruszył za nieznajomą. Uśmiechnął się, słysząc, że nie podała swojego nazwiska. Przez sekundę był gotów żałować, że on to zrobił, ale szybko zaakceptował ten układ. Był okropny w byciu arystokratą, skoro rozważał coś takiego, ale ta myśl jedynie go rozbawiła. Następna – wizja niepocieszonej, skrzywionej brzydko matki – również jedynie zabrała trochę zmartwień z jego barków. To przypomniało mu w jakiś sposób o czasach, gdy wszystko było prostsze, więc podążył za Lajlą w lepszym humorze, znowu skupiając się na kwiatach, Hersilii i słonecznych kolorach.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Kwiaciarnia „Magnolia”   
Powrót do góry Go down
 
Kwiaciarnia „Magnolia”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: