Навигация

Magiczne stragany
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Magiczne stragany

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieMagiczne stragany   Sob 04 Lut 2017, 18:35
Magiczne stragany

Niewielki plac pomiędzy starymi, zapuszczonymi budynkami w samym sercu Mahala, a jego kluczową ozdobą – najróżniejsze towary porozkładane na chwiejących się stolikach, rzeźbionych skrzyniach albo brudnych prześcieradłach wprost na bruku. Zewsząd słychać nagabywania sprzedawców, nic więc dziwnego, że na magicznych straganach można dostać wszystko, od szwajcarskich zegarków po ręcznie malowaną porcelanę wyniesioną podobno z Pałacu Zimowego czy zaklęte amulety, a wszystko za śmieszne pieniądze. Za jedynego przewodnika musi w tym zgiełku wystarczyć zdrowy rozsądek i ostrożność, bo na naiwniaków czyha tu wielu oszustów oferujących buble i podróbki, a i kieszonkowców nie brakuje.

Powrót do góry Go down
avatar

Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

31 lat

czysta

neutralny

sprzedawca różdżek, stolarz
http://petersburg.forum.st/t1656-ljuban-gregorovic
PisanieRe: Magiczne stragany   Sro 11 Lip 2018, 19:42

18.06.1999

Wstyd ci, że nadal musisz o tym myśleć. Wstyd za każdym razem, gdy odrzucasz struganego z kawałka dobrego drewna konika, by dźwignąć się, powlec do kuchni i, przygnieciony bólem, łyknąć znów za dużo eliksiru, który uśmierzy twoje cierpienie. A chwilę ulgi wykorzysta wstyd, wkradnie się z powrotem, po dziesiątkach miesięcy cichej i spokojnej koegzystencji uderzy bezlitośnie.
I będziesz się znowu wstydził, że cię boli.
Wypłukujesz z fiolki resztkę środka przeciwbólowego wodą. W ustach zostaje słaby posmak rumianku. Nikt ci nie obiecywał, że przestanie boleć; nawet twoje anioły w pielęgniarskich czepkach zapowiadały najbliższe minuty bez bólu, godzinę najwyżej. Liczyłeś na więcej z resztki naiwności, która sprzed lat w tobie została, a z resztek uporu anioły zapomniałeś, krnąbrny i ułomny, przegrany Gregoroviću. Z każdym krokiem, który stawiałeś na petersburskiej ulicy sam śpiewałeś sobie te obietnice, coraz śmielej zapominając, że już tylko część z ciebie została.
A przeszłość przypominała wtedy o sobie ze zdwojoną siłą, nie tylko w snach, które mogłeś odgonić. Samemu nie wiedząc jak, wystarczyło, że bałeś się zasnąć, by do wschodu słońca pozostać przytomnym i już w godzinach rannych paść jak gdyby po raz kolejny, uchylając się przed ciosem, na krótki odpoczynek bez snów. Wracał więc ból, w pozornie dobrze zagojoną ranę wdawały się infekcje, nerwy nie wróciły do stanu sprzed amputacji mimo starań uzdrowicieli. Targowali się dla ciebie ze śmiercią, przekrzykiwali na ogromne sumy.
Na próżno, pomyślałeś znowu, katowany rwącym bólem, który zwalił się na ciebie znikąd z siłą nawałnicy. Męczył cię niezależnie od uporczywego wiercenia się w krześle, wytrącał z ręki każdą robotę, którą próbowałeś dokończyć. Ciszę i bezruch zapełniasz przekleństwami sączącymi się przez zaciśnięte zęby, a kiedy ból staje się mniej dokuczliwy, znośny na tyle, byś mógł wstać, nie możesz już tu wytrzymać. Wstajesz i wychodzisz, zatrzasnąwszy drzwi za sobą. Na pamięć idziesz – nie idziesz, kuśtykasz, wciąż nieco obolały – w stronę Mahala.
Dokąd pójdziesz? Do „Tysiąca…”? Wyrzucisz kolejne pieniądze na łoże jednej z tamtejszych nimf, by zbudowała ci z pościeli iluzję dawnego świata; takiego, który mogłeś jeszcze zdobyć. Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, wstydziłbyś się tam pójść, ale teraz – za darmo żadna przecież na ciebie nie spojrzy. I nie chciałeś, by spoglądano na ciebie, zmuszałeś się do skrywania przed wzrokiem ludzkim, ale gdybyś nadal trwał w tej zatwardziałości, wykończyłaby cię szybciej niż infekcje rany i polowy lekarz-konował. Nie potrafisz nic samotnie, nic tylko dla siebie. Nawet kiedy wołają za tobą od jednego ze straganów, miękkim głosem otulonym słodkim zapachem narcyzów, zwalniasz nierówny krok.
Kurwom nie kupuje się kwiatów, a nie masz nikogo innego, kto by się ucieszył z bukietu. Poległym przyjaciołom nie zrobią różnicy, czy je położysz na grobie, czy tylko miniesz marmurowy pomnik bez słowa. Uzdrowicielki mają kwitnących dowodów pacjenckiej wdzięczności pod dostatkiem, a pielęgniarki zbyt dużo na głowie, by pamiętać o zabraniu ich do domu i potem więdną w słoikach po dżemie. A jednak jest coś w twarzy dziewczyny sprzedającej narcyzy – wydaje ci się znajoma, czy jest po prostu taka śliczna? – co każe się zatrzymać i odnaleźć w zaschniętym gardle głos:
- Ile za bukiet?
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Magiczne stragany   Wto 17 Lip 2018, 04:07
Magiczne stragany dalej tętnią życiem – pomimo tych wszystkich problemów, z którymi boryka się nieustannie Rosja. Ale to mikroświat rządzący się swoimi niespisanymi prawami. Tu obok siebie żyją ludzie z różnych krajów i każdy z nich jest tutaj z innego powodu. Poznałam kiedyś w tym miejscu Albańczyków, którzy wyjechali do Rosji za pracą i zajęli się handlem tego, co wpadnie im w ręce. Ta pani z tym pięknym warkoczem w siwym kolorze, co stoi obok mnie, ma około siedemdziesiąt sześć lat i pochodzi z Kazachstanu, ale przyprowadziła ją do Petersburga w młodości miłość i tak tutaj została niemal na zawsze. Pamiętam, że kiedyś przez przypadek wyłapałam w tym głośnym tłumie nawet bośniacki – z radosnym uśmiechem na twarzy próbowałam porozmawiać z moimi rodakami, ale nie przyznali się do tego, że pochodzą z tego samego kraju, co ja i szybko przełączyli się na kaleki rosyjski, pozostawiając po sobie w mojej głowie tylko palące uczucie rozczarowania. Z jednej strony potrafię to całkowicie zrozumieć – chcieli wyprzeć ze swojej pamięci to, co tam się wydarzyło, a z drugiej – o tych nieludzkich okrucieństwach trzeba mówić, by nie powtórzyły się nigdy więcej. Często też widzę tu wiele twarzy, które wydaje mi się, że gdzieś w życiu już widziałam. Potem myślami zwykle powracam do Sarajewa, jak na pstryknięcie palcami przypominając sobie tych wszystkich ludzi przypadkiem napotkanych na swojej drodze życiowej i zastanawiam się, komu z nich udało się przetrwać. Domyślam się, że niewielu – na własne oczy widziałam śmierć najbliższych mi osób. Czasem sumienie jednak bywa uporczywe i nie daje mi spokoju późnymi nocami, ale przecież w tamtym momencie egoistycznie musiałam wybrać siebie. Inaczej nie mogłabym tu stać pośród tych ludzi, nie miałabym szans rozpocząć nowego rozdziału i nie sprzedawałabym tych pięknych kwiatów, które stały się jedną z największych moich pasji. Nigdy nie dowiedziałabym się jak smakuje i pachnie świat.
- Ach…! – Z zamyślenia wyrywa mnie niski, lekko zachrypnięty głos mężczyzny, który sprawił, że niemal podskoczyłam o kilka centymetrów, niemal przewracając wiaderko z tuzinem czerwonych różyczek. – To ostatnie narcyzy na dziś, więcej nie mam – odpowiadam szczerze, spoglądając kątem oka na klienta, po czym przenoszę wzrok na niewielki bukiet, który wzięłam zaledwie przed momentem do rąk. – Te akurat nie są zbyt piękne. Powiedziałabym: kapryśne i wymagające, choć robiłam co mogłam. Wie pan, że cięte narcyzy przyśpieszają więdnięcie innych kwiatów? – Czasem zdarza mi się dzielić swoją wiedzą na temat roślin z przypadkowymi ludźmi, nawet jeżeli w rzeczywistości w ogóle mnie nie słuchają i za chwilę zapomną o tym, co mówiłam. – Może je pan po prostu wziąć za darmo, jeśli chce. – Z miłym uśmiechem wyciągam dłoń z bukietem w kierunku nieznajomego mężczyzny. Przecież czasem zdarza mi się robić dobre uczynki, a nie lubię sprzedawać za pieniądze kwiatów, które są sfatygowane i nie spełniają moich osobistych oczekiwań, dlatego albo wolę komuś dać je w prezencie, albo zabrać do mieszkania i włożyć do kolejnego wazonu na parapecie.
Powrót do góry Go down
avatar

Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

31 lat

czysta

neutralny

sprzedawca różdżek, stolarz
http://petersburg.forum.st/t1656-ljuban-gregorovic
PisanieRe: Magiczne stragany   Czw 19 Lip 2018, 21:32
Tobie narcyzy się podobają; nie masz już w sobie tyle śmiałości, by prosić o doskonałość. Wystarczą ci kwiaty zmęczone, ostatkiem swojej urody nęcące przechodniów. Lubisz narcyzy sentymentem z pewną dozą zrozumienia – kiedyś byłeś jednym z nich, gotowy zapatrzeć się w siebie, całe dnie marnotrawić na lenistwo w towarzystwie rzeczy tak ulotnych jak odbicie ludzkiej twarzy na powierzchni stawu. Wszystkiego miałeś pod dostatkiem, chroniąc zapalczywie swój niefrasobliwy umysł przed świadomością nawet upływu czasu.
A teraz wciąż jesteś jak narcyz, choć już ścięty i więdnący. Impertynencie, wymagasz, by inni pracowali na ciebie, podtrzymywali cię przy życiu, chociaż wyrok już podpisany, o końcu przesądzono. Więdniesz nieodwracalnie, a twoja marność może wkrótce odbić się na tych, których wbrew rozsądkowi dopuszczasz do siebie.
- Nie mów mi „pan”, proszę. Tutaj nie ma panów. - za to tak lubisz Mahala. Jesteście tu wszyscy jak karaluchy, ślepi i głusi na większość ważnych wydarzeń, ale przynajmniej wszystko przetrwacie. Mieszacie się ze sobą, ofiary, winowajcy i uciekinierzy, łączycie się ze sobą w biedzie, wobec której nikną poprzednie podziały. Musicie szukać zwykłych uciech i zysku, przejścia z poprzedniego dnia do następnego zawieszeni pomiędzy brakiem podziałów, a równością, bo tej przecież też próżno tu szukać.
- Nie wiedziałem. – kręcisz głową delikatnie, a na twarzy miga cień dawnego uśmiechu. – Tylko na drewnie jako tako się znam. – umiesz rozpoznać ich zapachy, a nazwę gatunku wyczytasz z faktury kory po zaledwie kilku sekundach obracania jej w wyćwiczonych palcach. Drewno nie ma przed tobą tajemnic, ale nikt nigdy nie mówił ci o drobnych złośliwościach kwiatów. Widzisz na pierwszy rzut oka, że są delikatne i niepewne, ale mimo to wyciągasz rękę po narcyzy; palce zaciskają się kurczowo na wilgotnych łodyżkach, jakby nawet do nich mogło zabraknąć ci siły. Trzymasz bukiet, chociaż nie wiesz już, co z nim właściwie zrobisz. Lepiej byłoby narcyzom u niej; widzisz po jej dotyku, że umiałaby się nimi zająć,  – Dziękuję. – mamroczesz, odwlekając moment odejścia od straganu. Nie godzi się jej nie zapłacić, zwłaszcza że masz przecież czym. Ruble ciążą ci w kieszeniach, ich brzęk złowrogo przypomina o długu, jaki musisz spłacić. Mógłbyś oddać jej za te marne kwiaty wszystko, co masz przy sobie, może ulżyłoby ci, ale nie chcesz dawać jej pieniędzy. Pojawia się w tobie za to pewność, że niedługo tu wrócisz. Wykorzystasz jedną z chwil wolnych od bólu, by dokończyć struganie jakiegoś subtelnego kształtu w drewnie i nieporadnie wciśniesz jej go w dłoń. Skąd bierze ci się ta chęć, by miała coś od ciebie?
- Często tu jesteś? Przedtem cię nie widziałem. – prawda jest taka, że nie widziałeś dotąd nikogo, przechodziłeś przez tłum ślepy na nich wszystkich, ale ją… zapamiętałbyś. Dawno nie widziałeś takiej dziewczyny. W jej urodzie jest zachwycająca swoboda, coś znajomego. Wstyd ci przy niej myśleć o satynowych dziwkach i smrodzie ich perfum rozcieńczonych podłym alkoholem. Chciałbyś zostać wśród tej ulotności, odnaleźć się w zwyczajnym miejscu, pośpiechu ludzi, którzy należą jeszcze do świata, a nie odwrócili się od niego jak ty. Dla nich nic się nie zmieniło i potrzeba znacznie więcej niż ofiara dawnej tragedii, by wstrząsnąć tym światem.
Tylko ona ci tu nie pasuje i wciąż nie wiesz, o co chodzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Magiczne stragany   Pon 13 Sie 2018, 15:40
- Skoro tak… – Usłyszawszy jego słowa, posłusznie kiwam głową, choć z drugiej strony zupełnie nie wiem, jak inaczej mogłabym się do niego zwracać, skoro nawet nie zdradził mi swojego imienia. Przyglądam się mężczyźnie nieco uważniej, tym samym przyznając mu rację w duchu, że faktycznie daleko mu do przysłowiowego „pana”. Nieznajomy wciąż był stosunkowo młody, choć może nieco zaniedbany – jak taki brudny pies z ulicy, którym trzeba by było się zająć i doprowadzić go do porządku, żeby dostrzec jego urodę. Jego twarz, zwłaszcza po dłuższej obserwacji, wydawała się dziwnie znajoma, ale to uczucie znałam już na tyle dobrze, że przestałam na nie zwracać uwagę. Widmo przeszłości wracało do mnie niemal codziennie; pogodziłam się już z tym, iż nigdy go się nie pozbędę. – Na drewnie? – podłapuję z niemałym zainteresowaniem w głosie temat, bo przecież przydałoby się, by wreszcie diametralnie odświeżyć wystrój mieszkania, który wciąż pozostawiał wiele do życzenia ze względu na brak środków finansowych, nie wspominając już o jakimś wolnym czasie od pracy. – Jest pan stolarzem? – Mimo że miałam przecież już tak się do niego zwracać, to ciężko było mi pozbyć się tego zwrotu grzecznościowego. – Albo może różdżkarzem? – Niby mówią, że pierwsza myśl jest zawsze poprawna, ale w dalszym ciągu nie byłam pewna, czy aby na pewno udało mi się prawidłowo odpowiedzieć. Dłonią odgarniam kosmyki ciemnych włosów, które uporczywie wpadają mi do oczu, po czym wdzięcznie podaję mu bukiet narcyzów z delikatnym uśmiechem na twarzy. Mam jednak nadzieję, że może akurat u niego trochę odżyją, skoro nie chciały słuchać ani mnie, ani nawet magii.
- Tylko proszę pamiętać o trzymaniu ich osobno – ostrzegam jeszcze raz, po czym dodaję zapobiegawczo: – Nie chcę, by przypadkiem spowodowały jakąś katastrofę. – Co przecież w przypadku narcyzów było możliwe, wystarczyło jednak włożyć je do wazonu z dala od innych kwiatów. Już miałam powrócić do swoich zajęć i pożegnać się z mężczyzną po krótkiej pogawędce, aż nieznajomy zadał mi kolejne pytanie. Czy często tu jestem? W rzeczywistości magiczne stragany nie były moim stałym punktem, choć prywatnie lubiłam to miejsce ze względu na jego różnorodność i atmosferę. Przychodziłam tutaj więc jedynie okazjonalnie – albo wtedy, kiedy nie udawało mi się sprzedać zbyt wiele kwiatów, co raczej zdarzało się rzadko, albo na prośbę szefostwa. – Od czasu do czasu. To już nie ode mnie zależy. – Taka odpowiedź w tym momencie wydawała mi się być najbardziej adekwatna. W końcu harmonogram ustalony jest z góry i nie mam na niego zbyt wielkiego wpływu. Mimo wielu przepracowanych lat w tym samym miejscu, wciąż jestem tylko zwykłą pracownicą. – W poniedziałki i wtorki jestem na Niedźwiedzim Ryku przy ulicy z katarynkami, w środy, czwartki i piątki w Magnolii, co drugą sobotę na Mahala przy Pasternaku, a niedzielę – zazwyczaj w mugolskiej części Petersburga – recytuję mechaniczne formułkę dla nowego klienta, którą znam już dobrze na pamięć, w międzyczasie dolewając zimnej wody do czerwonych róż i przekładając część z nich do wolnego wiaderka. A nuż chciałby kupić kiedyś w przyszłości ode mnie jakieś kwiaty albo choćby polecić moje stoisko komuś ze swoich bliskich znajomych. Reklama dźwignią handlu.
Powrót do góry Go down
 
Magiczne stragany
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zwierzęta magiczne
» Magiczne choroby i urazy
» Znane postacie magiczne


Skocz do: