Навигация

Antykwariat „Czarny Kruk”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Antykwariat „Czarny Kruk”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieAntykwariat „Czarny Kruk”   Pią 03 Lut 2017, 16:41
Antykwariat „Czarny Kruk”

Antykwariat „Czarny Kruk” nie cieszy się zbyt wielką sławą, mimo że oferuje wiele unikatowych przedmiotów o wartości historycznej czy materialnej. Umieszczony jest w dwupiętrowej kamienicy – na pierwszym piętrze znajduje się sklep z najistotniejszym asortymentem, a na drugim magazyn niedostępny dla zwykłej klienteli. Samo wnętrze lokalu jest przestrzenne, choć jednocześnie chaotyczne – czarodziej bez problemu może zgubić się w rzędach regałów, lecz sam właściciel, który prowadzi ten rodzinny interes od lat, zdaje się znać to miejsce na pamięć. Doskonale wie, co ma w swojej licznej kolekcji – poczynając od obrazów, rzeźb, książek a kończąc na rycinach czy innych wyrobach artystycznych. Można jednak odnieść wrażenie, że nie wszystko chce sprzedać – być może stąd ta mała popularność interesu. Nazwa antykwariatu wzięła się nie bez powodu – za ladą znajduje się ogromna klatka z czarnymi krukami, do których właściciel ma słabość.

Powrót do góry Go down
avatar

Odessa, Ukraina

28 lat

błękitna

za Starszyzną

łowca Batalionu Specjalnego Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1954-echo-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1956-zakharenko-e http://petersburg.forum.st/t1957-agathe http://petersburg.forum.st/t1958-tsipouro
PisanieRe: Antykwariat „Czarny Kruk”   Czw 16 Sie 2018, 13:56

23.06.1999



Chaos i kurz, szorstkie dywany, potargane grzbiety książek, które dawno powinny się już rozpaść, zagięte rogi, wyrwane strony, pergamin zostawia pod opuszkami palców dziwne, pudrowe uczucie. Nie była tu nigdy wcześniej, to nie tak, że po powrocie do Petersburga z sentymentem pobiegła do Kruka wdychać zapach historii i wspomnień. Idąc ulicą z głową podniesioną szukała szyldów antykwariatów, szukała zakurzonych witryn i łypiących na zewnątrz starych oczu właścicieli.
Kość piżmowca, bo taki tytuł nosił zbiór podań przez kogo spisany – nie wiadomo, wiadomo natomiast gdzie go widziała i dlaczego zapadł jej w pamięć. Agathe, jak wielu innych z jej jednostki, nie rozumiała magii jakuckiej, bo zbyt była skomplikowana, zbyt odległa, za mało czasu na nią miała, zajęta misją i próbą utrzymania pionowej pozycji po kilku dniach życia o wodzie i czerstwych podpłomykach.
Nie sądziła, że książka wpadnie jej w ręce łatwo, dlatego zamierzała wszystkie okoliczne miasta przejść, a może i dalej, teraz studiując uważnie każdą pozycję na drewnianej półce.
Od wejścia do antykwariatu czuła na sobie wzrok oślizgły, chociaż nie rozglądając się nie mogła ocenić skąd pochodzi, a obstawiała, że należał do właściciela, ale kiedy minęła wypchaną almę, nie obdarzywszy jej nawet spojrzenie, poczucie bycia obserwowaną minęło.
A więc to był antykwariatu największy skarb, wypchana alma. Kto by pomyślał.
Nie ujmując księgom i wiedzy potęgi, ale najwyraźniej te, które były na stanie (przynajmniej widoczne) wcale do drogocennych nie należały. Najpewniej te zakazane woluminy leżały gdzieś zabezpieczonego potężnymi zaklęciami na zapleczu.
Wodząc wzrokiem po tytułach sięgnęła do torby, wyjmując z niej ostrożnie trzecią już czekoladkę, którą wpakowała sobie ukradkiem do ust. Bardzo smaczne migdały prażone w białej czekoladzie. Ale na tym już koniec, bo co za dużo (słodyczy) to nie zdrowo. Później podziękuje papie za ten słodki gest, bo założyła, że paczuszkę przysłał jej na osłodę dnia Kosmas, skoro praliny były w złotym worku.
Oj będzie za co dziękować.
Powrót do góry Go down
avatar


Równoświat, Moskwa

32 lata

półkrwi

za Raskolnikami

uzdrowiciel, strateg
http://petersburg.forum.st/t1934-kostya-chesnokov http://petersburg.forum.st/t1960-kostya-chesnokov http://petersburg.forum.st/t1961-kostya http://petersburg.forum.st/t1963-magik
PisanieRe: Antykwariat „Czarny Kruk”   Pią 07 Wrz 2018, 00:27
Kostya nie za często zapuszczał się gdzieś daleko poza granice Równoświata. Nie za często, ale i nie bardzo rzadko. Powiedzmy, że robił to ze średnim natężeniem. Mocno średnim. Z tendencjami do odchyłów w kierunku "rzadko". Upraszczając i skracając już tą tematykę; Kostya organizował sobie wycieczki w teren kiedy tylko pozwalały mu na to obowiązki lub wtedy kiedy zaszła taka konieczność. Na przykład w wielkim świecie działo się coś tak ważnego, że aż codzienne powinności schodziły na dalszy plan. Trafiały się i mniej spektakularne powody do wyjścia poza Równoświat. Jakież to były powody, spytacie. Ano, choćby wizyta u chorego pacjenta, żeby daleko nie szukać. Pacjenta, którego nie było stać na drogie lekarstwa, stąd też był zmuszony korzystać z usług nie zatrudnionego oficjalnie w żadnym szpitalu medyka o imieniu Kostya. Bywało, że padały niewygodne pytania. Panie Chesnokov, czemu nie szukajcie pracy w Hotynce? Panie Chesnokov, w naszym moskiewskim szpitalu nie brakuje medyków, ale pana by wzięli. Kostya z uśmiechem przyjmował wszelkie pytania i sugestie. Zręcznie wykręcał się od konkretnych odpowiedzi. Co rusz tworzył argumenty odrzucające dobre rady swoich pacjentów z zewnętrznego świata. Pacjentów, którzy nie wiedzieli, kim naprawdę był Kostya. Czym się zajmował, gdy nie rzucał uzdrowicielskich zaklęć i nie tworzył leczniczych eliksirów. Było to dość przykre. Wiedział, że podsuwają mu te zawodowe porady z życzliwości, sympatii i zwyczajnej ludzkiej potrzeby odwdzięczenia się za pomoc. Czuł się z tym źle, gdyż czynione przez niego wykręty miały podłoże  w oszustwie, a nie poważnych trudnościach ze znalezieniem zatrudnienia. Nieładnie oszukiwać przychylne sobie osoby, ale nie mógł oznajmić im, że nie szuka roboty w Hotynce, ponieważ od dawna pracuje w lecznicy położonej w ukrytej części miasta. To nie wchodziło w grę. Pozostało udawanie i zwodzenie. Dla raskolniczej sprawy. Z wyższej konieczności.
Pocieszeniem było to, że przynajmniej nie brano go za szarlatana, konowała nieudacznika, który udawał, że zna się na leczeniu.
Tego czerwcowego dnia po raz kolejny zorganizował sobie wypad poza domowe zacisze. Znacznie dalej niż na sąsiednią ulicę. W planach miał wizytę w Petersburgu. Zgadza się. Starym, dobrym Petersburgu. Sam dźwięk słowa Petersburg poruszał w nim sentymentalną nutę, zaś przygotowania do wyprawy uprzytomniły, że trochę stęsknił się za miastem. Wiązało się z nim wiele wspomnień. Miłych i niemiłych, ale zawsze wspomnień. Nie był już mieszkańcem  Petersburga, nie bywał w nim tak często, jak wcześniej, lecz nie oznaczało to, że wyzbył się tej cichej nostalgii.
Wizyta zapowiadała się na bezpieczną. Nie brał ze sobą żadnych niewygodnych papierów, którymi w razie zatrzymania mogłyby zainteresować się władze. Nie szykowała żadna grubsza akcja przy której musiał być obecny. Zamiast tego, czekało go sympatyczne spotkanie z Afanasiym Pajanarim, a później z Nadicą Bregović. W międzyczasie załatwi się kilka drobnych raskolniczych spraw.  
W Petersburgu pojawił się dużo wcześniej niż to przewidywał ustalony "harmonogram". Obok interesów powinno znaleźć się miejsce i na przyjemności. Taką przyjemnością była przechadzka uliczkami miasta, wypicie filiżanki parzonej po petersbursku kawy, przyjrzenie się zmianom, jakie zaszły od jego ostatniej wizyty. Przy tej okazji wyczuwało się społeczny nastrój. Kostya wcale się nie dziwił, że magiczna część Petersburga nadal żyła zamachem w muzeum magicznym. O zamachu najpewniej rozmawiano miesiąc temu i zaraz po tym, gdy doszło do eksplozji. Różnica była taka, że dzisiaj nikt nie szukał winnych wśród Raskolników. Oskarżycielskie głosy przycichły, skierowały się ku Starszyźnie. Nawet Kostya z całym swoim strategicznym geniuszem nie przewidział, że incydent z synem pana Komendanta oczyści Raskolników z zarzutów. Spodziewał się w porywach optymizmu wznowienia śledztwa i otrzymania szansy na dotarcie do prawdy. Z trudem wywalczonej od Starszyzny, nikłej szansy. A jednak los sprzyjał wtedy Raskolnikom. Uwodnili swoją niewinność. Zwyciężyli, chociaż w owym zwycięstwie kryło się ziarenko goryczy.
Kostya zatrzymał się raptownie, jego wzrok przyciągnął szyld zawieszony na kamienicy. Antykwariat Czarny Kruk. Wstępował w jego progi nie raz i nie dwa w poszukiwaniu książek, które dawno wypadły z głównego rynku wydawniczego. W starych książkach o pożółkłych stronicach niejednokrotnie kryła się cenna wiedza. Kostya nie przymierzał się do żadnych większych zakupów, ale nie zaszkodziłoby mu wstąpić na krótką chwilę do środka.
Przywitał go znajomy widok ciągnących się przez całe pomieszczenie rzędów półek. Wypełnionych książkami, w których można było przebierać w nieskończoność.
Następnym razem, obiecał sobie Kostya. Przy następnej wizycie w Petersburgu spróbuje poświęcić więcej czasu na przeglądanie i wybieranie książek. Teraz ciążyły na nim pewne zobowiązania. Nie pozwalały mu one siedzieć przez cały dzień w antykwariacie. Po namyśle zdecydował, że pobieżnie obejrzy garść książek z wybranego przez siebie regału i uprzejmie pożegna się ze sprzedawcą. Z tymże mocnym postanowieniem zbliżył się do regału, przy którym stała młoda kobieta. Powitał ją cichym, kulturalnym "dzień dobry" i promiennym uśmiechem, którym zwykle dodawał otuchy chorym. Na tym zakończyłaby się jego znajomość z ową damą, gdyby nie książka w brązowej okładce ze skóry ustawiona na trzeciej półce od góry. Traf chciał, że Kostya sięgnął po nią dokładnie w tym samym momencie, co nieznajoma. Czyż to nie urocze i romantyczne? Z pewnością. Z tymże biedny Kostya ani trochę nie zachwycił się romantyczną chwilą. Cofnął dłoń, jakby skóra nieznanej mu z imienia kobiety mogła go poparzyć.
- Najmocniej przepraszam, nie chciałem. Zdaje się, że pani pierwsza zobaczyła tą książkę - powiedział zakłopotany, tak bardzo zakłopotany.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Antykwariat „Czarny Kruk”   
Powrót do góry Go down
 
Antykwariat „Czarny Kruk”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Antykwariat.
» Kruki Śmierci
» Antykwariat
» antykwariat


Skocz do: